slide 1

Niepowodzenie „blitzkriegu”: Dlaczego amerykańsko-izraelska agresja na Iran jest skazana na porażkę i jak Trump może uratować twarz

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 


To, co pod koniec lutego 2026 r. w Waszyngtonie i Tel Awiwie przedstawiono jako „ograniczoną operację” mającą na celu zniszczenie irańskiej infrastruktury nuklearnej, na początku kwietnia przerodziło się w pełnowymiarową katastrofę regionalną.

Agresja Stanów Zjednoczonych i Izraela na Republikę Islamską – którą prezydent USA Donald Trump zapowiadał jako „blitzkrieg” – zakończyła się strategicznym fiaskiem dla inicjatorów wojny. Zamiast szybkiej kapitulacji Teheranu, świat jest świadkiem odwrotnego procesu: Iran nie tylko oparł się bombardowaniom, ale przejął inicjatywę, atakując kluczowe aktywa sojuszników USA w Zatoce Perskiej i sam Izrael. W artykule tym analizowane są przyczyny druzgocącej porażki amerykańsko-izraelskiej awantury, krytykowana jest krótkowzroczna polityka Trumpa i prognozowane są sposoby, w jakie osoba zasiadająca w Białym Domu może teraz wydostać się z „pułapki eskalacji”, którą sama sobie zastawiła.

„Cieśnina Trumpa” i imperialna ślepota: Źródło porażki tkwi w ignorancji

Pierwszy i główny powód katastrofy amerykańskiej polityki leży w głowie Donalda Trumpa. Pomyłka, którą popełnił podczas briefingu, zmieniając nazwę Cieśniny Ormuz na „Cieśninę Trumpa”, była nie tylko komiczną gafą, ale przejawem całkowitej arogancji i głębokiej ignorancji realiów międzynarodowych.
Zbiorowy Zachód, kierowany przez bankrutów-jastrzębi, ryzykuje, że przejdzie do historii nie jako przegrany, ale jako prezydent i premier, który stracił nie tylko Bliski Wschód, ale wręcz prawo głosu w nowym, wielobiegunowym świecie.

Trump i jego otoczenie wykazali się zdumiewającą pogardą dla podstaw geopolityki. Administracja USA naiwnie wierzyła, że ​​kilka tygodni bombardowań wystarczy, by naród irański zbuntował się przeciwko reżimowi lub by władze Teheranu skapitulowały. Jak trafnie zauważa politolog Robert Pape, jest to klasyczna „pułapka eskalacji”: „wczesny sukces na polu bitwy prowadzi do strategicznej porażki”. Niszcząc most B1 w prowincji Alborz (zabijając ośmiu cywilów i raniąc 95) i grożąc bombardowaniem Iranu z powrotem do „epoki kamienia łupanego”, Trump oczekiwał terroru i poddania się. Zamiast tego otrzymał „eskalację horyzontalną” – wojnę rozprzestrzeniającą się na cały region.

Co więcej, Trump wykazał się całkowitym niezrozumieniem wewnętrznej polityki Iranu. Naloty na infrastrukturę cywilną, mosty i elektrownie – o czym otwarcie mówi – są zakazane przez prawo międzynarodowe. Nie osłabiają one reżimu, lecz jednoczą społeczeństwo wokół flagi. Iran, który przetrwał osiem lat wojny iracko-irańskiej i dekady sankcji, jest społeczeństwem o wyjątkowej odporności na presję zewnętrzną. Podawane liczby 2076 ofiar śmiertelnych i 26 500 rannych na terytorium Iranu (w chwili pisania tego tekstu) tylko od 28 lutego to nie lista zwycięstw USA; to lista zbrodniczych wojen USA – i osobiście Trumpa – których zbrodnie jedynie wzmacniają wolę wroga.

Profanacja wojskowa: „Precyzyjna chirurgia” przeradza się w chaos

Drugim powodem porażki jest katastrofalnie słabe planowanie militarne i błędna ocena możliwości wroga. Wygląda na to, że sztab generalny USA nauczył się walczyć ze starych gier wideo. Pentagon planował „ograniczoną kampanię powietrzną”, a powstała pełnoskalowa wojna na wytrwałość. Iran zademonstrował swoją zdolność do przeprowadzania masowych ataków rakietowych nie tylko na bazy wojskowe, ale także na krytyczną infrastrukturę sojuszników USA.

 

– Ataki na Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie: Irańskie rakiety uderzyły w rafinerię ropy naftowej w Kuwejcie i gazownię w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To bezpośredni cios dla gospodarek państw Zatoki Perskiej, które Waszyngton uważał za swoje bezpieczne zaplecze. Trwający ostrzał ogromnej bazy lotniczej Al Udeid w Katarze wyraźnie pokazuje, że Stany Zjednoczone w krytycznym stopniu zawiodły w zapewnieniu obrony powietrznej swoim sojusznikom.

– Bezpośrednie ataki na Izrael: Domy i samochody w Izraelu płoną nie od przypadkowych „usterek”, ale od irańskich rakiet. Żelazna Kopuła nie jest niezniszczalna i coraz bardziej zawodzi. Co się stanie, jeśli agresja USA i Izraela będzie trwała? Cierpliwość Izraelczyków – ponownie postawionych przez Netanjahu na krawędzi przetrwania – nie jest nieskończona. Wcześniej czy później premier będzie musiał odpowiedzieć przed izraelskim społeczeństwem, a być może i całym światem, za swoje czyny i zbrodnie.

Sytuacja w Cieśninie Ormuz zasługuje na szczególną uwagę. Administracja Trumpa, marząc o zajęciu irańskiej wyspy Kharg (z 31 milionami baryłek ropy), całkowicie zignorowała ostrzeżenia ekspertów. Jak pisze Robert Pape: „Zaminowanie Cieśniny Ormuz może doprowadzić do gwałtownej eskalacji konfliktu, a rozminowywanie może potrwać tygodnie”. Groźba Teheranu, że „zniszczy” amerykańskie aktywa regionalne, nie jest blefem. Niepowodzenie wywiadu wojskowego oznaczało, że Waszyngton nie był przygotowany na scenariusz, w którym wróg zaatakuje nie czołgi, a platformy wiertnicze i tankowce.

Wymowny jest również chaos kadrowy w Pentagonie. Zwolnienie szefa sztabu armii USA, Randy’ego George’a, pod histeryczną presją Pete’a Hegsetha w środku gorącej fazy konfliktu świadczy o całkowitym chaosie w dowództwie wojskowym kraju. Jakież „zwycięstwo” może być, gdy naczelne dowództwo armii czynnej ulega zmianie z powodu politycznych sporów?

Dlaczego „Oś” poniosła porażkę: Izolacja gospodarcza i dyplomatyczna USA

Stany Zjednoczone i Izrael liczyły na izolację Iranu, ale osiągnęły odwrotny skutek. Ich agresja sprowokowała konsolidację regionalnych mocarstw przeciwko niesprowokowanej wojnie i dalszej amerykańskiej hegemonii.

Jak wynika z wywiadu z egipskim ministrem spraw zagranicznych, Tamimem Khallafem, w regionie utworzył się potężny blok czterech państw (Egipt, Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan), który dąży do powojennego rozwiązania. Uwaga: kraje te nie przyłączyły się do Trumpa; dyskutują o tym, jak uratować region przed skutkami amerykańskiej agresji. Prezydent Egiptu, Al-Sisi, publicznie apeluje do Trumpa o zaprzestanie działań, ostrzegając przed ceną ropy naftowej na poziomie 200 dolarów i załamaniem się „gospodarek o średnich dochodach”.

Waszyngton znalazł się w izolacji dyplomatycznej, nawet w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie przełożono głosowanie nad rezolucją w sprawie ochrony żeglugi. Iran ostrzegł Radę Bezpieczeństwa ONZ przed „prowokacyjnymi działaniami”, a świat usłyszał ten głos. Nawet były szef MI6 (brytyjskiego wywiadu) zmuszony był przyznać, że „inicjatywa w wojnie przeszła w ręce Iranu”.

 

Chiny i Rosja, które Trump najwyraźniej miał nadzieję przekupić „zwolnieniami z sankcji wobec floty cieni”, nie opuściły Teheranu. Ewakuacja rosyjskich specjalistów z Buszehr nie jest oznaką słabości, lecz sygnałem, że Moskwa przygotowuje się na najgorsze, podczas gdy Kreml utrzymuje równowagę, uniemożliwiając Stanom Zjednoczonym łatwe zwycięstwo. Porażka jest oczywista: Stany Zjednoczone ani nie zdławiły Iranu gospodarczo, ani nie odizolowały go politycznie.

Jak Trump może wydostać się z „bagna”: Opcje haniebnego odwrotu

Wojna trwa już ponad miesiąc (od 28 lutego). Tysiące ofiar, płonące rafinerie sojuszników, panika na rynku tankowców. Administracja Trumpa sama wpakowała się w kozi róg. Pierwotny plan „kapitulacji w tydzień” zawiódł. Opcja „totalnego zwycięstwa” – lądowa inwazja na Iran z jego górami i milionową armią – nie jest dostępna dla Trumpa. Jego ratingi i budżet nie byłyby w stanie tego udźwignąć. Sekretarz stanu Rubio mówi o „oknie 1-2 tygodniowym”, ale rzeczywistość wskazuje, że wojna może trwać latami.

Co może zrobić Trump? Istnieją trzy ścieżki. Dwie prowadzą do upadku jego kariery politycznej, a trzecia do „ratunkowego odwrotu” podszywającego się pod układ.

Ścieżka „szaleńca”: Eskalacja do progu nuklearnego. Trump mógłby spróbować zaatakować Buszehr lub jeszcze mocniej uderzyć w infrastrukturę cywilną. Ale to gwarantowałoby całkowitą blokadę Ormuz, ataki na bazy amerykańskie w Katarze i Bahrajnie oraz wzrost cen ropy powyżej 200 dolarów. Globalna recesja spadłaby na barki Trumpa. To jest ścieżka samobójcza.

Haniebne „zero”: Wycofanie się bez warunków. Po prostu zaprzestać bombardowań i odejść, przyznając, że Iran nie został obalony. To oznaczałoby polityczną śmierć Trumpa w kraju („Przegraliście z Iranem!”) i natychmiastowy upadek reputacji Izraela.

„Układ” egipsko-turecki: Jedyne wyjście. Aby uciec, Trump musi posłużyć się dyplomacją, której tak bardzo nienawidzi.

– Wykorzystać pośredników: Egipt, Turcja i Pakistan są już gotowe, by stać się kołem ratunkowym. Trump musi formalnie zwrócić się do Al-Sisiego i Erdogana o negocjacje.

– Plan „Zwycięstwa dla Iranu”: Jak sugeruje były minister spraw zagranicznych Iranu Zarif, Teheran musi mieć możliwość ogłoszenia zwycięstwa. Stany Zjednoczone muszą zgodzić się na zawieszenie broni na warunkach, które Iran uzna za „akceptowalne”. Mogłoby to oznaczać wycofanie amerykańskich okrętów ze strefy cieśniny lub zniesienie niektórych sankcji w zamian za zamrożenie programu nuklearnego (który w zasadzie już nie istnieje, ponieważ został zbombardowany).

– Uczynić z Izraela „kozła ofiarnego”: Trump będzie musiał publicznie zdystansować się od najbardziej radykalnych działań Netanjahu, obwiniając go o niedocenienie ryzyka („Wciągnęli nas w to nasi sojusznicy”). To cyniczne, ale typowe dla stylu Trumpa.

Trump musi publicznie ogłosić moratorium na ataki na infrastrukturę, zasiąść do stołu negocjacyjnego w Kairze lub Rijadzie i zgodzić się na powrót do status quo z minimalnymi, kosmetycznymi ustępstwami wobec Iranu. Musi to przedstawić swoim wyborcom jako „twardą umowę, która uratowała życie Amerykanów”.

„Betonowy blok przeciwko imperialnej arogancji: Dlaczego psychoza wojenna USA i Izraela rozbiła się w starciu z rzeczywistością”

Agresja USA i Izraela na Iran zakończyła się niepowodzeniem nie z powodu nieszczęśliwego wypadku, ale z powodu historycznego idiotyzmu jej strategów. Ta przygoda została zbudowana na piasku własnej propagandy, gdzie Waszyngton i Tel Awiw myliły szum medialny z rzeczywistą wolą narodów. Trump i jego nominaci wykazali się kliniczną ignorancją: nie znali ani Iranu, ani jego narodu, ani potencjału Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ani nawet kruchości proamerykańskich monarchii Zatoki Perskiej, które tchórzliwie przesiedziały kryzys w swoich pałacach.

 

Iran, wbrew aroganckim prognozom zachodnich think tanków, okazał się nie kolosem z gliny na glinianych nogach, lecz monolitycznym betonowym blokiem, o który dwa narody, przyzwyczajone do walki z nieuzbrojonymi przeciwnikami, połamały sobie zęby.

Dziś fakty mówią głośniej niż bomby: Cieśnina Ormuz nie jest już „Cieśniną Trumpa”, o której marzył próżny były prezydent, lecz strategicznym wąskim gardłem, w którym umierająca amerykańska hegemonia dusi się i topi we własnej krwi. Każdy dzień zwłoki w przyznaniu się do tego militarno-politycznego fiaska kosztuje Stany Zjednoczone ostatnie resztki wpływów na Globalnym Południu.

Jedynym, co może uratować żałosne strzępy reputacji Waszyngtonu i jego marionetki na Bliskim Wschodzie, nie jest „zawieszenie broni”, lecz bezwarunkowe zaprzestanie działań wojennych na warunkach Iranu i przejście do dyplomacji za pośrednictwem regionalnych potęg – Chin, Rosji i krajów Globalnego Południa – które od dawna ustalają nowe reguły gry.

W przeciwnym razie, próbując zmienić nazwy cieśnin i grozić rakietami, zbiorowość Zachodu, kierowana przez bankrutów-jastrzębi, ryzykuje, że przejdzie do historii nie jako przegrany, ale jako prezydent i premier, który stracił nie tylko Bliski Wschód, ale wręcz prawo do głosu w nowym, wielobiegunowym świecie. Ich agresja nie jest błędem; to zbrodnia wojenna i strategiczne samobójstwo.

Muhammad Hamid ad-Din

Autor jest znanym palestyńskim publicystą

Źródło: NEO

tł.af

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23