Kiedy zawieszenie broni jest oszustwem?
Podczas mojego ostatniego wystąpienia w programie sędziego Napolitano „Judging Freedom” w środę wyraziłem pogląd, że trwające zawieszenie broni między Waszyngtonem a Teheranem było oszustwem mającym na celu wsparcie izraelskich interesów w regionie i danie Tel Awiwowi i Białemu Domowi przestrzeni do przygotowania się do kolejnego poważnego ataku na Iran. Swój osąd oparłem na kilku aspektach historii rozpowszechnianej przez Biały Dom i media. Po pierwsze, sugeruje się, że akceptacja przez Stany Zjednoczone propozycji zawieszenia broni, wysuniętej przez Iran za pośrednictwem mediatorów w Pakistanie, została osiągnięta bez rozmów z Izraelem. Innymi słowy, premier Izraela, Benjamin Netanjahu, nie miał o tym pojęcia ani nie brał w tym udziału.
Przeczy to całej historii relacji między USA a państwem żydowskim poprzedzającej to porozumienie, jeśli rzeczywiście nim było. Do tej pory, Donald Trump, podobnie jak jego poprzednik, Joe Biden, był „najbardziej lojalnym wspólnikiem” Izraela, włącznie ze zbrodniami wojennymi tego kraju, nigdy nie wykorzystując znacznej siły nacisku, jaką dysponują Stany Zjednoczone, by kwestionować lub blokować jakiekolwiek działania Izraela, nawet jeśli wyrządzają one poważne szkody uboczne Stanom Zjednoczonym lub ich interesom. W tym kontekście można przytoczyć zawieszenia broni w Libanie, Syrii i Strefie Gazy, gdzie Stany Zjednoczone były ich realizatorem lub gwarantem, a Izrael natychmiast je naruszył, tak jak robi to teraz we wszystkich tych miejscach, a także w przypadku Iranu. Kiedy Izrael ignoruje to, co zostało uzgodnione, Trump milczy, co sugeruje, że to ostatnie zawieszenie broni było sprytnym zabiegiem Izraela i Stanów Zjednoczonych, mającym na celu stworzenie przerwy w wojnie, która idzie źle, aby umożliwić wznowienie walk, być może zaraz po wygaśnięciu „dwutygodniowego” okresu zawieszenia broni, nie mając niczego innego, co mogłoby je zastąpić. Ku mojemu zaskoczeniu porozumienie nie przetrwało nawet dwudziestu czterech godzin, zanim Izrael zdecydował się na niszczycielski atak na Liban, w którym zginęło około trzystu cywilów i zniszczono dzielnice mieszkalne. Nie powinno być wątpliwości, że Izraelczycy przeprowadzili atak, aby zakłócić wszelkie działania zmierzające do zawieszenia broni lub zawarcia pokoju z Persami.
Jeśli cokolwiek miałoby potwierdzić, że zawieszenie broni było oszustwem, wykraczającym poza smutną historię natychmiastowego wznowienia bombardowań ludności cywilnej w Libanie przez Izrael, to jest czwartkowe ujawnienie, że Trump wysyła wiceprezydenta, J.D. Vance'a, jako swojego głównego negocjatora do Pakistanu, aby kontynuował to, co jest reklamowane jako element procesu zakończenia wojny. Vance, który podobno początkowo sprzeciwiał się wojnie, może okazać się dobrym wyborem, ale powszechnie uważa się, że zrobi tylko to, czego chce Trump i nic więcej. Do Vance'a dołączają dwaj osobiści negocjatorzy Donalda Trumpa, Mike Witkoff i jego zięć, Jared Kushner, którzy ponieśli spektakularną porażkę w negocjacjach dotyczących Rosji i Ukrainy, a zwłaszcza Iranu, gdzie służyli jako dywersja, mająca na celu uśpienie czujności Irańczyków, podczas gdy Trump i Netanjahu przygotowywali się do niespodziewanych ataków. Zarówno Witkoff, jak i Kushner to żarliwi syjoniści, blisko związani z Izraelem, znani przede wszystkim jako deweloperzy. Kushner jest prawdopodobnie najbardziej zainteresowany budową kurortu nazwanego imieniem Trumpa na śródziemnomorskim wybrzeżu Gazy, na wzór Lazurowego Wybrzeża, na czym osobiście zarobi. Fakt, że miałby on powstać na gruzach, na których spoczywają dziesiątki tysięcy zabitych mieszkańców Gazy, nie wydaje się go w najmniejszym stopniu niepokoić. Powierzenie im tego zadania przez Trumpa, pomimo ich udowodnionej niekompetencji, wskazuje na to, że nowe negocjacje są z góry skazane są na porażkę.
Nawet jeśli Donald Trump jest szczery w swoim dążeniu do pokoju, w co wątpię, i gotów trzymać Netanjahu na dystans, aby uniknąć zachwiania równowagi, trudno uwierzyć, że prezydent USA wytrwa, jeśli znajdzie się między młotem a kowadłem, biorąc pod uwagę jego powszechnie obserwowaną krótką pamięć i niezdolność do skutecznego pogodzenia przeciwstawnych punktów widzenia. Stał się tak zdesperowany w obronie podjętych działań, czyli siebie, lobby izraelskiego i swojej prezydentury, że teraz atakuje tych ludzi, którzy na tyle uczciwi, że nie mogą uzasadnić jego ideologicznego podejścia: niestety, błędną wojnę z Iranem.
W swoim czwartkowym programie Truth Social, Trump, wygłosił tyradę, w jaki sposób zrozumiał, co powoduje opór wobec jego polityki wobec Iranu. Napisał: „Wiem, dlaczego Tucker Carlson, Megyn Kelly, Candace Owens i Alex Jones walczą ze mną od lat, zwłaszcza dlatego, że uważają, że to wspaniale, że Iran, państwo numer jeden sponsorujące terroryzm, ma broń jądrową. Bo łączy ich jedno: niskie IQ. To głupi ludzie, wiedzą o tym, ich rodziny o tym wiedzą i wszyscy inni też! Spójrzcie na ich przeszłość, na ich przeszłość. Nie mają tego, czego potrzeba i nigdy nie mieli!”. Opisał, jak Carlson i Kelly, dwoje byłych prezenterów Fox News, „zostało wyrzuconych z telewizji, straciło swoje programy i nawet nie jest zapraszanych do telewizji, bo nikt się nimi nie przejmuje”. To „Wariatki, szelmy”, które „powiedzą wszystko, co konieczne” dla „darmowej” i taniej reklamy.
Krytyka ze strony tych postaci jest „przeciwieństwem MAGA”, co prezydent zakończył narzekaniem, po czym obraził ich osobiście. Carlson, jak zauważył Trump, „nie mógł nawet ukończyć studiów”, nazywając go „załamanym człowiekiem, kiedy został zwolniony z Fox”. Co ciekawe, Carlson ukończył prestiżowy Trinity College w Connecticut w 1991 roku, co dało mu bardziej prestiżowe kwalifikacje akademickie niż kwalifikacje prezydenta. Trump, jak to zwykle bywa, stwierdził, że „tak zwani „eksperci” to PRZEGRANI i zawsze nimi będą”.
Nic więc dziwnego, że Trump odcina się od prawdziwych konserwatystów, których poparcie pozwoliłoby poprawić mu pozycję w społeczeństwie, które, jak pokazują sondaże, jest coraz bardziej sfrustrowane jego wojowniczą postawą w imieniu Izraela. Natychmiastowa reakcja Izraela, w postaci poważnego ataku na Liban, mającego na celu zakłócenie trwających rozmów o zawieszeniu broni między USA a Iranem, jest wyraźnym sygnałem, że Netanjahu i jego grupa nie pozwolą na zakończenie wojny. Podejrzewam raczej, że Izrael i jego lobby wspólnie wywierają bardzo silną presję na Biały Dom, aby położył kres wszelkim autentycznym dążeniom prezydenta do odwołania konfliktu, który okazał się politycznie katastrofalny. Nie zdziwiłbym się, gdyby Netanjahu rozważał bardziej dewastujące posunięcia, w tym atak pod fałszywą flagą, skierowany przeciwko wojskom amerykańskim na Bliskim Wschodzie, ale sfabrykowany w taki sposób, aby Izrael mógł zrzucić winę na Iran, zmuszając USA do kontynuowania wojny do czasu, aż Izrael uzna Iran za zniszczony i powie: „Koniec!”. Izrael jest mistrzem w operacjach pod fałszywą flagą, zauważcie, jak zniekształcili i wykorzystali incydent w Strefie Gazy z 7 października do ludobójstwa Palestyńczyków. Całkowite poleganie Izraela na fabrykowanych przez siebie kłamstwach i oszustwach zamiast na prawdziwej polityce zagranicznej przypomina również, że władze Izraela wiedziały wcześniej o 11 września i pozwoliły, by to się stało, wciągając USA w wojnę z islamem, której bardzo pragnęli. Netanjahu był bardzo zadowolony, komentując, że „jego” wojna stała się teraz również wojną Ameryki. Rozszerzenie tego modelu na Iran, jeśli Trump zacznie się wahać, będzie bułką z masłem, jak to się mówi, a może nawet bułką z masłem w tym przypadku.
Tak to wygląda. Mamy megalomańskiego prezydenta, który jest ewidentnie szalony i psychotyczny, atakując każdego, kto odrzuca jego plan eksterminacji kraju i „kultury” liczącej dziewięćdziesiąt milionów ludzi, która w żaden sposób nie zagroziła Stanom Zjednoczonym, czyniąc przysługę państwu apartheidu o nazwie Izrael. Trzeba się nieźle nagimnastykować, by spojrzeć na Amerykę Donalda Trumpa i spróbować zrozumieć, dlaczego Ojcowie Założyciele 250 lat temu ponieśli porażkę. Zamierzali stworzyć nowy, oparty na Oświeceniu naród, pierwszą na świecie republikę konstytucyjną z systemem kontroli i równowagi, który zapobiegałby nadmiernej arogancji władzy. Teraz można jedynie liczyć na odrobinę oświecenia w Białym Domu, ponieważ pozbawiony rozumu Trump, stał się prezydentem wojennym kierującym się swoimi „emocjami”, figurantem grającym pod dyktando Izraela i jego żydowskich miliarderów-darczyńców, więc pozytywny wynik jest mało prawdopodobny. Tylko Bóg wie, co będzie dalej!
Philip Giraldi
Unz Review.

