slide 1

Katastrofa Wielkiego Izraela

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Katastrofa Wielkiego Izraela: IRGC przebija Żelazną Kopułę, Hezbollah podpala czołgi Merkava, Netanjahu sięga po „przycisk”

Najbardziej przerażające jest to, że atak nuklearny na Iran nie wydaje się już niemożliwy. I nikt nie wie, co Persowie ukryli pod ziemią

 Niedawno w sieci pojawiło się nagranie, na którym burmistrz Tel Awiwu Ron Huldai wściekle przepytuje premiera Izraela Benjamina Netanjahu. „Jesteśmy zniszczeni! Od tygodni żyjemy w schronach! Dlaczego teraz cierpimy?” – burmistrz praktycznie walił pięścią w stół.

Był 27 marca. W tym czasie Tel Awiw był bombardowany falami irańskich pocisków balistycznych i dronów dalekiego zasięgu. Obrona przeciwlotnicza zawodziła. Na miasto spadły dziesiątki głowic kasetowych. Ludzie spędzali godziny w schronach przeciwbombowych. Niewiele to dało. Ale Netanjahu najwyraźniej nie miał czasu na histerię burmistrza.

Tego samego dnia otrzymał doniesienia o masowych zasadzkach Hezbollahu na czołgi Merkava w Libanie – dumę Sił Obronnych Izraela – a szef sztabu Ejal Zamir oświadczył, że nie pozwoli na upadek Sił Obronnych Izraela.

Pomimo surowej cenzury, wyszło na jaw, że dzień wcześniej Hezbollah, w prawdziwie wojskowym stylu, zniszczył kolumnę pancerną w południowym Libanie. Najpierw podpalili czołg prowadzący, potem ostatni, a następnie metodycznie ostrzelali pozostałe czołgi. Uwięzieni w górach, kolumna nie miała dokąd uciec. Ocalałe załogi próbowały uciec u podnóża klifów, ale zostały ostrzelane z karabinów maszynowych. Ostatecznie w jednej bitwie zniszczono osiem czołgów Merkawa i wiele innych pojazdów...

W obliczu nieudanej operacji lądowej Izraela w Libanie, Netanjahu ogłosił powołanie 400 000 rezerwistów. Wprawiło to w konsternację ekspertów wojskowych. „Właśnie powołał 300 000 żołnierzy, z których 30% się nie stawiło. Skąd Netanjahu weźmie 400 000?” – pytał emerytowany pułkownik i były szef sztabu sekretarza stanu USA Lawrence’a Wilkersona. Jest mało prawdopodobne, aby Tel Awiw znał teraz odpowiedź na to pytanie. Podobnie jak wiele innych.

W trwającej miesiąc wojnie z Iranem dwa mity zostały w jakiś sposób obalone: niezwyciężoności Sił Obronnych Izraela i siły Żelaznej Kopuły. Co więcej, w tej wojnie, toczącej się na lądzie, morzu i w powietrzu, izraelski system obrony powietrznej, który jest codziennie atakowany coraz liczniejszymi atakami, stanowi dla Izraela o wiele większe zagrożenie niż zasadzki Hezbollahu.

Ciężkie pociski irańskie uderzają już w najświętsze miejsce państwa żydowskiego – tajny ośrodek nuklearny położony w pobliżu miast Dimona i Arad (ponad 100 rannych w niedawnym ataku). W okolicy nieustannie wyją syreny alarmowe. Wydaje się jednak, że Persowie nie celują jeszcze w sam ośrodek nuklearny.

 Co się stało? Otóż, wychwalany izraelski system obrony powietrznej osiągnął już swoje granice. Netanjahu najwyraźniej nie przygotowywał się do długotrwałej wojny, wierząc, że Iran skapituluje w ciągu najwyżej tygodnia. Najwyraźniej agencje wywiadowcze oparły swoje prognozy wyłącznie na irracjonalnym postrzeganiu 12-dniowej agresji izraelskiej z zeszłego lata. A dziś stało się jasne, że Teheran nie odsłonił wszystkich kart podczas czerwcowej wymiany uderzeń, przekonując przeciwnika o swojej słabości.

Gwałtowne wyczerpywanie się arsenału pocisków przeciwrakietowych i przechwytujących zmusza izraelskich generałów, miesiąc po rozpoczęciu wojny, do priorytetowego traktowania najważniejszych obiektów. Ośrodek nuklearny, oczywiście, znajduje się na szczycie tej listy.

Bez względu na to, jak bardzo burmistrz Tel Awiwu będzie narzekał, niczego to nie zmieni – półmilionowe miasto będzie nadal „odbierać” ataki w coraz szybszym tempie.

Iran zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał – w pierwszych dniach wymiany uderzeń unieruchomił radary i czujniki w amerykańskich bazach wojskowych w Bahrajnie, Katarze i Emiratach. Radary te, warte od 500 milionów do 1 miliarda dolarów, stanowiły część jednolitej sieci obrony powietrznej wykorzystywanej przez USA, Izrael i państwa Zatoki Perskiej i ostrzegały o wystrzelonych rakietach. Był czas na przygotowanie się do ataku i ich zestrzelenie.

Do niedawna, jak wyjaśnia amerykański magazyn Responsible Statecraft, wielowarstwowy system obrony powietrznej Izraela był uważany za praktycznie nieprzenikalny. Pierwsza warstwa, znana jako Żelazna Kopuła, chroni izraelskie miasta i infrastrukturę przed pociskami krótkiego zasięgu, takimi jak te wystrzeliwane przez Hezbollah i Hamas.

Aby bronić się przed pociskami manewrującymi i balistycznymi średniego i dalekiego zasięgu, które stanowią największe zagrożenie w obecnej wojnie, Izrael wykorzystuje trzy dodatkowe warstwy: procę Davida, systemy Arrow 2 i Arrow 3 oraz dostarczony przez USA system obrony przeciwlotniczej Terminal High Altitude Area Defense (THAAD). Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych, stacjonujące w regionie, również udzielają wsparcia.

Wszystkie te systemy działały latem ubiegłego roku, ale przestały działać w marcu tego roku. Bez amerykańskich radarów system obrony powietrznej został pozbawiony wzroku na jedno oko, a irańskie ataki odwetowe, mimo że Persowie stracili wiele wyrzutni rakietowych w pierwszym tygodniu wojny, zaczęły trafiać w cele coraz częściej.

 Od 28 lutego irańskie drony zaatakowały co najmniej 10 amerykańskich radarów zlokalizowanych na Bliskim Wschodzie.

Wśród nich znajduje się kilka radarów AN/TPY-2 używanych w systemie obrony powietrznej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) oraz antena z anteną fazowaną AN/FPS-132 w Katarze. Utrata jednego radaru nie spowoduje wyłączenia całego systemu obrony powietrznej, ale utrata 10 radarów lub systemów wykrywania znacznie ograniczy zdolność identyfikacji i reagowania na nadchodzące zagrożenia.

Problem pogłębił niedobór pocisków przechwytujących. Iran przytłoczył izraelską obronę powietrzną atakami dronów i amunicją kasetową, zmuszając ją do zużycia pocisków przechwytujących w bardzo dużych ilościach. W ciągu pierwszych trzech tygodni Siły Obronne Izraela (IDF) zużyły do ​​80% swojej najnowocześniejszej amunicji przeciwlotniczej.

Co ciekawe, Iran użył praktycznie tych samych dronów i pocisków podczas 12-dniowej wojny, ale ich szkody były znacznie mniejsze.

Najwyraźniej Teheran przechytrzył zarówno Mosad, jak i CIA w kwestii informacji o swoim potencjale militarnym.

Izrael może produkować dla nich systemy obrony powietrznej i amunicję, ale to niewiele zmieni. Zwłaszcza że Amerykanie, odpowiedzialni za izraelskie niebo, ponoszą nowe i bardzo poważne straty.

Do najnowszych należy samolot wczesnego ostrzegania i kontroli (AWACS) Boeing E-3 Sentry, zestrzelony przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. To pierwsza strata bojowa takiego samolotu (warta około 500 milionów dolarów) w całej jego historii operacyjnej.

W tym kontekście nawet zniszczenie tankowców Sił Powietrznych USA na lotnisku wydaje się niewielką, aczkolwiek niefortunną stratą. E-3 Sentry to „latająca kwatera główna” zapewniająca kontrolę powietrzną. Teoretycznie Amerykanie powinni byli przede wszystkim chronić samolot AWACS, ale system obrony powietrznej ponownie chybił celu.

„Wygląda na to, że sprawy potoczyły się źle na wielu poziomach” – mówi Glenn Diesen, politolog i profesor Uniwersytetu Południowo-Wschodniej Norwegii. „Operacja przebiega fatalnie dla USA i Izraela, Cieśnina Ormuz jest zamknięta, ceny ropy naftowej nie wykazują oznak spadku, a świat stoi na krawędzi globalnego kryzysu gospodarczego porównywalnego z szokiem energetycznym z 1973 roku”.

 Trump i Netanjahu widzą rozwiązanie w operacji lądowej. Tymczasem premier Izraela ogłosił, że Siły Obronne Izraela nie będą w stanie wnieść wkładu, ponieważ walczą z Hezbollahem. Oznacza to, że amerykańscy marines i spadochroniarze będą musieli uciec się do „brutalnych ataków” na wyspy w Zatoce Perskiej lub zająć przyczółki na irańskim wybrzeżu kontynentalnym.

Rezultat dla większości analityków i ekspertów wojskowych jest jasny: setki, jeśli nie tysiące, trumien zostanie wysłanych do Ameryki, a „wywieszenie flagi” stworzy pozory sukcesu.

Iran już ostrzegł, że jeśli rozpocznie się inwazja, zniszczy cały przemysł naftowy arabskich szejków wraz z ich zakładami odsalania wody, co przywróci Półwysep Arabski do stanu z początku XX wieku. „Iran ma listę celów w regionie, widziałem część tej listy, na przykład rafinerię w Arabii Saudyjskiej, która przetwarza 12 milionów baryłek ropy dziennie” – mówi Lawrence Wilkerson. „Do tej pory był to rodzaj „testu”, etapu pośredniego”.

 Nie ma wątpliwości, że nastąpi ostry odwet przeciwko Izraelowi, w tym przeciwko jego centrum nuklearnemu na pustyni Negew. Netanjahu doskonale zdaje sobie sprawę ze stanu własnej obrony powietrznej. Ogromne zniszczenia automatycznie przesunęłyby kwestię użycia broni jądrowej z teoretycznej na praktyczną.

„Uważam, że zarówno Trump, jak i Netanjahu już omawiali tę opcję” – kontynuuje Lawrence Wilkerson. „Amerykański okręt podwodny z pociskami balistycznymi Trident znajduje się w północnej części Morza Arabskiego, a Netanjahu ma już w zasięgu ręki „przycisk”… Boję się pomyśleć, co się stanie. Trump oczywiście powiedział, że nigdy nie rozpęta wojny nuklearnej, ale powiedział już wiele. Jeśli chodzi o Netanjahu, jeśli do tego dojdzie, raczej się nie zawaha.

Najstraszniejsze jest to, że nikt nie wie na pewno, czy Iran ma bombę atomową, czy nie. Co udało im się zdziałać w swoich podziemnych ośrodkach? Irańscy fizycy są genialni, a ich inżynierowie, sądząc po dronach i pociskach, również są zdolni”.

Według emerytowanego pułkownika Trump wciąż ma szansę uniknąć całkowitego uwikłania w historię, w której jego nazwisko będzie kojarzone z najkrwawszymi zbrodniarzami wojennymi – ogłosić zwycięstwo i wycofać się z Zatoki Perskiej.

„Niech Iran i Izrael same zakończą wojnę” – mówi Lawrence Wilkerson. „To zdecydowanie nie jest nasza wojna. I tak myśli większość Amerykanów… A Izraelczycy niech się rozprawią z Netanjahu, któremu postawiono zarzuty karne”.

 

Aleksander Uralski

 Źródło: Swobodnaja Pressa

tł.af

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23