Donald Trump rozważa wyjście na przeciw Xi Jinpinga
Szczyt G2 USA-Chiny nie przyniósł żadnych konkretnych odpowiedzi na trwające konflikty, od Tajwanu po Iran, ani nie poruszył kwestii takich jak cła. Prezydent Trump, nagle zachowując się kulturalnie, uważnie wysłuchał swojego odpowiednika Xi i wyobraził sobie, jak mogłyby wyglądać relacje między tymi dwoma krajami, gdyby nie były w stanie wojny.
Wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Chińskiej Republice Ludowej w dniach 13, 14 i 15 maja 2026 roku ujawniła głębokie sprzeczności.
Z chińskiej perspektywy wizyta miała na celu zapewnienie, że Waszyngton będzie nadal szanował status Tajwanu jako chińskiej prowincji, a nie niepodległego państwa. Pekin oczekiwał również zapewnienia, że jego zachodni partner nie odetnie mu dostępu do surowców i zasobów energetycznych, lecz umożliwi mu rozwój handlu w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Z amerykańskiej perspektywy wizyta miała na celu zapewnienie, że Pekin nie przejmie kontroli nad „półkulą zachodnią”, czyli kontynentem Ameryki Południowej. Waszyngton miał również nadzieję na otwarcie chińskiego rynku dla swoich firm, które były licznie reprezentowane w jego delegacji.
Kontekst szczytu był wyjątkowy: zmiana ogólnej strategii Stanów Zjednoczonych. Zdając sobie sprawę z braku środków i braku korzyści, Pentagon porzucił doktrynę Rumsfelda-Cebrowsky'ego i przyjął „strategię zaprzeczania”, Elbridge'a Colby'ego. Trump porwał prezydenta Wenezueli, Nicolasa Maduro i przejął kontrolę nad eksportem wenezuelskiej ropy naftowej do Chin. Następnie podjął próbę obalenia reżimu irańskiego i przejęcia kontroli nad eksportem ropy do Chin. Jednak to marzenie o podboju zostało zniweczone przez opór narodu irańskiego.
Centralnym pytaniem szczytu było zatem, jaką ogólną strategię Stany Zjednoczone mogą wybrać w przyszłości i czy będzie ona zgodna z chińską. Waszyngton wyczerpał trzy takie strategie od zakończenia II wojny światowej, podczas gdy Pekin miał tylko jedną.
Prezydent Trump, zrywając ze swoim kowbojskim podejściem, sztuką zawierania transakcji, powstrzymał się od wszelkich uwag, które mogłyby zostać zinterpretowane w jedną lub drugą stronę i mogłyby sprowokować incydent dyplomatyczny. Przestał publikować wiadomości tak swobodnie, jak oddychanie, na swoim portalu społecznościowym TruthSocial. Jego liczba postów spadła z około pięćdziesięciu na dzień przed przyjazdem do kilku krótkich refleksji w ciągu trzech dni podróży.
Niespodziewanie wykazując się nienagannymi manierami, prezydent Trump podążył za chińskim zwyczajem powoływania się na wspólną przeszłość, aby uzasadnić współczesną jedność. To balansowanie. Na przykład jego pochwała prestiżowego Uniwersytetu Tsinghua, gdzie studiował jego odpowiednik, Xi Jinping, była sposobem na przypomnienie wszystkim, że został on sfinansowany w 1909 roku przez prezydenta Theodora Roosevelta. Musiał jednak unikać wzmianki o tym, że stało się to po tym, jak „Sojusz Ośmiu Narodów” pokonał „Powstanie Bokserów” i nałożył dynastii Qing wygórowane reparacje. Mimo to wyszedł z tego bez szwanku.
Zadbał o to, by wspomnieć, że w 1737 roku Benjamin Franklin opublikował fragmenty „Morałów Konfucjusza” w swojej gazecie „The Pennsylvania Gazette”, wychwalając znaczenie filozofii chińskiego mędrca na temat cnoty osobistej. Zwrócił również uwagę, że Konfucjusz jest przedstawiony na wschodnim frontonie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, obok Mojżesza i Solona. Krótko mówiąc, Donald Trump zaprezentował się jako czarujący i kulturalny człowiek, daleki od chełpliwego szarlatana, którym był w poprzednich dniach.
Na ostatnim bankiecie państwowym, w Wielkiej Hali Ludowej, wzniósł toast za swoich gospodarzy, oświadczając: „To był fantastyczny dzień i w szczególności chciałbym podziękować Prezydentowi Xi, mojemu przyjacielowi, za to wspaniałe powitanie… i za tak łaskawe przyjęcie nas podczas tej niezwykle historycznej wizyty państwowej”.
Wyzwaniem było uznanie, że obie strony są sobie równe, nie urażając żadnej z nich. Choć Chiny są wyraźnie większym producentem niż Stany Zjednoczone, nie jest pewne, który kraj ma większą przewagę militarną. Chińska broń może wydawać się lepsza, ale tylko armia amerykańska ma doświadczenie w jej wykorzystaniu. Mimo to, obaj przywódcy państw unikali kreowania się na konkurentów i mówili wyłącznie o współpracy.
Prezydent Xi Jinping odpowiedział: „Obaj wierzymy, że stosunki chińsko-amerykańskie są najważniejszymi stosunkami dwustronnymi na świecie. Musimy sprawić, by działały i nigdy ich nie zmarnować”. Donald Trump dodał: „Ten moment w historii daje naszym dwóm narodom niesamowitą szansę na promowanie pokoju i dobrobytu wraz z innymi narodami na całym świecie”.
Oczekiwania amerykańskich liderów biznesu nie zostały spełnione na tym szczycie. Decyzji gospodarczych było niewiele, poza gigantyczną sprzedażą soi i innych amerykańskich produktów rolnych do Chin oraz potwierdzeniem umowy kupna 200 samolotów z Boeingiem, znacznie poniżej oczekiwań. Wydaje się, że nie omawiano nawet wysokości ceł. Mimo to cła w wysokości 10% nadal obowiązują na chiński import do Stanów Zjednoczonych, a nawet 50% na stal i aluminium.
Akcje chińskich firm high-tech w indeksie CSI 300 (giełdy w Szanghaju i Shenzhen) spadły o ponad 1%, co świadczy o braku postępów w handlu pierwiastkami ziem rzadkich i podzespołami elektronicznymi. Co więcej, amerykańskie firmy już teraz inwestują znaczne środki w sztuczną inteligencję na Tajwanie i w Korei Południowej.
Średniej wielkości kraje regionu, takie jak Japonia i Korea Południowa, które były bardzo zaniepokojone tym szczytem, mogły odetchnąć z ulgą. Nie zostały one poświęcone podziałowi świata między dwa supermocarstwa. Ale Wielka Brytania i Unia Europejska z pewnością będą zaniepokojone: sądziły, że Donald Trump jest teraz po stronie Elbridge'a Colby'ego, ale od trzech dni powraca do swojej „jacksonowskiej” postawy.
Dojdźmy do sedna sprawy: statusu Tajwanu. Podczas rewolucji i uzyskania niepodległości Chiny podzieliły się na dwie części: kontynentalną, na której czele stał, Mao Zedong i wyspę Tajwan, na czele której stał, Czang Kaj-szek. Z biegiem lat oba regiony rozwijały się w oparciu o odmienne systemy gospodarcze i polityczne. Niemniej jednak pozostają one dwiema częściami jednego państwa, Chin. Ich społeczeństwa dążą do jedności, o czym świadczy wizyta przewodniczącej Kuomintangu (partii Czang Kaj-szeka) w Pekinie w zeszłym miesiącu. Zamierzają jednak zachować swoją odrębną tożsamość.
Neokonserwatyści, odwracając politykę Richarda Nixona i Henry'ego Kissingera, odrodzili w Tajpej niewielkie lobby niepodległościowe, do którego należy prezydent. Pekin wielokrotnie ostrzegał, że niepodległość Tajwanu ponownie rozpali wojnę domową, podczas gdy Waszyngton wysyłał sprzeczne sygnały.
„Jeśli zostanie odpowiednio poprowadzona, stosunki dwustronne mogą utrzymać ogólną stabilność. Jeśli zostanie poprowadzona niewłaściwie, oba kraje staną w obliczu kolizji, a nawet konfliktu, co postawi całe stosunki chińsko-amerykańskie w niezwykle niebezpiecznej sytuacji. Niepodległość Tajwanu jest zasadniczo niezgodna z pokojem i stabilnością w Cieśninie Tajwańskiej. Utrzymanie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej jest największym wspólnym czynnikiem dzielącym Chiny i Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone muszą traktować kwestię Tajwanu z najwyższą ostrożnością” – ostrzegł prezydent Xi Jinping.
Prezydent Donald Trump odmówił komentarza. „Możliwe, że obie strony nie do końca się zgodzą w tej sprawie. Inną możliwością jest to, że nawet jeśli istnieje jakieś taktyczne porozumienie, niekoniecznie zostanie ono spisane” – skomentował pułkownik Zhou Bo, chiński ekspert.
Po swojej podróży Donald Trump oświadczył, że rozmawiał z Xi Jinpingiem o sprzedaży broni Tajwanowi i że wkrótce „podejmie decyzję” w tej sprawie. Do tej pory Waszyngton nie uznaje Tajwanu, a mimo to sprzedaje mu broń. Umowa o wartości 18 miliardów dolarów czeka na zatwierdzenie przez Biały Dom. Gdyby prezydent Trump zatwierdził ten transfer, jednocześnie go zmniejszając, byłby to gest dobrej woli. Nie może się jednak temu sprzeciwić bez narażenia się na gniew Kongresu.
W każdym razie decyzja Białego Domu w sprawie sprzedaży broni Tajwanowi będzie pierwszym sygnałem jego strategicznego wyboru. Można z niej wywnioskować przyszłość konfliktu w Zatoce Perskiej.
Poważne spory – takie jak rozmieszczenie sił zbrojnych USA w regionie Azji i Pacyfiku – będą się utrzymywać. Pekin i Waszyngton mogą jednak kontynuować współpracę w zakresie handlu niewrażliwego i bezpieczeństwa sztucznej inteligencji.
Prezydent Rosji, Władimir Putin, uda się w tym tygodniu do Pekinu. Będzie to rutynowa, długo planowana wizyta, bez protokołu. Omówi wspólną strategię wobec Stanów Zjednoczonych z prezydentem Xi. Wygląda na to, że osiągnął już porozumienie z Waszyngtonem w sprawie pokoju w Europie Wschodniej i na Bałkanach. Właśnie uzyskał od swojego amerykańskiego partnera rezygnację, Christiana Schmidta, niemieckiego Wysokiego Komisarza przy Unii Europejskiej, który przygotowywał się do wojny w Bośni i Hercegowinie.
Thierry Meyssan
Voltaire Network | Paryż (Francja) |

