slide 1

Czy w wyborach powinniśmy podziękować partii PiS za 500+

Jan Sposób włącz . Opublikowano w Uncategorised

 

W kampanii wyborczej, zarówno po stronie aktywistów Pis-u jak i części wyborców pojawia się argument, że partia ta dobrze sprawuje władzę, bo dała 500+. Jakby pochodną tego stwierdzenia jest hasło, że wystarczy nie kraść, a pieniądze się znajdą. Że Morawiecki uszczelnił podatki i stąd mamy w kraju dobrobyt. Politycy coś tam mówią o drugim planie Morawieckiego, a wtedy będą pieniądze na „mieszkanie+”, „leki+”, „na pogrzeb+” a nawet „weekend+”.

Ale, zostawmy tę demagogię, przyjrzymy się faktom.

Program 500+ miał być impulsem do zwiększenia dzietności, co w konsekwencji miało poprawić demografię kraju, bo jest faktycznie źle. Czy jest to jednak krok właściwy?

W każdej normalnej polskiej rodzinie, nowo narodzone dziecko to szczęście, radość rodziny i nadzieja na to, że jest nas więcej i że dużą rodzina jest takim czy innym gwarantem stabilności i przyszłości.

W czasach PRL-u (podobno słusznie minionych!?) pracownik dostawał dodatek rodzinny. Był on wprawdzie niewielki, przyjmujmy ze średni 50 zł i obejmował wszystkie dzieci (pomijam zróżnicowanie na kolejne dzieci). Przyjmijmy, że średnia płaca wynosiła 2 tys. zł, to dodatek ten nie był wysoki, ale należy pamiętać, że nikt nie płacił haraczu za to że pracuje w formie podatku dochodowego. Dostawał wynagrodzenie i to były jego pieniądze.

Oczywiście, dodatek dostawali tylko pracujący, ale wtedy jakoś dziwnym zrządzeniem losu, pracowali wszyscy. I to był czas znacznego wzrostu demograficznego i szybkiej odbudowy populacji po tragedii wojennej.

Dzisiaj, kiedy odpowiedzialni rodzice stają przed decyzją prokreacji, analizują jej różne warianty i często nie decydują się na dzieci, mimo programu 500+. Wygląda na to, że jest swego rodzaju kontraktacja – wy nam spłodzicie dzieci za 500 zł miesięcznie, a my będziemy mieli posłusznych niewolników. Przepisy państwowe coraz bardziej ograniczają władzę rodzicielską. Na programy edukacyjne rodzice nie mają wpływu, a lansowana pop kultura przenika do świadomości ludzi młodych, wbrew oczekiwaniom rodziców.

Jest gorzej, że rodzice nie mają czasu na zajmowanie się własnym potomstwem. Trwa nieustanna gonitwa za zarabianiem pieniędzy, za budowaniem własnej kariery, nie tylko dla statusu materialnego, ale dla zwykłej, normalnej potrzeby rozwoju. System wyciska z ludzi to, co w nich najlepsze; brakuje więc zarówno czasu jak i energii na budowanie silnej i stabilnej rodziny.

Ale jest jeszcze gorzej; ludziom ambitnym, energicznym, wykształconym i odważnym, nasza Ojczyzna, Polska – nie stwarza warunków dla osobistego rozwoju. Po uzyskaniu samodzielności czmychają gdziekolwiek, za granicę. Tak więc z programu 500+ korzystają inni, często globalne korporacje. Oczywiście również imigranci i ich często liczne rodziny.

No i pełną garścią czerpią z tego postawy patologiczne, dla których spłodzenie dodatkowego dziecka to uzyskanie 500 zł bez pracy i wysiłku. O ile dotąd ktoś z takiej rodziny pracował, nawet za najniższe wynagrodzenie, to teraz nie musi. Tak więc państwo zmniejszyło bezrobocie i tym samym promuje rodziny patologiczne. Często tworzone przez osoby niepełnosprawne umysłowo, bo przecież tacy za granicę nie czmychną. To dla takich osób pracują urzędnicy w różnego rodzaju ośrodkach pomocy społecznej, bankach żywności itp. organizacjach. Tak rozbudowywany jest obszar pudrowanej nędzy, które jeszcze póki co nie widać, no bo znalazły się na to pieniądze.

Należy się jeszcze zastanowić, gdzie w istocie płyną te pieniądze z programu 500+. Nie są to bowiem bony przeznaczone na zakup niezbędnych dzieciom artykułów. Jest to gotówka w budżecie rodzinnym, gdzie pilność zaspokajania potrzeb a tym samym wydatkowania otrzymanych od państwa pieniędzy, rządzi się swoimi prawami. Ważniejsze bowiem od potrzeb dzieci są zobowiązania wobec banków, windykatorów oraz komorników. A dotyczy to wielu milionów Polaków. Przecież rodzić nie kupi dziecku komputera, kiedy rodzinę nachodzi windykator czy komornik, często w asyście policjanta.

I jeszcze jedno: pojawienie się dodatkowych pieniędzy na rynku, pieniędzy za którymi nie stoi wzrost produkcji, prowadzi nieodwołalnie do wzrostu cen, czego nie do się obecnie nie zauważyć. No cóż, dla rządu to i tak jest korzyść, wzrost cen to jednocześnie wzrost podatku VAT i tak kręci się to błędne koło przelewania z pustego w puste. Podobnie jak pobieranie podatku od wypłat rent i emerytur z budżetu.

A można przecież inaczej.

Zamiast zabierać wszystkim ludziom większość tego, co wypracują, by potem obdzielić wybranych, prościej i z korzyścią dla gospodarki, byłoby zmniejszyć obciążenia podatkowe, choćby w formie podniesienia kwoty wolnej od podatku. Polacy, ponoć we własnym kraju, mają kwotę wolną od podatku (ok. 8 tys. zł, co daje miesięcznie kwotę 666,666 zł – ciekawa liczba!?) najniższą na świecie, za nami są takie kraje jak Rumunia i Kongo!  Średnia w UE to ok. 30 tys., czyli tyle, co mają posłowie z Wiejskiej, chociaż niczego  nie produkują (poza głosowaniem nad szkodliwymi dla Polski ustawami!).

A teraz policzmy: 500 zł na każde dziecko, niechby ich było czworo w rodzinie, to daje 27 tysięcy złotych. To więcej niż program 500+, a ponadto jest to efekt pracy na rzecz Dobra Wspólnego. Daje to ludziom wolność i poczucie odpowiedzialności za siebie, swoją rodzinę i własny rozwój. Nie ma zatem potrzeby, by rząd uszczęśliwiał nas datkami, wystarczy ludziom nie zabierać!

Wracając zatem do pytanie, czy należy PiS-owi podziękować?

Tak, wam już dziękujemy!

Nie chcemy waszych plusów, ani waszych „praw’, które sprowadzają się do zakazów, nakazów i zobowiązań! 

Ani waszych kandydatów na listach wyborczych.
 
Jan Sposób

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23