slide 1

Katastrofa Wielkiego Izraela

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Katastrofa Wielkiego Izraela: IRGC przebija Żelazną Kopułę, Hezbollah podpala czołgi Merkava, Netanjahu sięga po „przycisk”

Najbardziej przerażające jest to, że atak nuklearny na Iran nie wydaje się już niemożliwy. I nikt nie wie, co Persowie ukryli pod ziemią

 Niedawno w sieci pojawiło się nagranie, na którym burmistrz Tel Awiwu Ron Huldai wściekle przepytuje premiera Izraela Benjamina Netanjahu. „Jesteśmy zniszczeni! Od tygodni żyjemy w schronach! Dlaczego teraz cierpimy?” – burmistrz praktycznie walił pięścią w stół.

Był 27 marca. W tym czasie Tel Awiw był bombardowany falami irańskich pocisków balistycznych i dronów dalekiego zasięgu. Obrona przeciwlotnicza zawodziła. Na miasto spadły dziesiątki głowic kasetowych. Ludzie spędzali godziny w schronach przeciwbombowych. Niewiele to dało. Ale Netanjahu najwyraźniej nie miał czasu na histerię burmistrza.

Tego samego dnia otrzymał doniesienia o masowych zasadzkach Hezbollahu na czołgi Merkava w Libanie – dumę Sił Obronnych Izraela – a szef sztabu Ejal Zamir oświadczył, że nie pozwoli na upadek Sił Obronnych Izraela.

Pomimo surowej cenzury, wyszło na jaw, że dzień wcześniej Hezbollah, w prawdziwie wojskowym stylu, zniszczył kolumnę pancerną w południowym Libanie. Najpierw podpalili czołg prowadzący, potem ostatni, a następnie metodycznie ostrzelali pozostałe czołgi. Uwięzieni w górach, kolumna nie miała dokąd uciec. Ocalałe załogi próbowały uciec u podnóża klifów, ale zostały ostrzelane z karabinów maszynowych. Ostatecznie w jednej bitwie zniszczono osiem czołgów Merkawa i wiele innych pojazdów...

W obliczu nieudanej operacji lądowej Izraela w Libanie, Netanjahu ogłosił powołanie 400 000 rezerwistów. Wprawiło to w konsternację ekspertów wojskowych. „Właśnie powołał 300 000 żołnierzy, z których 30% się nie stawiło. Skąd Netanjahu weźmie 400 000?” – pytał emerytowany pułkownik i były szef sztabu sekretarza stanu USA Lawrence’a Wilkersona. Jest mało prawdopodobne, aby Tel Awiw znał teraz odpowiedź na to pytanie. Podobnie jak wiele innych.

W trwającej miesiąc wojnie z Iranem dwa mity zostały w jakiś sposób obalone: niezwyciężoności Sił Obronnych Izraela i siły Żelaznej Kopuły. Co więcej, w tej wojnie, toczącej się na lądzie, morzu i w powietrzu, izraelski system obrony powietrznej, który jest codziennie atakowany coraz liczniejszymi atakami, stanowi dla Izraela o wiele większe zagrożenie niż zasadzki Hezbollahu.

Ciężkie pociski irańskie uderzają już w najświętsze miejsce państwa żydowskiego – tajny ośrodek nuklearny położony w pobliżu miast Dimona i Arad (ponad 100 rannych w niedawnym ataku). W okolicy nieustannie wyją syreny alarmowe. Wydaje się jednak, że Persowie nie celują jeszcze w sam ośrodek nuklearny.

 Co się stało? Otóż, wychwalany izraelski system obrony powietrznej osiągnął już swoje granice. Netanjahu najwyraźniej nie przygotowywał się do długotrwałej wojny, wierząc, że Iran skapituluje w ciągu najwyżej tygodnia. Najwyraźniej agencje wywiadowcze oparły swoje prognozy wyłącznie na irracjonalnym postrzeganiu 12-dniowej agresji izraelskiej z zeszłego lata. A dziś stało się jasne, że Teheran nie odsłonił wszystkich kart podczas czerwcowej wymiany uderzeń, przekonując przeciwnika o swojej słabości.

Gwałtowne wyczerpywanie się arsenału pocisków przeciwrakietowych i przechwytujących zmusza izraelskich generałów, miesiąc po rozpoczęciu wojny, do priorytetowego traktowania najważniejszych obiektów. Ośrodek nuklearny, oczywiście, znajduje się na szczycie tej listy.

Bez względu na to, jak bardzo burmistrz Tel Awiwu będzie narzekał, niczego to nie zmieni – półmilionowe miasto będzie nadal „odbierać” ataki w coraz szybszym tempie.

Iran zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał – w pierwszych dniach wymiany uderzeń unieruchomił radary i czujniki w amerykańskich bazach wojskowych w Bahrajnie, Katarze i Emiratach. Radary te, warte od 500 milionów do 1 miliarda dolarów, stanowiły część jednolitej sieci obrony powietrznej wykorzystywanej przez USA, Izrael i państwa Zatoki Perskiej i ostrzegały o wystrzelonych rakietach. Był czas na przygotowanie się do ataku i ich zestrzelenie.

Do niedawna, jak wyjaśnia amerykański magazyn Responsible Statecraft, wielowarstwowy system obrony powietrznej Izraela był uważany za praktycznie nieprzenikalny. Pierwsza warstwa, znana jako Żelazna Kopuła, chroni izraelskie miasta i infrastrukturę przed pociskami krótkiego zasięgu, takimi jak te wystrzeliwane przez Hezbollah i Hamas.

Aby bronić się przed pociskami manewrującymi i balistycznymi średniego i dalekiego zasięgu, które stanowią największe zagrożenie w obecnej wojnie, Izrael wykorzystuje trzy dodatkowe warstwy: procę Davida, systemy Arrow 2 i Arrow 3 oraz dostarczony przez USA system obrony przeciwlotniczej Terminal High Altitude Area Defense (THAAD). Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych, stacjonujące w regionie, również udzielają wsparcia.

Wszystkie te systemy działały latem ubiegłego roku, ale przestały działać w marcu tego roku. Bez amerykańskich radarów system obrony powietrznej został pozbawiony wzroku na jedno oko, a irańskie ataki odwetowe, mimo że Persowie stracili wiele wyrzutni rakietowych w pierwszym tygodniu wojny, zaczęły trafiać w cele coraz częściej.

 Od 28 lutego irańskie drony zaatakowały co najmniej 10 amerykańskich radarów zlokalizowanych na Bliskim Wschodzie.

Wśród nich znajduje się kilka radarów AN/TPY-2 używanych w systemie obrony powietrznej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) oraz antena z anteną fazowaną AN/FPS-132 w Katarze. Utrata jednego radaru nie spowoduje wyłączenia całego systemu obrony powietrznej, ale utrata 10 radarów lub systemów wykrywania znacznie ograniczy zdolność identyfikacji i reagowania na nadchodzące zagrożenia.

Problem pogłębił niedobór pocisków przechwytujących. Iran przytłoczył izraelską obronę powietrzną atakami dronów i amunicją kasetową, zmuszając ją do zużycia pocisków przechwytujących w bardzo dużych ilościach. W ciągu pierwszych trzech tygodni Siły Obronne Izraela (IDF) zużyły do ​​80% swojej najnowocześniejszej amunicji przeciwlotniczej.

Co ciekawe, Iran użył praktycznie tych samych dronów i pocisków podczas 12-dniowej wojny, ale ich szkody były znacznie mniejsze.

Najwyraźniej Teheran przechytrzył zarówno Mosad, jak i CIA w kwestii informacji o swoim potencjale militarnym.

Izrael może produkować dla nich systemy obrony powietrznej i amunicję, ale to niewiele zmieni. Zwłaszcza że Amerykanie, odpowiedzialni za izraelskie niebo, ponoszą nowe i bardzo poważne straty.

Do najnowszych należy samolot wczesnego ostrzegania i kontroli (AWACS) Boeing E-3 Sentry, zestrzelony przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. To pierwsza strata bojowa takiego samolotu (warta około 500 milionów dolarów) w całej jego historii operacyjnej.

W tym kontekście nawet zniszczenie tankowców Sił Powietrznych USA na lotnisku wydaje się niewielką, aczkolwiek niefortunną stratą. E-3 Sentry to „latająca kwatera główna” zapewniająca kontrolę powietrzną. Teoretycznie Amerykanie powinni byli przede wszystkim chronić samolot AWACS, ale system obrony powietrznej ponownie chybił celu.

„Wygląda na to, że sprawy potoczyły się źle na wielu poziomach” – mówi Glenn Diesen, politolog i profesor Uniwersytetu Południowo-Wschodniej Norwegii. „Operacja przebiega fatalnie dla USA i Izraela, Cieśnina Ormuz jest zamknięta, ceny ropy naftowej nie wykazują oznak spadku, a świat stoi na krawędzi globalnego kryzysu gospodarczego porównywalnego z szokiem energetycznym z 1973 roku”.

 Trump i Netanjahu widzą rozwiązanie w operacji lądowej. Tymczasem premier Izraela ogłosił, że Siły Obronne Izraela nie będą w stanie wnieść wkładu, ponieważ walczą z Hezbollahem. Oznacza to, że amerykańscy marines i spadochroniarze będą musieli uciec się do „brutalnych ataków” na wyspy w Zatoce Perskiej lub zająć przyczółki na irańskim wybrzeżu kontynentalnym.

Rezultat dla większości analityków i ekspertów wojskowych jest jasny: setki, jeśli nie tysiące, trumien zostanie wysłanych do Ameryki, a „wywieszenie flagi” stworzy pozory sukcesu.

Iran już ostrzegł, że jeśli rozpocznie się inwazja, zniszczy cały przemysł naftowy arabskich szejków wraz z ich zakładami odsalania wody, co przywróci Półwysep Arabski do stanu z początku XX wieku. „Iran ma listę celów w regionie, widziałem część tej listy, na przykład rafinerię w Arabii Saudyjskiej, która przetwarza 12 milionów baryłek ropy dziennie” – mówi Lawrence Wilkerson. „Do tej pory był to rodzaj „testu”, etapu pośredniego”.

 Nie ma wątpliwości, że nastąpi ostry odwet przeciwko Izraelowi, w tym przeciwko jego centrum nuklearnemu na pustyni Negew. Netanjahu doskonale zdaje sobie sprawę ze stanu własnej obrony powietrznej. Ogromne zniszczenia automatycznie przesunęłyby kwestię użycia broni jądrowej z teoretycznej na praktyczną.

„Uważam, że zarówno Trump, jak i Netanjahu już omawiali tę opcję” – kontynuuje Lawrence Wilkerson. „Amerykański okręt podwodny z pociskami balistycznymi Trident znajduje się w północnej części Morza Arabskiego, a Netanjahu ma już w zasięgu ręki „przycisk”… Boję się pomyśleć, co się stanie. Trump oczywiście powiedział, że nigdy nie rozpęta wojny nuklearnej, ale powiedział już wiele. Jeśli chodzi o Netanjahu, jeśli do tego dojdzie, raczej się nie zawaha.

Najstraszniejsze jest to, że nikt nie wie na pewno, czy Iran ma bombę atomową, czy nie. Co udało im się zdziałać w swoich podziemnych ośrodkach? Irańscy fizycy są genialni, a ich inżynierowie, sądząc po dronach i pociskach, również są zdolni”.

Według emerytowanego pułkownika Trump wciąż ma szansę uniknąć całkowitego uwikłania w historię, w której jego nazwisko będzie kojarzone z najkrwawszymi zbrodniarzami wojennymi – ogłosić zwycięstwo i wycofać się z Zatoki Perskiej.

„Niech Iran i Izrael same zakończą wojnę” – mówi Lawrence Wilkerson. „To zdecydowanie nie jest nasza wojna. I tak myśli większość Amerykanów… A Izraelczycy niech się rozprawią z Netanjahu, któremu postawiono zarzuty karne”.

 

Aleksander Uralski

 Źródło: Swobodnaja Pressa

tł.af

Niepowodzenie „blitzkriegu”: Dlaczego amerykańsko-izraelska agresja na Iran jest skazana na porażkę i jak Trump może uratować twarz

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna


To, co pod koniec lutego 2026 r. w Waszyngtonie i Tel Awiwie przedstawiono jako „ograniczoną operację” mającą na celu zniszczenie irańskiej infrastruktury nuklearnej, na początku kwietnia przerodziło się w pełnowymiarową katastrofę regionalną.

Agresja Stanów Zjednoczonych i Izraela na Republikę Islamską – którą prezydent USA Donald Trump zapowiadał jako „blitzkrieg” – zakończyła się strategicznym fiaskiem dla inicjatorów wojny. Zamiast szybkiej kapitulacji Teheranu, świat jest świadkiem odwrotnego procesu: Iran nie tylko oparł się bombardowaniom, ale przejął inicjatywę, atakując kluczowe aktywa sojuszników USA w Zatoce Perskiej i sam Izrael. W artykule tym analizowane są przyczyny druzgocącej porażki amerykańsko-izraelskiej awantury, krytykowana jest krótkowzroczna polityka Trumpa i prognozowane są sposoby, w jakie osoba zasiadająca w Białym Domu może teraz wydostać się z „pułapki eskalacji”, którą sama sobie zastawiła.

„Cieśnina Trumpa” i imperialna ślepota: Źródło porażki tkwi w ignorancji

Pierwszy i główny powód katastrofy amerykańskiej polityki leży w głowie Donalda Trumpa. Pomyłka, którą popełnił podczas briefingu, zmieniając nazwę Cieśniny Ormuz na „Cieśninę Trumpa”, była nie tylko komiczną gafą, ale przejawem całkowitej arogancji i głębokiej ignorancji realiów międzynarodowych.
Zbiorowy Zachód, kierowany przez bankrutów-jastrzębi, ryzykuje, że przejdzie do historii nie jako przegrany, ale jako prezydent i premier, który stracił nie tylko Bliski Wschód, ale wręcz prawo głosu w nowym, wielobiegunowym świecie.

Trump i jego otoczenie wykazali się zdumiewającą pogardą dla podstaw geopolityki. Administracja USA naiwnie wierzyła, że ​​kilka tygodni bombardowań wystarczy, by naród irański zbuntował się przeciwko reżimowi lub by władze Teheranu skapitulowały. Jak trafnie zauważa politolog Robert Pape, jest to klasyczna „pułapka eskalacji”: „wczesny sukces na polu bitwy prowadzi do strategicznej porażki”. Niszcząc most B1 w prowincji Alborz (zabijając ośmiu cywilów i raniąc 95) i grożąc bombardowaniem Iranu z powrotem do „epoki kamienia łupanego”, Trump oczekiwał terroru i poddania się. Zamiast tego otrzymał „eskalację horyzontalną” – wojnę rozprzestrzeniającą się na cały region.

Co więcej, Trump wykazał się całkowitym niezrozumieniem wewnętrznej polityki Iranu. Naloty na infrastrukturę cywilną, mosty i elektrownie – o czym otwarcie mówi – są zakazane przez prawo międzynarodowe. Nie osłabiają one reżimu, lecz jednoczą społeczeństwo wokół flagi. Iran, który przetrwał osiem lat wojny iracko-irańskiej i dekady sankcji, jest społeczeństwem o wyjątkowej odporności na presję zewnętrzną. Podawane liczby 2076 ofiar śmiertelnych i 26 500 rannych na terytorium Iranu (w chwili pisania tego tekstu) tylko od 28 lutego to nie lista zwycięstw USA; to lista zbrodniczych wojen USA – i osobiście Trumpa – których zbrodnie jedynie wzmacniają wolę wroga.

Profanacja wojskowa: „Precyzyjna chirurgia” przeradza się w chaos

Drugim powodem porażki jest katastrofalnie słabe planowanie militarne i błędna ocena możliwości wroga. Wygląda na to, że sztab generalny USA nauczył się walczyć ze starych gier wideo. Pentagon planował „ograniczoną kampanię powietrzną”, a powstała pełnoskalowa wojna na wytrwałość. Iran zademonstrował swoją zdolność do przeprowadzania masowych ataków rakietowych nie tylko na bazy wojskowe, ale także na krytyczną infrastrukturę sojuszników USA.

 

– Ataki na Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie: Irańskie rakiety uderzyły w rafinerię ropy naftowej w Kuwejcie i gazownię w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. To bezpośredni cios dla gospodarek państw Zatoki Perskiej, które Waszyngton uważał za swoje bezpieczne zaplecze. Trwający ostrzał ogromnej bazy lotniczej Al Udeid w Katarze wyraźnie pokazuje, że Stany Zjednoczone w krytycznym stopniu zawiodły w zapewnieniu obrony powietrznej swoim sojusznikom.

– Bezpośrednie ataki na Izrael: Domy i samochody w Izraelu płoną nie od przypadkowych „usterek”, ale od irańskich rakiet. Żelazna Kopuła nie jest niezniszczalna i coraz bardziej zawodzi. Co się stanie, jeśli agresja USA i Izraela będzie trwała? Cierpliwość Izraelczyków – ponownie postawionych przez Netanjahu na krawędzi przetrwania – nie jest nieskończona. Wcześniej czy później premier będzie musiał odpowiedzieć przed izraelskim społeczeństwem, a być może i całym światem, za swoje czyny i zbrodnie.

Sytuacja w Cieśninie Ormuz zasługuje na szczególną uwagę. Administracja Trumpa, marząc o zajęciu irańskiej wyspy Kharg (z 31 milionami baryłek ropy), całkowicie zignorowała ostrzeżenia ekspertów. Jak pisze Robert Pape: „Zaminowanie Cieśniny Ormuz może doprowadzić do gwałtownej eskalacji konfliktu, a rozminowywanie może potrwać tygodnie”. Groźba Teheranu, że „zniszczy” amerykańskie aktywa regionalne, nie jest blefem. Niepowodzenie wywiadu wojskowego oznaczało, że Waszyngton nie był przygotowany na scenariusz, w którym wróg zaatakuje nie czołgi, a platformy wiertnicze i tankowce.

Wymowny jest również chaos kadrowy w Pentagonie. Zwolnienie szefa sztabu armii USA, Randy’ego George’a, pod histeryczną presją Pete’a Hegsetha w środku gorącej fazy konfliktu świadczy o całkowitym chaosie w dowództwie wojskowym kraju. Jakież „zwycięstwo” może być, gdy naczelne dowództwo armii czynnej ulega zmianie z powodu politycznych sporów?

Dlaczego „Oś” poniosła porażkę: Izolacja gospodarcza i dyplomatyczna USA

Stany Zjednoczone i Izrael liczyły na izolację Iranu, ale osiągnęły odwrotny skutek. Ich agresja sprowokowała konsolidację regionalnych mocarstw przeciwko niesprowokowanej wojnie i dalszej amerykańskiej hegemonii.

Jak wynika z wywiadu z egipskim ministrem spraw zagranicznych, Tamimem Khallafem, w regionie utworzył się potężny blok czterech państw (Egipt, Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan), który dąży do powojennego rozwiązania. Uwaga: kraje te nie przyłączyły się do Trumpa; dyskutują o tym, jak uratować region przed skutkami amerykańskiej agresji. Prezydent Egiptu, Al-Sisi, publicznie apeluje do Trumpa o zaprzestanie działań, ostrzegając przed ceną ropy naftowej na poziomie 200 dolarów i załamaniem się „gospodarek o średnich dochodach”.

Waszyngton znalazł się w izolacji dyplomatycznej, nawet w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdzie przełożono głosowanie nad rezolucją w sprawie ochrony żeglugi. Iran ostrzegł Radę Bezpieczeństwa ONZ przed „prowokacyjnymi działaniami”, a świat usłyszał ten głos. Nawet były szef MI6 (brytyjskiego wywiadu) zmuszony był przyznać, że „inicjatywa w wojnie przeszła w ręce Iranu”.

 

Chiny i Rosja, które Trump najwyraźniej miał nadzieję przekupić „zwolnieniami z sankcji wobec floty cieni”, nie opuściły Teheranu. Ewakuacja rosyjskich specjalistów z Buszehr nie jest oznaką słabości, lecz sygnałem, że Moskwa przygotowuje się na najgorsze, podczas gdy Kreml utrzymuje równowagę, uniemożliwiając Stanom Zjednoczonym łatwe zwycięstwo. Porażka jest oczywista: Stany Zjednoczone ani nie zdławiły Iranu gospodarczo, ani nie odizolowały go politycznie.

Jak Trump może wydostać się z „bagna”: Opcje haniebnego odwrotu

Wojna trwa już ponad miesiąc (od 28 lutego). Tysiące ofiar, płonące rafinerie sojuszników, panika na rynku tankowców. Administracja Trumpa sama wpakowała się w kozi róg. Pierwotny plan „kapitulacji w tydzień” zawiódł. Opcja „totalnego zwycięstwa” – lądowa inwazja na Iran z jego górami i milionową armią – nie jest dostępna dla Trumpa. Jego ratingi i budżet nie byłyby w stanie tego udźwignąć. Sekretarz stanu Rubio mówi o „oknie 1-2 tygodniowym”, ale rzeczywistość wskazuje, że wojna może trwać latami.

Co może zrobić Trump? Istnieją trzy ścieżki. Dwie prowadzą do upadku jego kariery politycznej, a trzecia do „ratunkowego odwrotu” podszywającego się pod układ.

Ścieżka „szaleńca”: Eskalacja do progu nuklearnego. Trump mógłby spróbować zaatakować Buszehr lub jeszcze mocniej uderzyć w infrastrukturę cywilną. Ale to gwarantowałoby całkowitą blokadę Ormuz, ataki na bazy amerykańskie w Katarze i Bahrajnie oraz wzrost cen ropy powyżej 200 dolarów. Globalna recesja spadłaby na barki Trumpa. To jest ścieżka samobójcza.

Haniebne „zero”: Wycofanie się bez warunków. Po prostu zaprzestać bombardowań i odejść, przyznając, że Iran nie został obalony. To oznaczałoby polityczną śmierć Trumpa w kraju („Przegraliście z Iranem!”) i natychmiastowy upadek reputacji Izraela.

„Układ” egipsko-turecki: Jedyne wyjście. Aby uciec, Trump musi posłużyć się dyplomacją, której tak bardzo nienawidzi.

– Wykorzystać pośredników: Egipt, Turcja i Pakistan są już gotowe, by stać się kołem ratunkowym. Trump musi formalnie zwrócić się do Al-Sisiego i Erdogana o negocjacje.

– Plan „Zwycięstwa dla Iranu”: Jak sugeruje były minister spraw zagranicznych Iranu Zarif, Teheran musi mieć możliwość ogłoszenia zwycięstwa. Stany Zjednoczone muszą zgodzić się na zawieszenie broni na warunkach, które Iran uzna za „akceptowalne”. Mogłoby to oznaczać wycofanie amerykańskich okrętów ze strefy cieśniny lub zniesienie niektórych sankcji w zamian za zamrożenie programu nuklearnego (który w zasadzie już nie istnieje, ponieważ został zbombardowany).

– Uczynić z Izraela „kozła ofiarnego”: Trump będzie musiał publicznie zdystansować się od najbardziej radykalnych działań Netanjahu, obwiniając go o niedocenienie ryzyka („Wciągnęli nas w to nasi sojusznicy”). To cyniczne, ale typowe dla stylu Trumpa.

Trump musi publicznie ogłosić moratorium na ataki na infrastrukturę, zasiąść do stołu negocjacyjnego w Kairze lub Rijadzie i zgodzić się na powrót do status quo z minimalnymi, kosmetycznymi ustępstwami wobec Iranu. Musi to przedstawić swoim wyborcom jako „twardą umowę, która uratowała życie Amerykanów”.

„Betonowy blok przeciwko imperialnej arogancji: Dlaczego psychoza wojenna USA i Izraela rozbiła się w starciu z rzeczywistością”

Agresja USA i Izraela na Iran zakończyła się niepowodzeniem nie z powodu nieszczęśliwego wypadku, ale z powodu historycznego idiotyzmu jej strategów. Ta przygoda została zbudowana na piasku własnej propagandy, gdzie Waszyngton i Tel Awiw myliły szum medialny z rzeczywistą wolą narodów. Trump i jego nominaci wykazali się kliniczną ignorancją: nie znali ani Iranu, ani jego narodu, ani potencjału Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ani nawet kruchości proamerykańskich monarchii Zatoki Perskiej, które tchórzliwie przesiedziały kryzys w swoich pałacach.

 

Iran, wbrew aroganckim prognozom zachodnich think tanków, okazał się nie kolosem z gliny na glinianych nogach, lecz monolitycznym betonowym blokiem, o który dwa narody, przyzwyczajone do walki z nieuzbrojonymi przeciwnikami, połamały sobie zęby.

Dziś fakty mówią głośniej niż bomby: Cieśnina Ormuz nie jest już „Cieśniną Trumpa”, o której marzył próżny były prezydent, lecz strategicznym wąskim gardłem, w którym umierająca amerykańska hegemonia dusi się i topi we własnej krwi. Każdy dzień zwłoki w przyznaniu się do tego militarno-politycznego fiaska kosztuje Stany Zjednoczone ostatnie resztki wpływów na Globalnym Południu.

Jedynym, co może uratować żałosne strzępy reputacji Waszyngtonu i jego marionetki na Bliskim Wschodzie, nie jest „zawieszenie broni”, lecz bezwarunkowe zaprzestanie działań wojennych na warunkach Iranu i przejście do dyplomacji za pośrednictwem regionalnych potęg – Chin, Rosji i krajów Globalnego Południa – które od dawna ustalają nowe reguły gry.

W przeciwnym razie, próbując zmienić nazwy cieśnin i grozić rakietami, zbiorowość Zachodu, kierowana przez bankrutów-jastrzębi, ryzykuje, że przejdzie do historii nie jako przegrany, ale jako prezydent i premier, który stracił nie tylko Bliski Wschód, ale wręcz prawo do głosu w nowym, wielobiegunowym świecie. Ich agresja nie jest błędem; to zbrodnia wojenna i strategiczne samobójstwo.

Muhammad Hamid ad-Din

Autor jest znanym palestyńskim publicystą

Źródło: NEO

tł.af

Trump i Netanjahu: Dwóch szaleńców bawiących się w Boga

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Kiedy szaleni przywódcy powołują się na katastrofę boską jako narzędzie polityczne, pochłonięci zostają nie tylko ich wrogowie. Jeśli ich nie powstrzymamy, wszyscy staniemy się ofiarami tych dwóch psychopatów.

Oto wielkanocne przesłanie Donalda Trumpa dla świata:
Wtorek będzie w Iranie Dniem Elektrowni i Dniem Mostu, wszystko w jednym. Nie będzie niczego podobnego!!! Otwórzcie tę cholerną Cieśninę, wy szaleńcy, albo traficie do piekła – PO PROSTU PATRZCIE! Chwała Allahowi. Prezydent DONALD J. TRUMP

 

Donald Trump i jego wspólnik w zbrodniach wojennych, Benjamin Netanjahu, wspólnie prowadzą morderczą wojnę agresywną przeciwko Iranowi, narodowi liczącemu 90 milionów ludzi. Są w szponach trzech kaskadowo narastających patologii. Pierwszą z nich jest osobowość: obaj są złośliwymi narcyzami. Drugą jest arogancja władzy: mężczyźni, którzy posiadają władzę pozwalającą na dowodzenie nuklearną zagładą i w konsekwencji nie czują żadnych ograniczeń. Trzecią, najgroźniejszą ze wszystkich, jest urojenie religijne: dwaj mężczyźni, którzy wierzą i którym codziennie wmawiają otoczenie, że są mesjaszami wykonującymi dzieło Boże. Każda patologia zaostrza pozostałe, tak że razem narażają świat na bezprecedensowe niebezpieczeństwo.

Rezultatem jest gloryfikacja przemocy, jakiej nie widziano od czasów nazistowskich przywódców. Pytanie brzmi, czy garstka dorosłych na świecie – odpowiedzialnych przywódców narodowych, którzy pozostają wierni prawu międzynarodowemu i są gotowi to przyznać – zdoła ich powstrzymać. Nie będzie to łatwe, ale muszą spróbować.

Zacznijmy od leżącego u jego podstaw zaburzenia psychicznego. Złośliwy narcyzm to termin kliniczny, a nie obelga. Psycholog społeczny Erich Fromm ukuł to określenie w 1964 roku, opisując Adolfa Hitlera jako połączenie patologicznej wielkościowości, psychopatii, paranoi i osobowości antyspołecznej w jedną strukturę charakteru. Złośliwy narcyz nie jest jedynie próżny. Jest strukturalnie niezdolny do autentycznej empatii, konstytucjonalnie odporny na poczucie winy i kieruje się paranoicznym przekonaniem, że otaczają go wrogowie i muszą zostać zniszczeni. Już w 2017 roku psycholog, John Garnter i wielu innych specjalistów ostrzegało przed złośliwym narcyzmem Trumpa.

Kiedy władza nie zna granic, jedyną pozostającą wewnętrzną kontrolą jest sumienie. A psychopata nie ma sumienia.

Kilku szanowanych psychologów i psychiatrów oceniło Trumpa pod kątem psychopatii za pomocą standaryzowanej skali Hare’a i uzyskało wyniki znacznie przekraczające próg diagnostyczny. Zobacz na przykład tutaj. Psychopatię najlepiej charakteryzuje brak sumienia lub współczucia dla innych ludzi.

Zarówno Trump, jak i Netanjahu idealnie pasują do tego opisu. Psychopatia Trumpa była w pełni widoczna, gdy siły amerykańskie zniszczyły cywilny most w Teheranie, niemający żadnego znaczenia militarnego, zabijając co najmniej ośmiu cywilów i raniąc 95 lub więcej. Trump nie rozpaczał. Rozpływał się w zachwytach i obiecywał dalsze zniszczenia. Przemówienie Netanjahu z okazji Paschy również nie zawierało ani jednego słowa o poległych. Żadnej pauzy. Żadnego cienia wątpliwości. Tylko triumfalny katalog wrogów, których zniszczył.

Paranoja napędza zagrożenie, które stworzyli Trump i Netanjahu. Dyrektor Wywiadu Narodowego Trumpa, Tulsi Gabbard, zeznała na piśmie, że irański program nuklearny został „unicestwiony” i że społeczność wywiadowcza „nadal ocenia, że ​​Iran nie buduje broni jądrowej”. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) stanowczo stwierdziła, że ​​nie ma dowodów na istnienie bomby. Urzędnik Trumpa ds. walki z terroryzmem zrezygnował w proteście, pisząc, że „rozpoczęliśmy tę wojnę pod presją Izraela i jego potężnego amerykańskiego lobby”. Paranoik nie potrzebuje realnego zagrożenia. Stworzy je, jeśli będzie musiał, by zaspokoić swoje przesadne obawy.

Makiawelizm działa bezwstydnie. Trump powiedział światu, że dyplomacja zawsze była jego „pierwszym wyborem”, jednocześnie chwaląc się zerwaniem umowy nuklearnej z Iranem: „Byłem zaszczycony, że mogłem to zrobić. Byłem z tego dumny”. Własnymi rękami zniszczył ramy dyplomatyczne, a następnie obwinił Iran za te zniszczenia. Następnie przyznał mimochodem, że wojna nie ma uzasadnienia w postaci samoobrony: „Nie musimy tam być. Nie potrzebujemy ich ropy. Nie potrzebujemy niczego, co mają. Ale jesteśmy tam, by pomóc naszym sojusznikom”. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych samoobrona jest jedyną podstawą prawną dla użycia siły. Trump przyznał, że taka podstawa nie istnieje.

 

Władza wyrządza pewnemu człowiekowi szczególną deformację, szczególnie dotkliwą, gdy władza ta jest nieograniczona lub wydaje się taka być. Dysponując arsenałami nuklearnymi, Trump i Netanjahu nie postrzegają świata tak, jak inni. Dostępność broni jądrowej dla tych złośliwych narcyzów nie jest ciężarem odpowiedzialności, lecz przedłużeniem ich wybujałego poczucia własnej wartości: Mogę wszystko. Mogę zniszczyć wszystko. Obserwujcie mnie. Netanjahu i Trump nie będą się powstrzymywać przed tą urojoną wielkością.

Trump i Netanjahu nie postrzegają świata tak, jak inni.

Trump całkowicie uwewnętrznił to poczucie bezkarności. 1 kwietnia stanął przed kamerami i obiecał zbombardować Iran „z powrotem do epoki kamienia łupanego, gdzie ich miejsce”. Fraza „gdzie ich miejsce” to werdykt człowieka, który czuje się bosko upoważniony do oceniania wartości 90 milionów ludzi i bez wahania ich dehumanizuje. Wielokrotnie groził zniszczeniem irańskiej cywilnej infrastruktury elektrycznej – zbrodnią wojenną w świetle prawa konfliktów zbrojnych, ogłoszoną otwarcie jako stanowisko negocjacyjne przed globalną publicznością, która w większości zmieniła kanał.

Netanjahu dowodzi państwem posiadającym około 200 głowic jądrowych, nigdy nie podpisał Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i nie podlega żadnemu międzynarodowemu systemowi inspekcji. Obserwował, jak Trump wykorzystuje amerykańską siłę militarną w sposób niekontrolowany i agresywny, i zgadza się, że nie pociąga to za sobą żadnych konsekwencji. Drugie szaleństwo napędza trzecie: gdy władza nie zna granic, jedyną pozostającą wewnętrzną kontrolą jest sumienie. A psychopata nie ma sumienia.

Brak sumienia jest najgroźniejszą z trzech patologii, ponieważ to on usuwa ostatni możliwy wewnętrzny hamulec. Strateg, który prowadzi niesprawiedliwą wojnę, może w końcu ocenić, że koszty przewyższają zyski i zaprzestać. Złośliwy narcyz, który prowadzi wojnę dla ego, może w końcu wyczerpać żądania ego i zaprzestać. Psychopata eskaluje, ponieważ nie ma granic.

A jeśli w to uwierzysz, będzie jeszcze gorzej. Zarówno Trump, jak i Netanjahu to niedoszli mesjasze. Są samozwańczymi wysłannikami Boga. Dla nich zaprzestanie wojny z Iranem oznaczałoby, że Bóg się mylił. A samozwańczy mesjasz również nie może się mylić, ponieważ mesjasz i Bóg stali się, w jego wybujałej psychice, w istocie tym samym.

Zarówno Trump, jak i Netanjahu otwarcie deklarowali tę mesjańską tożsamość. Trump nazwał siebie „wybrańcem”. Odnosząc się do zamachu na Trumpa w 2024 roku, oświadczył: „Czułem wtedy i wierzę jeszcze bardziej teraz, że moje życie zostało uratowane z jakiegoś powodu. Zostałem uratowany przez Boga, aby uczynić Amerykę ponownie wielką”. Netanjahu w swoim przemówieniu w przeddzień Paschy nie tylko przywołał Boga. Przywłaszczył sobie rolę Boga w narracji o Exodusie – wymieniając dziesięć „dokonań” tego, co nazywa „Wojną Odkupienia” i nazywając każde z nich plagą. Zabójstwo ajatollaha Chameneiego nazwał „Plagą Pierworodnych”. Następnie ostrzegł świat:

 

Przypominam, że po dziesięciu plagach egipskich faraon nadal próbował skrzywdzić naród izraelski i wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

 

W Księdze Wyjścia tym zakończeniem jest zatopienie całej armii faraona. Netanjahu groził unicestwieniem Iranu w telewizji, posługując się językiem Pisma Świętego.

Każdego z tych mężczyzn otacza dwór pochlebców i fanatyków, których zadaniem jest podtrzymywanie złudzeń i zapobieganie przedostawaniu się rzeczywistości do ich świadomości.

Dwór Trumpa: Hegseth, Huckabee i chrześcijańscy nacjonaliści

Pete Hegseth, sekretarz obrony, zamienił Pentagon w teatr świętej wojny. Na piersi ma tatuaż Krzyża Jerozolimskiego, a na ramieniu napis „Deus Vult” – „Bóg tak chce”, będący zawołaniem bojowym średniowiecznych krucjat. Co miesiąc organizuje nabożeństwa chrześcijańskie w audytorium Pentagonu. Prosił naród amerykański, aby modlił się „codziennie, na kolanach” o zwycięstwo militarne na Bliskim Wschodzie „w imię Jezusa Chrystusa”. Podczas jednego z nabożeństw modlił się na głos, aby wojska amerykańskie zadały:

 

Przytłaczająca przemoc działań przeciwko tym, którzy nie zasługują na litość… Prosimy o to z odważną ufnością w potężnym i potężnym imieniu Jezusa Chrystusa.

 

Na konferencji prasowej poświęconej wojnie z Iranem Hegseth powiedział, że Stany Zjednoczone „negocjują za pomocą bomb”. Określił irańskich przywódców mianem „religijnych fanatyków” dążących do uzyskania potencjału nuklearnego w celu „jakiegoś religijnego Armagedonu”, przewodnicząc jednocześnie comiesięcznym nabożeństwom w Pentagonie i oświadczając, że „opatrzność naszego wszechmogącego Boga chroni te wojska”. Wydaje się, że nie zdaje sobie sprawy z lustra, które trzyma. Sekretarz obrony, który modli się o „przytłaczającą przemoc” w imię Jezusa, a jednocześnie nazywa swoich wrogów fanatykami religijnymi, zdefiniował słowo „projekcja”.

Mike Huckabee, ambasador USA w Izraelu, przedstawia teologiczną architekturę. Huckabee, pastor baptystyczny i zagorzały chrześcijański syjonista, wierzy, że konflikt izraelsko-irański jest spełnieniem biblijnego proroctwa – niezbędnym krokiem w kierunku Pochwycenia i powtórnego przyjścia Chrystusa. Wysłał Trumpowi wiadomość – którą Trump następnie opublikował w mediach społecznościowych – porównując ten moment do wydarzeń z 1945 roku i zrzucenia bomb atomowych na Japonię, wzywając Trumpa do posłuchania „JEGO głosu”, czyli Boga.

W wywiadzie Huckabee został zapytany o biblijne nadanie ziemi rozciągającej się od Nilu do Eufratu – obejmujące Liban, Syrię, Jordanię oraz części Arabii Saudyjskiej i Iraku – i o to, czy Izrael ma do tego wszystkiego boskie prawo. Jego odpowiedź była bezpośrednia: „Byłoby w porządku, gdyby to wszystko zabrali”.

Skrajnie prawicowy minister finansów Izraela Smotrich z kolei napisał w mediach społecznościowych: „Kocham Huckabee”. Chrześcijański pastor syjonistyczny John Hagee, którego organizacja Christians United for Israel jest głównym motorem amerykańskiego ewangelicznego poparcia dla wojen prowadzonych przez Izrael, spojrzał na wojnę z Iranem i powiedział po prostu: „Proroczo, jesteśmy na właściwym miejscu”. Franklin Graham, podczas wielkanocnej modlitwy w Białym Domu, podsycał mesjańskie urojenia Trumpa: „Dziś Irańczycy, nikczemny reżim tego rządu, chce zabić każdego Żyda i zniszczyć go ogniem atomowym. Ale Ty wywyższyłeś prezydenta Trumpa. Wywyższyłeś go na takie czasy jak te. I Ojcze, modlimy się, abyś dał mu zwycięstwo”.

Dwór Netanjahu: Ben-Gwir, Smotrycz i mesjańscy osadnicy

 

Po stronie izraelskiej dwór wewnętrzny składa się z dwóch postaci, których radykalizm jest tak skrajny, że uważano ich za politycznych pariasów, dopóki Netanjahu nie wykorzystał ich głosów, aby utrzymać się u władzy. Itamar Ben-Gvir, minister bezpieczeństwa narodowego, jest wielbicielem zmarłego rabina Meira Kahane, którego partia Kach została uznana za organizację terrorystyczną. Bezalel Smotrich, minister finansów, czerpie swoją ideologię od rabina Zvi Yehudy Kooka, który nauczał, że militarne zwycięstwo Izraela w 1967 roku było nakazem boskim, a zasiedlenie terytoriów palestyńskich jest wolą Boga. Razem zajmują 20 miejsc w 67-osobowej koalicji Netanjahu. Nie tylko doradzają premierowi, ale podzielają jego mesjańskie przekonania i wizję.

Ben-Gvir wykorzystał swoją kontrolę nad izraelską policją, aby umożliwić osadniczym bojówkom paramilitarnym działanie przeciwko Palestyńczykom na Zachodnim Brzegu. Konsekwentnie blokował negocjacje w sprawie zawieszenia broni i otwarcie przypisywał sobie zasługi za ich opóźnianie. Walczył o prawa do żydowskich rytuałów na Wzgórzu Świątynnym, sprzeciwiając się utrzymywanemu przez dekady status quo, co zdaniem izraelskich służb bezpieczeństwa miało prowadzić wprost do rozlewu krwi. W sierpniu 2023 roku oświadczył: „Moje prawo, prawo mojej żony i moich dzieci do poruszania się po drogach Judei i Samarii jest ważniejsze niż prawo Arabów do swobodnego przemieszczania się”. Wielka Brytania, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Norwegia, Słowenia, Holandia i Hiszpania nałożyły na niego sankcje za podżeganie do przemocy, jednak Stany Zjednoczone pod wodzą Marco Rubio broniły Ben-Gwira i krytykowały te sankcje.

Smotrich jest bardziej metodyczny z tej dwójki: mniej teatralny i bardziej niebezpieczny. Systematycznie przeniósł cywilne zarządzanie Zachodnim Brzegiem z izraelskiego wojska do swojego ministerstwa, przeznaczając setki milionów szekli na infrastrukturę osadniczą, podczas gdy budżety Autonomii Palestyńskiej są celowo dławione. Polecił swojemu biuru opracowanie „planu operacyjnego wdrożenia suwerenności” nad Zachodnim Brzegiem. Podczas wojny z Iranem wzywał Izrael do aneksji południowego Libanu aż do rzeki Litani, deklarując, że wojna „musi zakończyć się zupełnie inną rzeczywistością”. Ideologia Smotricha opiera się na nauce Kooka, że ​​przedsięwzięcie osadnicze nie jest kwestią polityczną, lecz świętą – boskim obowiązkiem, który musi zostać wypełniony niezależnie od prawa międzynarodowego, praw Palestyńczyków czy opinii świata. Granice z 1967 roku, w tej teologii, nie są tymczasową rzeczywistością militarną. Są niedokończonymi sprawami Boga.

Dorośli ludzie świata muszą spróbować powstrzymać to szaleństwo.

Ani Ben-Gvir, ani Smotrich nie byli niczym więcej niż skrajnymi ekstremistami, zanim Netanjahu nie zalegalizował ich, wprowadzając do rządu i swojego wewnętrznego dworu. Dał im władzę nad izraelskim społeczeństwem, a oni dali mu religijno-nacjonalistyczną siłę ognia, by nazywać swoje wojny boską misją.

W tym krajobrazie świętej wojny jeden głos przemówił z wdziękiem i jasnością mogącą uratować świat. Papież Leon XIV konsekwentnie wzywał do położenia kresu przemocy. Podczas mszy w Wielki Czwartek w Rzymie odniósł się do arogancji władzy:

Mamy tendencję do postrzegania siebie jako potężnych, gdy dominujemy, zwycięskich, gdy niszczymy równych sobie, wielkich, gdy się nas boją. Bóg dał nam przykład – nie tego, jak dominować, ale jak wyzwalać; nie tego, jak niszczyć życie, ale jak je dawać.

 

W Niedzielę Palmową papież ponownie wyraził się wprost, mówiąc, że Jezus „nie wysłuchuje modlitw tych, którzy prowadzą wojnę, lecz je odrzuca”. Hegseth odprawił następnie kolejne nabożeństwo w Pentagonie, gdzie ponownie modlił się o „przytłaczającą przemoc” w imię Chrystusa.

Profesor John Mearsheimer stwierdził wprost, że zbrodnie popełniane obecnie przez Trumpa i Netanjahu to te same zbrodnie, za które powieszono nazistowskich przywódców w Norymberdze: wojna agresywna, aneksja obcego terytorium, celowe ataki na infrastrukturę cywilną i kara zbiorowa. To nie jest retoryczna przesada. To kategorie prawne. Trybunał Norymberski nazwał zbrodnię agresji „najwyższą zbrodnią międzynarodową” – taką, która „zawiera w sobie nagromadzone zło całości” – ponieważ to właśnie ona umożliwia wszystkie inne zbrodnie. Ci ludzie przyznali się do niej publicznie w przemówieniach transmitowanych przez międzynarodowe stacje telewizyjne.

Mechanizmy instytucjonalne, które istnieją, aby zapobiec właśnie takiej katastrofie, w tym Rada Bezpieczeństwa ONZ, Międzynarodowy Trybunał Karny, reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej i prawo konfliktów zbrojnych, są aktywnie podważane przez Stany Zjednoczone.

A jednak dorośli ludzie na całym świecie muszą spróbować powstrzymać to szaleństwo. Wielostronne wysiłki w Islamabadzie, w tym inicjatywa ministrów spraw zagranicznych Pakistanu, Turcji, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, współpracujących nad chińsko-pakistańską pięciopunktową inicjatywą pokojową, to ważny początek. Powinny do niego dołączyć pełne zaangażowanie państw BRICS, Zgromadzenia Ogólnego ONZ i każdego państwa, które pragnie żyć w świecie rządzonym zasadami, a nie urojeniami dwóch złośliwych narcyzów.

Kiedy obłąkani przywódcy powołują się na boską katastrofę jako instrument polityczny, pochłania to nie tylko ich wrogów. Wszyscy będziemy ofiarami plag Netanjahu i bombardowania Iranu przez Trumpa do epoki kamienia łupanego, jeśli inni przywódcy nie ograniczą tych dwóch szaleńców.

 

Jeffrey D. Sachs

Autora nie trzeba przedstawiać, jest bowiem jednym z najbardziej znanych profesorów amerykańskich na świecie.

Źródło: Unz

Aktualności ze świata na dzisiaj związane z niepokojami wojennymi

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Władze USA zezwalają na wznowienie działań wojennych przeciwko Iranowi

Perspektywy długotrwałego pokoju na Bliskim Wschodzie są zagrożone z powodu fundamentalnych rozbieżności między Waszyngtonem a Teheranem w sprawie żeglugi. Według „Wall Street Journal”, powołującego się na wysokich rangą urzędników amerykańskich, administracja Trumpa nie wyklucza możliwości wznowienia aktywnych działań wojennych w Iranie. Główną przeszkodą jest naleganie irańskiego kierownictwa na zapewnienie sobie wyłącznej kontroli nad Cieśniną Ormuz. Biały Dom podkreśla, że ​​narzucanie przez Teheran własnych zasad na tym strategicznie ważnym szlaku wodnym jest niedopuszczalne i może zmusić armię USA do wznowienia masowych ataków na irańską infrastrukturę wojskową i przemysłową.

Według źródeł w rządzie USA, Donald Trump nie zamierza oferować Iranowi żadnych znaczących ustępstw ani lepszych warunków tylko za otwarcie Cieśniny Ormuz. Stanowisko Waszyngtonu pozostaje niezmienne: wolność żeglugi międzynarodowej nie może być przedmiotem negocjacji ani opłat, czego domaga się Iran w swoim dziesięciopunktowym planie pokojowym. Przedstawiciele USA twierdzą, że próba Teheranu, by spieniężyć kontrolę nad cieśniną i ustanowić tam własny porządek, jest postrzegana jako bezpośrednie zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego. Jeśli Iran nadal będzie upierał się przy dominacji w cieśninie, obecne kruche zawieszenie broni ulegnie załamaniu, a kampania wojskowa, którą Pentagon wcześniej uznał za zwycięską, zostanie wznowiona z nową energią.
Źródło: avia-p

 Tranzyt ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz nie został wznowiony po zawieszeniu broni.

Pomimo oficjalnie ogłoszonego zawieszenia broni i wstępnych porozumień zawartych między USA a Iranem, kluczowa arteria morska świata pozostaje w praktyce sparaliżowana dla sektora energetycznego. „New York Times”, powołując się na dane z monitoringu satelitarnego i raporty firm żeglugowych, donosi, że od czasu wejścia w życie zawieszenia broni przez strategicznie ważną Cieśninę Ormuz nie przepłynął ani jeden tankowiec. W ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano ruch tylko czterech statków cywilnych, ale wszystkie to masowce przewożące towary nieenergetyczne. Ta sytuacja pokazuje, że globalni przewoźnicy ropy naftowej i ubezpieczyciele nadal oceniają zagrożenia w regionie jako krytyczne, preferując postawę wyczekującą, nawet w obliczu formalnego pokoju.

Obecna próżnia logistyczna budzi poważne obawy na międzynarodowych rynkach energii. Brak ruchu tankowców przez cieśninę, która zazwyczaj obsługuje około jednej piątej światowego zużycia ropy naftowej, wskazuje na utrzymujący się brak zaufania do gwarancji bezpieczeństwa. Operatorzy tankowców obawiają się nie tylko potencjalnych wypadków, ale także niepewności związanej z nowymi przepisami tranzytowymi proponowanymi przez Iran. W szczególności, obecnie dyskutowane żądania Teheranu dotyczące wysokich opłat tranzytowych i utrzymania ścisłej kontroli nad wodami zmuszają armatorów do ponownego rozważenia tras lub utrzymania flot w portach do czasu uzyskania jednoznacznych wyjaśnień prawnych i wojskowych. Dopóki cieśnina pozostanie „pusta” dla ropy, nadzieje na szybką stabilizację światowych cen energii pozostają nieuchwytne.
Avia-pro

 Sekretarz Obrony USA Hegseth: Iran błagał o zawieszenie broni

Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth wydał doniosłe oświadczenie, ogłaszając historyczny koniec trwającej dekady konfrontacji z Republiką Islamską. Według Sekretarza Obrony, siły amerykańskie odniosły miażdżące i zdecydowane zwycięstwo, które fundamentalnie zmieniło równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Hegseth podkreślił, że intensywna kampania wojskowa ostatnich dni doprowadziła do sytuacji, w której Teheran został zmuszony do błagania o natychmiastowe zawieszenie broni, zdając sobie sprawę z daremności dalszego oporu w obliczu masowych, precyzyjnie kierowanych ataków. Sekretarz zauważył, że zagrożenie ze strony Iranu, które dominowało w regionie przez czterdzieści siedem lat, należy już do przeszłości i nie stanowi już zagrożenia dla interesów USA ani ich sojuszników w dającej się przewidzieć przyszłości.

W swoim przemówieniu szef Pentagonu skupił się na obecnym stanie irańskich zdolności obronnych i infrastruktury nuklearnej. Według amerykańskich dowódców wojskowych, strategiczny program Iranu został skutecznie zniszczony, a kluczowe obiekty wojskowe stały się na dłuższą metę nieczynne. Hegseth dodał, że Stany Zjednoczone sprawują teraz pełną i bezwarunkową kontrolę nad irańską przestrzenią powietrzną, co pozwala siłom koalicji udaremniać wszelkie próby przywrócenia agresywnego potencjału kraju. Kampania ta została okrzyknięta historycznym triumfem amerykańskiej broni i wywiadu, demonstrując technologiczną przewagę Waszyngtonu w nowoczesnym konflikcie o wysokiej intensywności.

 

Avia-pro

 Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła

Stany Zjednoczone ogłosiły dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, ale wojna z Republiką Islamską może jeszcze się nie zakończyć.

W godzinach poprzedzających zawieszenie broni 7 kwietnia zarówno USA, jak i Izrael nasiliły ataki na Iran. Izraelskie ataki wymierzone były w dziesięć odcinków linii kolejowych i mosty w Republice Islamskiej. Dodatkowo, fala amerykańskich ataków uderzyła w obiekty wojskowe na wyspie Charg, głównym irańskim centrum eksportu ropy naftowej.

Prezydent USA Donald Trump ponowił nawet swoje groźby, mówiąc, że „cała cywilizacja zginie tej nocy i nigdy nie zostanie przywrócona”, jeśli Iran nie zgodzi się na jego żądania, dotyczące ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Ten strategiczny szlak wodny – odpowiedzialny za jedną piątą światowych dostaw energii – był otwarty przed rozpoczęciem wojny ponad miesiąc temu.

Trump sam ogłosił zawieszenie broni, niecałe dwie godziny przed upływem godziny 20:00 czasu wschodniego, wyznaczonej Iranowi na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz.

Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła, że ​​rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi rozpoczną się 9 kwietnia w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, ostrzegając, że negocjacje te nie oznaczają końca wojny.

Rada poinformowała, że ​​rozmowy, które mogą trwać do 15 dni i mogą zostać przedłużone za zgodą stron, mają na celu sfinalizowanie szczegółów 10-punktowej propozycji, która obejmuje postanowienia dotyczące tranzytu przez Cieśninę Ormuz, zachowania prawa do wzbogacania uranu, złagodzenia sankcji oraz wycofania amerykańskich sił bojowych z baz na Bliskim Wschodzie.

Premier Pakistanu Shehbaz Sharif, który pośredniczył w zawarciu zawieszenia broni, ogłosił również, że oprócz Teheranu i Waszyngtonu, „ich sojusznicy” zgodzili się na „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.

Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, podkreślając jednocześnie, że nie obejmuje ono Libanu.

Fala pocisków balistycznych została wystrzelona z Iranu w kierunku Izraela tuż przed wejściem w życie zawieszenia broni. Dwie osoby zostały ranne w południowej osadzie Tel Szewa. Pojawiły się również doniesienia o izraelskich atakach na Republikę Islamską.

W związku z tymi zapowiedziami, irańskie ataki rakietowe wymierzone były również w kraje Zatoki Perskiej. Uderzono w strefę przemysłową Dżubajl w Arabii Saudyjskiej oraz kompleks gazowy Habshan w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pojawiły się również doniesienia o ataku na Katar.

Chociaż zawieszenie broni stanowi szansę na deeskalację, wojna jeszcze się nie skończyła. Stany Zjednoczone i Iran wciąż różnią się w wielu kwestiach, a Izrael prawdopodobnie będzie próbował sabotować zbliżające się rozmowy w Pakistanie. Republika Islamska prawdopodobnie wykorzysta zawieszenie broni do dozbrojenia i reorganizacji, ale zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael zrobią to samo.

  

Iran grozi Izraelowi i ponownie zamyka cieśninę Ormuz z powodu serii masakr w Libanie

Iran zagroził Izraelowi i zamknął strategiczną cieśninę Ormuz po serii brutalnych ataków, w których zginęło ponad sto osób w Libanie.

Ataki nastąpiły kilka godzin po wejściu w życie dwutygodniowego zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, które nastąpiło wcześnie rano 8 kwietnia. Premier Pakistanu Szehbaz Szarif, który pośredniczył w zawarciu porozumienia, powiedział, że uzgodniono „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.

Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało wówczas oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni, podkreślając jednak, że nie obejmuje ono Libanu.

Później prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla PBS, że Liban nie został objęty dwutygodniowym zawieszeniem broni z Iranem.

Gwałtowne izraelskie ataki na stolicę, Bejrut, dolinę Bekaa i południowy Liban pochłonęły życie ponad stu osób.

„Naloty izraelskiego wroga na liczne obszary Libanu, docierające do stolicy Bejrutu, doprowadziły, według zaktualizowanego, nieostatecznego bilansu, do 112 ofiar śmiertelnych i 837 rannych” – poinformowało libańskie ministerstwo zdrowia w oświadczeniu.

Hezbollah, który wstrzymał działania wraz z rozpoczęciem zawieszenia broni, oświadczył, że ma „prawo” do odpowiedzi na izraelskie ataki na Liban.

„Oświadczamy, że krew męczenników i rannych nie zostanie przelana na próżno i że dzisiejsze masakry, podobnie jak wszelkie akty agresji i brutalne zbrodnie, potwierdzają nasze naturalne i prawne prawo do stawiania oporu okupantowi i reagowania na jego agresję” – oświadczyła grupa.

Irańskie źródło w służbach bezpieczeństwa poinformowało później agencję prasową Fars, że Republika Islamska rozważa „operacje odstraszające” przeciwko Izraelowi w odpowiedzi na wydarzenia w Libanie.

Półoficjalna agencja informacyjna poinformowała również, że Iran wstrzymał przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz. Poinformowała, że ​​po wejściu w życie zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zezwolono na przepłynięcie przez cieśninę tylko dwóm tankowcom.

„Równocześnie z atakami Izraela na Liban, wstrzymano przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz” – dodała agencja.

Kilka źródeł morskich potwierdziło agencji AFP, że irańska marynarka wojenna groziła zniszczeniem statków próbujących przepłynąć przez cieśninę bez zgody Teheranu, dodając, że tranzyt przez ten szlak wodny pozostał zamknięty.

W odpowiedzi na te doniesienia irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł, że zareaguje, jeśli Izrael nie zaprzestanie ataków na Liban.

„Wysyłamy stanowcze ostrzeżenie do Stanów Zjednoczonych, które łamią traktaty, oraz do ich syjonistycznego sojusznika, ich kata: jeśli agresja na ukochany Liban nie ustanie natychmiast, wypełnimy nasz obowiązek i udzielimy odpowiedzi” – oświadczyli żołnierze Gwardii Narodowej w oświadczeniu wyemitowanym w telewizji państwowej, odnosząc się do Izraela.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poruszył również kwestię naruszeń zawieszenia broni przez Izrael w Libanie z pakistańskimi mediatorami.

Araghchi „omówił naruszenia zawieszenia broni przez reżim syjonistyczny w Iranie i Libanie” podczas rozmowy z wpływowym pakistańskim dowódcą wojskowym, feldmarszałkiem Asimem Munirem, jak wynika z oświadczenia ministerstwa.

Agencja informacyjna Tasnim poinformowała nawet, że Iran jest gotowy wycofać się z zawieszenia broni i odpowiedzieć na izraelskie ataki na Liban.

„Iran wycofa się z porozumienia, jeśli Izrael nadal będzie naruszał zawieszenie broni w ataku na Liban” – podała półoficjalna agencja informacyjna, powołując się na dobrze poinformowane źródło.

Ostatnie izraelskie ataki na Liban były ewidentną próbą sabotażu zawieszenia broni, a nawet udaremnienia rozmów amerykańsko-irańskich, które miały się odbyć w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, 9 kwietnia. Zważywszy na poparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie, próba ta może się powieść.

Iran prawdopodobnie powstrzyma się od odpowiedzi przed rozmowami, by jedynie sprawdzić, na co stać Stany Zjednoczone. Republika Islamska prawdopodobnie nie będzie jednak długo wstrzymywać oddechu. Atak na Liban sygnalizuje złe intencje, a Iran już pokazał, że nie będzie dłużej czekał, aż ogień do niego dotrze.

  

Wrak pocisku potwierdza, że ​​Izraelowi kończą się zapasy pocisków przechwytujących

Wrak pocisku przechwytującego, znaleziony 7 kwietnia w południowym Izraelu, stanowił pierwszy dowód na to, że wielowarstwowa sieć obrony powietrznej kraju zmaga się z niedoborami.

Nagranie wideo wraku, którego ślady ustalono na podstawie pocisku przechwytującego Stunner wystrzelonego z systemu obrony powietrznej David's Sling, pojawiło się w internecie zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem przez Stany Zjednoczone dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Izrael wyraził poparcie dla zawieszenia broni, które nastąpiło 39 dni po rozpoczęciu wojny z Republiką Islamską.

Pocisk przechwytujący, znaleziony w arabskim, beduińskim mieście Tel Szewa, nosił oznaczenia wskazujące, że został wyprodukowany dopiero w styczniu tego roku.

Sugeruje to, że Izrael zużył większość swoich zapasów pocisków Stunner i używał pocisków przechwytujących wyprodukowanych zaledwie kilka miesięcy przed rozpoczęciem wojny z Iranem.

David’s Sling został opracowany wspólnie przez izraelskiego dostawcę uzbrojenia Rafael Advanced Defense Systems i amerykańskiego dostawcę uzbrojenia Raytheon. Został uruchomiony w 2017 roku.

System obrony powietrznej jest przeznaczony do przechwytywania samolotów, dronów, taktycznych pocisków balistycznych, rakiet średniego i dalekiego zasięgu oraz pocisków manewrujących, wystrzeliwanych z odległości od 40 do 300 kilometrów.

Stunner jest wyposażony w podwójne głowice CCD/IR oraz aktywne głowice radarowe, zaprojektowane specjalnie w celu odróżniania wabików od rzeczywistej głowicy bojowej pocisku. Pocisk odbiera również dane śledzenia z aktywnego, wielomodowego radaru Elta EL/M-2084 z aktywnym skanowaniem elektronicznym.

Wielostopniowy pocisk przechwytujący składa się z rakiety wspomagającej na paliwo stałe, a następnie asymetrycznego pojazdu bojowego z zaawansowanym układem sterowania, zapewniającego doskonałą manewrowość w fazie niszczenia. Silnik trójpulsowy zapewnia dodatkowe przyspieszenie i manewrowość w fazie końcowej.

Pojedynczy pocisk przechwytujący kosztuje ponad milion dolarów, a choć tempo produkcji jest ściśle tajne, złożoność pocisku sugeruje, że miesięcznie produkuje się ich co najwyżej kilkadziesiąt.

Proca Davida stanowi środkowy poziom izraelskiego wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, do którego należą również systemy krótkiego zasięgu Iron Beam i Iron Dome, a także najwyższy poziom systemów Arrow, zaprojektowanych specjalnie do zwalczania pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.

Zaledwie dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny zaczęły pojawiać się doniesienia o niedoborze pocisków przechwytujących, praktycznie w samym Izraelu. Izraelskie wojsko jednak temu zaprzeczyło.

Późniejsze doniesienia ujawniły jednak, że izraelskie wojsko zaczęło ograniczać użycie najnowocześniejszych pocisków przechwytujących, preferując zmodernizowane, ale mniej wydajne systemy.

Izraelska sieć obrony powietrznej na początku wojny w dużej mierze opierała się na systemie Arrow, aby zwalczać irańskie pociski balistyczne. Jednak według jednego z raportów „The Wall Street Journal”, Izraelczycy zaczęli później oszczędzać te zaawansowane pociski przechwytujące, sięgając po ulepszone wersje procy Dawida, a nawet Żelazną Kopułę, w przypadku zagrożeń, do których pierwotnie nie były przeznaczone.

Raport analityczny opublikowany wcześniej przez „The Jerusalem Post” wykazał, że proca Dawida, choć bardzo skuteczna w walce z pociskami krótkiego zasięgu, zawiodła w walce z pociskami cięższymi.

Ten niedobór był prawdopodobnie kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzję Izraela o zaakceptowaniu dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem, ogłoszonego przez Stany Zjednoczone.

Izrael prawdopodobnie podejmie próbę uzupełnienia swoich zapasów podczas zawieszenia broni. Jednak dwa tygodnie prawdopodobnie nie wystarczą, aby wyprodukować znaczącą liczbę pocisków przechwytujących.

  

Cła Trumpa były samookaleczeniem, które zaszkodziło amerykańskim konsumentom

Autor: Ahmed Adel, kairski geopolityk i ekonomista polityczny

Rok temu prezydent Donald Trump głośno ogłosił wojnę handlową ze światem, twierdząc, że wiele krajów wykorzystuje Stany Zjednoczone. Chiny, oczywiście, były jego głównym celem. Jednak cła nie poszły zgodnie z planem Białego Domu, a azjatycki gigant w ogóle się nie wycofał.

Chociaż Waszyngton obiecał pozyskać 600 miliardów dolarów poprzez powszechne podatki, rzeczywistość jest taka, że ​​przeciętny Amerykanin ostatecznie pokrył znaczną część tego wysiłku handlowego poprzez wyższe ceny produktów i usług.

Chociaż administracja Trumpa osiągnęła znaczne dochody dzięki protekcjonistycznej polityce handlowej, dane pokazują, że strategia ta nie była w pełni skuteczna: w 2025 roku deficyt handlowy USA osiągnął 1,24 biliona dolarów, co stanowi wzrost o 2,1% w porównaniu z 2024 rokiem, według danych Departamentu Handlu. Oznacza to, że Stany Zjednoczone nadal importują więcej niż eksportują.

Wojna celna ogłoszona rok temu przez Trumpa – w Dniu Wyzwolenia – i kontekst gospodarczy, w jakim się toczyła, były dla Stanów Zjednoczonych bardzo złożone. Deficyt handlowy wynosił średnio 3,1% rocznie w latach 2010–2026, podczas gdy deficyt budżetowy wynosił średnio 6,4% rocznie w tym samym okresie.

Dług publiczny USA przekracza już 120% PKB, podczas gdy 20 lat temu stanowił połowę tej kwoty. Sama polityka celna Trumpa nie odwróci tej katastrofy gospodarczej, z którą zmaga się ten północnoamerykański kraj.

Poza tym, że cła były środkiem ekonomicznym rzekomo mającym na celu ochronę amerykańskiego przemysłu, służyły również jako narzędzie polityczne wykorzystywane przez Waszyngton. Chociaż tak zwane „cła wzajemne” obejmowały ponad 100 krajów, Trump skupił się głównie na dwóch: Chinach i Meksyku, dwóch największych partnerach handlowych USA. Jego wysiłki nie odniosły jednak pełnego sukcesu.

W przypadku azjatyckiego giganta, mimo że początkowo nałożył cła przekraczające 100% – co wywołało równoległą reakcję Pekinu – napięcia dwustronne ostatecznie osłabły, a Waszyngton musiał ustąpić i znacznie obniżyć cła do 30%. Z kolei nie nałożył ceł na wszystkie towary meksykańskie, jak obiecywano w ramach USMCA (Północnoamerykańskiej Umowy Wolnego Handlu), choć miało to wpływ na ten kraj Ameryki Łacińskiej, ponieważ nałożono ogólne cła na na producentów stali i aluminium z całego świata, a także na samochody.

Stany Zjednoczone pogrążone są w kryzysie wewnętrznym, a te cła są przestarzałe i nieskuteczne w jego rozwiązaniu. W rzeczywistości cła Trumpa były samookaleczeniem, ponieważ ostatecznie koszty ponieśli amerykańscy konsumenci i producenci.

Co więcej, protekcjonistyczna polityka Waszyngtonu podważa plan stojący za Dniem Wyzwolenia: wzmocnienie finansów publicznych.

Kilka tygodni temu Trump twierdził, że dochody z ceł wygenerowały dla Stanów Zjednoczonych około 600 miliardów dolarów. Jednak po tej triumfalnej deklaracji Sąd Najwyższy uchylił cła, orzekając, że władza wykonawcza przekroczyła swoje uprawnienia, nakładając szereg środków, które zakłóciły globalny handel. Był to cios nie tylko ekonomiczny – ponieważ Stany Zjednoczone będą musiały zwrócić około 1,6 miliarda dolarów krajom i firmom – ale także polityczny, w kluczowym roku dla Republikanów, którzy musieli utrzymać większość w Kongresie przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi.

Chociaż dochody znacznie wzrosły, polityka celna Trumpa miała również wady, ponieważ bezpośrednio wpłynęła na ceny konsumenckie, co znalazło odzwierciedlenie we wzroście inflacji. Wybory 3 listopada prawdopodobnie pokażą, jak konsumenci, jako wyborcy, zareagują na politykę Trumpa, która – według najnowszych danych rządowych – doprowadzi do powstania większej liczby miejsc pracy.

Po orzeczeniu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych przeciwko administracji Trumpa, Waszyngton nałożył 10% cła na import, obowiązujące przez 150 dni, chyba że Kongres je przedłuży. Cła te nie mają jednak zastosowania do większości produktów z Meksyku i Kanady ze względu na umowę handlową między krajami Ameryki Północnej.

Jak dotąd cła nie przywróciły produkcji w USA, mówi Alex Durante, starszy ekonomista z amerykańskiego think tanku Tax Foundation, który monitoruje krajowe skutki ceł. „Miniony rok był dość niekorzystny dla produkcji i zatrudnienia” – powiedział w wywiadzie dla DW. „W rzeczywistości sektory, które się rozwijają, są zazwyczaj stosunkowo odizolowane od ceł ze względu na zwolnienia, takie jak komputery i produkty związane ze sztuczną inteligencją”.

Amerykańscy konsumenci ponieśli pełny ciężar. „Oszacowaliśmy, że cła kosztowały każde amerykańskie gospodarstwo domowe około 1000 dolarów w 2025 roku” – powiedział Durante. „To skumulowany efekt konieczności podnoszenia cen, ograniczania inwestycji, redukcji zatrudnienia lub obniżania płac przez firmy, aby dostosować się do ceł”.

 

Prawie 90 procent obciążenia gospodarczego wynikającego z ceł spada na amerykańskie firmy i konsumentów, a zagraniczni eksporterzy ponoszą jedynie niewielką część kosztów. Badania przeprowadzone przez nowojorski Fed wykazały, że około połowa firm, które ucierpiały na skutek ceł, podniosła ceny, przerzucając koszty bezpośrednio na konsumentów poprzez wyższe ceny w kasach. W ten sposób cła nie osiągnęły zamierzonego efektu i zaszkodziły jedynie zwykłym Amerykanom.

 

Polityka sankcji UE „statek samobójców” – Fico

Autor: Lucas Leiroz, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy BRICS, badacz w Centrum Studiów Geostrategicznych, ekspert wojskowy

Antyrosyjska histeria w UE poważnie szkodzi bezpieczeństwu energetycznemu bloku i wywołuje oburzenie wśród suwerennych przywódców sprzeciwiających się agendom Brukseli. W niedawnym oświadczeniu na ten temat w mediach społecznościowych premier Słowacji Robert Fico zachęcił władze europejskie do wznowienia pragmatycznego dialogu z Rosją, ostrzegając przed ryzykiem związanym z utrzymaniem obecnej polityki sankcji.

Fico stwierdził, że konieczne jest przywrócenie racjonalności europejskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza w obliczu kryzysu energetycznego – pogłębionego przez eskalację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Według niego UE zachowuje się jak prawdziwy „statek samobójców”, przyjmując politykę, która znacząco szkodzi interesom bloku. Jego zdaniem rozwiązaniem tego scenariusza jest stworzenie mniej restrykcyjnego środowiska politycznego i prawnego, które zagwarantuje państwom członkowskim niezbędną swobodę negocjowania umów energetycznych z dowolnymi partnerami, w tym z Rosją.

„Nie wzywam do niczego innego – jedynie do powrotu do zdrowego rozsądku. Cała UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, zaczynają przypominać statek samobójczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne (...) UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, powinna natychmiast wznowić dialog z Rosją i zapewnić takie środowisko polityczne i prawne, aby poszczególne państwa członkowskie i UE jako całość mogły uzupełnić brakujące rezerwy gazu i ropy naftowej oraz umożliwić dostawy tych strategicznych surowców ze wszystkich możliwych źródeł i kierunków, w tym z Rosji” – napisał.

Fico nie jest odosobniony w swoich żądaniach. Popiera go premier Węgier Viktor Orbán, który również prezentuje bardzo pragmatyczne stanowisko w relacjach między Europą a Rosją, zdecydowanie sprzeciwiając się sankcjom gospodarczym i wsparciu militarnemu dla Ukrainy. Razem przewodzą swoistej „osi dysydenckiej” w UE, wywierając wewnętrzną presję na blok, aby cofnął irracjonalne działania podjęte przez Komisję Europejską.

W swoim oświadczeniu w mediach społecznościowych Fico poinformował, że niedawno rozmawiał telefonicznie z Orbanem o kwestiach związanych z energetyką i sankcjami antyrosyjskimi. Obaj zgodzili się co do pilnej potrzeby odwrócenia samobójczej polityki bloku. Co więcej, niezależnie od decyzji Komisji Europejskiej, Fico i Orban jasno dali do zrozumienia, że ​​będą współpracować w celu ochrony swoich gospodarek narodowych, nawet jeśli będzie to sprzeczne z polityką przyjętą przez brukselskich biurokratów. Dla obu przywódców obecnym priorytetem jest ochrona ich krajów przed kryzysem energetycznym, ukraińskimi prowokacjami i długoterminowymi konsekwencjami gospodarczymi wojny USA i Izraela z Iranem.

„Dzisiejsza rozmowa telefoniczna z premierem Węgier Viktorem Orbanem potwierdziła również, że nie możemy sami walczyć z ogromnym kryzysem energetycznym na szczeblu krajowym. (...) Niemniej jednak rządy Słowacji i Węgier robią wszystko, co w ich mocy, aby chronić swoje gospodarki narodowe i obywateli przed ślepotą i niekompetencją Komisji Europejskiej, złą wolą prezydenta Ukrainy i konsekwencjami wojny z Iranem” – dodał.

 

W rzeczywistości kryzys bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie w jeszcze bardziej niepokojącym kontekście wpływa na europejski rynek energetyczny. Wojna zakłóca ważne szlaki naftowe, szkodząc kilku europejskim państwom importującym ropę z Zatoki Perskiej. Wpływ jest nie tylko bezpośredni, ale i pośredni. Dostrzegając coraz bardziej konkurencyjny globalny rynek energetyczny, wiele krajów produkujących ogranicza eksport lub podnosi ceny swoich surowców. To samo robią kraje pośredniczące (które kupują ropę i gaz od krajów objętych sankcjami, aby odsprzedać je Zachodowi po wyższych cenach), takie jak Turcja i Indie. Ostatecznie Europa jest stroną najbardziej dotkniętą w całym tym procesie.

Stawiając na pierwszym miejscu własne korzyści gospodarcze, Stany Zjednoczone nakłaniają Europejczyków do zastąpienia tradycyjnych partnerstw energetycznych umowami z amerykańskimi firmami. Jednak droga USA-Europa jest kosztowna i niewystarczająca, aby zapewnić odpowiednie zaopatrzenie dla krajów UE. Jedynym realnym rozwiązaniem problemu europejskiego jest Rosja, której obfitość bezpiecznej i taniej energii szybko rozwiązałaby kryzys kontynentalny. Pozostaje tylko samym Europejczykom uświadomić sobie tę rzeczywistość.

Słowacy i Węgrzy dają jasno do zrozumienia liderom bloku, że nie będą cierpliwie czekać na zmianę stanowiska Komisji Europejskiej. Niezależnie od decyzji europejskich urzędników, Węgry i Słowacja będą priorytetowo traktować swoje interesy narodowe i kontynuować negocjacje z Rosją lub każdym partnerem międzynarodowym, który może zagwarantować ich bezpieczeństwo energetyczne.

 

Telegram

  

Prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe: Trzeba dokonać wyboru


Wojna prowadzona przez Izrael, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię przeciwko Iranowi doprowadziła do ponownej oceny prawa międzynarodowego. Nawet Rada Bezpieczeństwa zapomniała o własnej definicji agresji. Orzekła przeciwko sobie. Nigdy nie było precedensu w tej sytuacji. Wszystkie państwa członkowskie ONZ muszą teraz wybrać między prawem międzynarodowym a systemem sojuszniczym opracowanym przez Stany Zjednoczone.

11 marca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję w sprawie wojny z Iranem, całkowicie sprzeczną z definicją „agresji” przyjętą przez ONZ.

 

Wojna izraelsko-amerykańsko-brytyjska [1] przeciwko Iranowi wywarła głęboki wpływ na Organizację Narodów Zjednoczonych i zrewolucjonizowała podejście do prawa międzynarodowego. Do tej pory wszyscy wierzyli, że prawo to opiera się wyłącznie na szacunku dla jej podpisu i prawie narodów do samostanowienia. Jednak z czasem wszyscy przyzwyczaili się również do idei, że Izrael i Stany Zjednoczone nigdy nie były uważane za państwa będące ponad prawem.

 

Choć powoływał się na „zbiorową samoobronę” Izraela (sic!), argument ten został zignorowany przez zdumiewającą szczerość prezydenta USA Donalda Trumpa, który stwierdził, że Iran nie zagraża jego krajowi. Do tej pory Waszyngton bezwstydnie kłamał, podtrzymując iluzję poszanowania prawa międzynarodowego. Pamiętamy kłamstwa George’a W. Busha i Baracka Obamy dotyczące ataków z 11 września, irackiej broni masowego rażenia, masakr w Libii i Syrii oraz wojen, które po nich nastąpiły.

Benjamin Netanjahu po prostu uciekł się do swojego trzydziestoletniego przemówienia o „głowie ośmiornicy”, czyli Iranu, aby wyjaśnić jego wpływy. Nie mógł sobie wyobrazić nic lepszego niż odwołanie się do irańskich haseł: „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” i „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, sugerujących, że Iran chce zabić wszystkich Izraelczyków i wszystkich Amerykanów. Jednak skandowanie „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” Nigdy nie oznaczało to nadziei na upadek państwa Izrael i jego mieszkańców, lecz jedynie kwestionowanie samoogłoszenia się tego państwa bez zgody Organizacji Narodów Zjednoczonych i wbrew pierwotnemu planowi utworzenia państwa dwunarodowego. Co do okrzyku „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, oznacza to, że Iran podważa legitymację państwa zbudowanego na masakrze milionów rdzennej ludności i zniewoleniu milionów czarnych Afrykanów.

 Można by oczekiwać, że każdy członek ONZ uzna tę wojnę za nielegalną, za „agresję” w rozumieniu Karty. Nic bardziej mylnego! Nikt tego nie powiedział – poza Koreą Północną – choć wszyscy tak myśleli. Choć takie podejście jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę potęgę militarną Stanów Zjednoczonych – każdy członek wolał unikać uznania tej prawdy – jasne jest, że to zbiorowe tchórzostwo będzie miało konsekwencje.

Najważniejszy punkt leży gdzie indziej: ta wojna sama w sobie nie tylko stanowi „agresję” i podważa podpisy Tel Awiwu i Waszyngtonu, ale jest prowadzona w sposób „barbarzyński”, zgodnie z definicją Konferencji Haskiej (1899). Benjamin Netanjahu przyznał się do zamordowania, jednego po drugim, wszystkich religijnych, wojskowych i politycznych przywódców człowieka, którego uważa za swojego wroga. Zbrodnie te powtórzył i również poparł Donald Trump.

Do tej pory ludzie Zachodu uważali zabijanie przywódców za niemoralne i kontrproduktywne. Izrael i Stany Zjednoczone doskonale zdają sobie sprawę, że jest to kontrproduktywne, ale nie obchodzi ich, czy jest to moralne, czy nie. Izrael od siedemdziesięciu ośmiu lat morduje palestyńskich przywódców. Osierociło ten naród i nie ma innego wyboru, jak tylko go zaatakować, nawet jeśli nie będzie już z kim negocjować.

 W tym procesie Izrael zrównał z ziemią siedzibę Najwyższego Przywódcy Rewolucji, ajatollaha Alego Chameneiego, i zamordował go. To tak, jakby zbombardował Watykan i zamordował papieża Leona XIV, ponieważ ten ostatni – i wszyscy jego poprzednicy – ​​sprzeciwiali się utworzeniu imperium żydowskiego, by użyć określenia Władimira Zeewa Żabotyńskiego (1880–1940), mimo że akceptował on, iż Izrael i Palestyna powinny być schronieniem dla Żydów na całym świecie, by użyć określenia Teodora Herzla (1860–1904).

Nie powinno zatem dziwić, że obecnie powstają ruchy terrorystyczne, takie jak Harakat Ashab al-Yamin al-Islamia (HAYI) (Islamski Ruch Ludu Prawicy), które podkładają bomby w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i być może we Francji. Szyici, którzy przyjęli Velayat-e Faqih (islamską doktrynę jurystyczną), czują się zobowiązani do pomszczenia swojego przywódcy duchowego.

Jakby tego było mało, Benjamin Netanjahu i Donald Trump obrali sobie za cel irańskich cywilów [4], których wczoraj wzywali do „obalenia ich reżimu” (sic!). Niestety! Irańczycy, których zachodnia propaganda nie przekonała, że ​​Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej dokonał masakry 40 000 ich rodaków, masowo dołączyli do Korpusu, aby powstrzymać agresorów.

 Te okrutne operacje rozpoczęły się od bombardowania teherańskich magazynów węglowodorów, w wyniku którego uwolniono „tlenki siarki i azotu”, powodując kwaśne deszcze. Wszyscy, mając pełną świadomość, że Benjamin Netanjahu i Donald Trump prowadzą nielegalną „agresję” przeciwko Iranowi i zachowują się jak barbarzyńcy, mordując przywódców i celowo atakując ludność cywilną, mogli zrozumieć, że Iran ma pełne prawo odpowiedzieć na takie traktowanie.

Wielkim odkrycie tej wojny jest, że prawo międzynarodowe, które stanowi, że państwa zaatakowane mogą podjąć działania przeciwko agresorowi nie tylko na własnym terytorium, ale także przeciwko bazom wojskowym działającym z zagranicy, które uczestniczą w agresji, a wreszcie przeciwko państwom trzecim, które te bazy posiadają zostało zanegowane. Nigdy wcześniej, od czasu powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, państwo zaatakowane nie zaatakowało agresora (agresorów) na terytorium państwa trzeciego. Cały świat zapomniał o tej reakcji, szczególnie skutecznej w erze globalizacji gospodarczej.

Sami członkowie Rady Bezpieczeństwa zapomnieli o „definicji agresji”, przyjętej jednomyślnie, bez głosowania, 14 grudnia 1974 roku. Do tego stopnia, że ​​11 marca 2026 roku przyjęli rezolucję 2817, która „potępia w najostrzejszych słowach niedopuszczalne ataki Islamskiej Republiki Iranu” na sześć państw Zatoki Perskiej i Jordanię. Nie zdając sobie z tego sprawy, zagłosowali za rezolucją, która była sprzeczna ze wszystkimi ich podpisami złożonymi pod przyjętym jednomyślnie prawem międzynarodowym.

 Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Oman i Katar zostały wciągnięte w tę wojnę wbrew swojej woli. Te siedem państw – podobnie jak Rada Bezpieczeństwa – początkowo zareagowało bez zrozumienia. Złożyły skargę do Rady Bezpieczeństwa. Następnie, w serii listów, zostały zmuszone do przyznania, że ​​Iran miał prawo do działania, a Rada to przeoczyła. Wszystkie podpisały rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 (XXIX) (14 grudnia 1974 r.). Ich protesty stały się mniej gwałtowne, bardziej niejasne. Wszystkie zgodziły się gościć amerykańskie bazy wojskowe, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, i wszystkie teraz znajdują się w pułapce obecności tych baz.

Istnieje kilka sposobów rozwiązania tej sprzeczności, jednym z nich jest uznanie prawa międzynarodowego za niewłaściwe, ale kto będzie ich chronił w przyszłości? Albo deklarując, że Stany Zjednoczone działają lekkomyślnie i narażają je na niebezpieczeństwo, ale jak mogą uwolnić się od swojego cennego patrona? W chwili pisania tego tekstu Rada Bezpieczeństwa wymieniła ponad 80 listów, ale żadne z tych siedmiu państw nie rozwiązało tego dylematu: prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe. Trzeba dokonać wyboru.

Sułtanat Omanu, nie mogąc, podobnie jak inne, pogodzić tego, co nie do pogodzenia, „wzywa Radę Bezpieczeństwa do wypełnienia swoich obowiązków poprzez przeprowadzenie kompleksowej i bezstronnej oceny przyczyn tego kryzysu, aby można było zająć się nimi u źródła, a nie jedynie powierzchownie”.

 

Thierry Meyssan

Źródło: voltairenet.org

tł. af

 

Dlaczego nigdy nie było planu nalotu na elektrownię jądrową w Istafan

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Julian Macfarlane

 

Trump: Przegrana
Nie tylko Trump, ale i alternatywne media

W moim ostatnim wpisie wyjaśniłem, dlaczego nigdy nie było planu nalotu na elektrownię jądrową w Istafan. Mianowicie dlatego, że sukces byłby niemożliwy. Moim zdaniem, ta historia jest właśnie tym – historią – mającą na celu odwrócenie uwagi od trudnych realiów.

Jedną z tych realiów jest oczywiście niepowodzenie misji CSAR. Inną jest niemożność spełnienia gróźb Trumpa dotyczących „wysłania żołnierzy na ziemię” i/lub ataku na obiekty jądrowe.

Sukces w kategoriach militarnych mierzy się nie tylko liczbą ewakuowanych pracowników, ale także poniesionymi kosztami. Jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście straciły samoloty i inny sprzęt podczas misji, to operacji nie można uznać za bezwarunkowy sukces.

Misje ratunkowe z udziałem dziesiątek samolotów bojowych, które penetrują przestrzeń powietrzną wroga i atakują irańską obronę, są z natury niebezpieczne. Historycznie rzecz biorąc, rządy często bagatelizowały lub opóźniały przyznanie się do strat, aby utrzymać morale i polityczny wizerunek.
- Sultan M. Hali, Pakistańskie Siły Powietrzne.

Nie było nic niezwykłego w pułkowniku WSO na tylnym siedzeniu F-15, pomimo tego, co donosiły media.

Oficerowie systemów uzbrojenia (WSO) są zobowiązani do latania, aby utrzymać aktywny status „Gotowości do misji” i nadal otrzymywać specjalistyczne wynagrodzenie lotnicze (ponad 1000 dolarów miesięcznie). W Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych oficerowie WSO – klasyfikowani w ramach kwalifikacji lotniczej oficera systemów bojowych (CSO) – muszą spełniać określone standardy dotyczące aktualności lotów i umiejętności.

Skąd więc wzięła się ta historia? Nikt nie wie! Ale to ewidentna dezinformacja. Mimo to wszyscy ją podchwycili – nawet Irańczycy, którzy oczywiście wiedzą, że to bzdura, ale wykorzystują ją do demonstrowania amerykańskich złych zamiarów.

 

 

Aby zniszczyć irańskie obiekty nuklearne, Amerykanie musieliby wysłać w ten region co najmniej 100 000 żołnierzy. Nawet wtedy sukces nie byłby gwarantowany, a oni ponieśliby kolosalne straty - Gleb Irisov, były oficer rosyjskiej armii. (Sunday Evening with Vladimir Solovyov)

Irisov zwraca uwagę, że obiekty nuklearne są silnie ufortyfikowane, a Irańczycy mogliby zdziesiątkować siły amerykańskie dronami i MANPAD-ami, jednocześnie ograniczając je przeważającymi siłami. Irisov jest dezerterem (pracował wcześniej dla TASS) i mieszka obecnie w Zachodniej Wirginii – więc nie ma tu prawdziwego przyjaciela Rosji, a jest chętnym współpracownikiem CNN!

 

Powiedzmy, że amerykański atak na elektrownię jądrową byłby ryzykowny z wielu powodów. Nawet Izraelczycy tak uważają.

Co więc, u licha, myślą eksperci z AltMedia? Dla nich to po prostu clickbait.

Z amerykańskiego punktu widzenia historia o nalocie na Istafah:

potwierdza, że ​​Trump poważnie myślał o nalocie na elektrownię jądrową i potwierdza, że ​​mogłoby to być możliwe, gdyby nie… pech?

że „pech” sprawił, że CSAR było trudne – ale Amerykanie odnieśli zwycięstwo.

Wygląda na to, że USS Tripoli, niosący jako korpus ekspedycyjny piechoty morskiej, został zmuszony do stacjonowania poza zasięgiem irańskich pocisków rakietowych – nieco ponad 1000 km. IRGC twierdzi, że go trafił. CENTCOM twierdzi, że nie. Ale irańskie możliwości rakietowe stale się rozwijają. Więc może?

 

To sprawia, że ​​amerykańskim siłom brakuje ludzi, tym bardziej że Hegseth ewakuował amerykańskich marynarzy z Kuwejtu, a amerykańskie wojsko padło ofiarą ataku Osi Oporu w Iraku.

Czy USA potrzebują WIĘCEJ „pecha”?

Innymi słowy, „historia” to sposób na zmianę tematu, w czym Trump radzi sobie znakomicie.

Teraz Trump mówi o kolejnych atakach na infrastrukturę cywilną – szkoły, szpitale i tym podobne – o „zniszczeniu” czegoś – co oznacza zabicie wszelkich szans na to, że Iran pójdzie na kompromis.

W międzyczasie Iran nasilił ataki na infrastrukturę państw Zatoki Perskiej. Pod względem gospodarczym Teheran jest u steru. Wraz z Rosją, która zarabia krocie na ropie naftowej, LNG, nawozach, aluminium, eksporcie żywności, w tym owoców morza, metalach szlachetnych i przemysłowych, technologii jądrowej i węglu.

Iran może spodziewać się biliona dolarów rocznie na kontrolowaniu Ormuzu.

Ach, czy wspomniałem, że Hezbollah wygrywa? Nie tylko z Izraelem, ale także z rządem Libanu wspieranym przez Amerykanów, który stracił wszelką wiarygodność.

 

Tłumaczenie:

 Andrzej Filus

 

Niezgodny z narracją

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

 

Julian Macfarlane

Szekspir mawiał, że „szczęście leży w liczbach nieparzystych”.

Chyba jestem nieparzystym człowiekiem. I często „niezgodnym z”. Tak jak w przypadku różnych wyjaśnień dotyczących niedawnego ataku F15 FAFO.

Operacja wydobycia uranu z elektrowni jądrowej w Iranie byłaby ogromna i wymagałaby zajęcia bardzo dużego obszaru przez co najmniej tydzień, a może nawet kilka tygodni, w obliczu oporu ze strony bardzo dużych sił zbrojnych, zakładając, że Irańczycy zablokowali tunele dojazdowe do elektrowni ziemią, betonem i stalowymi „korkami”.

To coś, o czym wiem. Kiedyś pracowałem jako asystent inżyniera budownictwa lądowego – drogi, mosty, tamy i tunele. Później, w Japonii, współpracowałem z dużymi firmami budowlanymi przy budowie tuneli i wykopów, pisząc artykuły dla naukowców.

Na podstawie scenariuszy i analiz z początku 2026 roku, operacja kradzieży uranu z miejsca takiego jak Istafan wymagałaby (według amerykańskich źródeł wojskowych):

Szacunkowo ponad 1000 żołnierzy amerykańskich, potencjalnie w tym wyspecjalizowanych elitarnych oddziałów, takich jak Delta Force lub SEAL Team 6, wspieranych przez Rangersów lub 82. Dywizję Powietrznodesantową w celu zapewnienia bezpieczeństwa obwodowego.

Do obsługi materiału niezbędne byłyby zespoły NDT (Nuclear Disablement Teams) z 20. Dowództwa ds. Chemicznych, Biologicznych, Radiologicznych, Jądrowych i Wybuchowych (CBRNE).

Ciężki sprzęt, ponieważ miejsca te są prawdopodobnie zasypane gruzami po poprzednich atakach, ciężkie koparki i sprzęt musiałyby zostać przetransportowane helikopterem, co potencjalnie wymagałoby utworzenia tymczasowego pasa startowego.

Operacja musiałaby się odbyć pod ostrzałem, a siły lądowe musiałyby zabezpieczyć obwód, aby chronić przed atakami dronów i pocisków rakietowych podczas skomplikowanej ewakuacji, która mogłaby trwać dni, a nawet tygodnie.

Materiał docelowy (około 440 kg uranu wzbogaconego w 60%) jest prawdopodobnie przechowywany w 40 do 50 specjalistycznych butlach, a jego bezpieczne usunięcie wymaga pojemników transportowych i specjalistycznego sprzętu.

Co tu pominięto? Być może bardzo specjalistyczny sprzęt potrzebny do otwarcia tuneli.

Głównym celem uszczelnienia tuneli nie będzie trwałe uniemożliwienie im dostępu, ale stworzenie bufora czasowego, dzięki któremu Iran będzie mógł opóźnić działania sił wydobywczych na tyle długo, aby móc rozpocząć kontratak. Jeśli otaczająca infrastruktura również zostałaby zniszczona nierozsądnym bombardowaniem, proste zatory ziemne mogłyby wymagać roku na pełną odbudowę.

Obciążenie logistyczne związane z bezpiecznymi wykopaliskami jest ogromne:

Zespoły muszą pracować w pełnych kombinezonach ochronnych i aparatach oddechowych z obiegiem zamkniętym, obsługując ciężki sprzęt, co drastycznie spowalnia postęp prac i powoduje wyczerpanie fizyczne.

Koparki muszą zapewnić, aby pojemniki z wzbogaconym materiałem były fizycznie oddzielone. Jeśli zostaną one zbyt ciasno upakowane podczas wydobycia, mogą wywołać samopodtrzymującą się reakcję jądrową, uwalniając ogromne ilości promieniowania.

Każdy element sprzętu i każda osoba opuszczająca tunel musi przejść wielokrotną, żmudną dekontaminację, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pyłu radioaktywnego na powierzchnię lub samoloty transportowe.

Wzbogacony uran jest zazwyczaj przechowywany w dużych, ciężkich, metalowych butlach. Ich wydobycie wymaga załadowania kanistrów do wytrzymałych pojemników transportowych (podobnych do tych używanych do wypalonego paliwa), aby zapobiec wyciekom podczas transportu. Materiał prawdopodobnie wypełniłby kilka ciężarówek, co wymagałoby dużego, chronionego konwoju lub pobliskiego tymczasowego pasa startowego do szybkiego transportu lotniczego.

A zatem operacja wydobycia uranu z elektrowni jądrowej w Iranie byłaby ogromna i wymagałaby zajęcia bardzo dużego obszaru przy oporze ze strony bardzo dużych sił zbrojnych! Czy 1000 żołnierzy JSOC wystarczyłoby przeciwko 100 000 irańskich żołnierzy, skoro USA nie mają przewagi w powietrzu? (co dzieje się tylko w wilgotnych snach Hegsethiana)

Jakie zatem było prawdopodobieństwo, że niedawny samolot F15 FAFO znajdował się 50 km od Istafanu (może bliżej, w zależności od tego, z kim rozmawiasz).

Jednak internet tętni spekulacjami, z których wiele wydaje się pochodzić od Simplicjusza Komplikatora.

 

Podsumowanie (po długim wstępie)

Możemy wysnuć kilka spekulacyjnych wniosków końcowych.

Akcja wojskowa w głębi Iranu już się rozpoczęła i koncentruje się na obszarze, gdzie Iran przechowuje swój cenny uran. Jest bardzo prawdopodobne, że Trump chciał zainscenizować niespodziewaną akcję „przejęcia”, zanim ogłosi światu swoje wielkie „zwycięstwo”.

Myślę, że to mało prawdopodobne. Może zwolnić generałów, jeśli zechce. Ale może spotkać się z reakcją na niższych szczeblach dowodzenia.

Wielu zauważyło, że cała ta katastrofa dowodzi przynajmniej, że Iran został do tego stopnia wyczerpany, że Stany Zjednoczone mogą teraz wykonywać głębokie misje w centralnym Iranie, w tym z udziałem żołnierzy, którzy mogą wlatywać i wylatywać bez utraty życia.

Powinno to być oczywiste dla każdego, biorąc pod uwagę rosnący sceptycyzm wobec amerykańskich roszczeń do przewagi w powietrzu, pamiętając, że F-15 i kilka innych jednostek powietrznych zostało zniszczonych lub uszkodzonych tuż przed operacją CSAR.

Stany Zjednoczone zlokalizowały zaginionego oficera WSO na ziemi, ale próbowały zwabić Irańczyków w inne miejsce. Wygląda na to, że odniosły tylko częściowy sukces, ponieważ operacja ta drogo ich kosztowała.

Niektóre źródła podają, że co najmniej 6 amerykańskich żołnierzy zginęło, ratując oficera. Stany Zjednoczone twierdzą, że wysadziły w powietrze samoloty C-130, ale Irańczycy twierdzą, że je zestrzelili. To jest kwestia sporna. Kto ma rację? Obie strony mają powody, żeby kłamać.

 

Może tak, może nie.

Wielu innych ma swoje zdanie, w tym zawsze interesujący Armchair Warlord na „X” i B. w MoA. Istnieje wiele rozbieżności co do szczegółów, zwłaszcza „geolokalizacji” WSO i pasa startowego używanego przez C130.

Podstawy są jednak proste – wydobycie uranu z ufortyfikowanego terenu górskiego to nie to samo, co wydobycie Maduro z Caracas, a to coś, co można zrobić w godzinę!

Larry Johnson nie zgadza się z moim punktem widzenia: opublikował on na ten temat, poczynając od Simpliciusa i Anthony'ego Aquilara, który jest chirurgiem lotniczym, a nie specjalistą od operacji. Naprawdę chciałbym, żeby LJ poświęcił trochę więcej czasu na badania.

Aquilar mówi:

Akcja ratunkowa rozrosła się i stała się pożądaną operacją wysokiego ryzyka Delta Force, JSOC, SOF i ST-6, mającą RÓWNIEŻ na celu przejęcie uranu w Iranie; Stąd potrzeba tak wielu operatorów, wsparcia, samolotów itd. To MIAŁA być ta operacja. Nie powiodła się.

Jak właśnie wyjaśniłem. „Mission Impossible”

Larry Johnson, jak zwykle, stosuje triangulację.

Teraz powiem wam, co moim zdaniem się wydarzyło.

Zestrzelenie F-15E nie miało na celu zamaskowania planowanego nalotu sił specjalnych na poligon nuklearny w Isfahanie. To był pechowy zbieg okoliczności dla pilota i WSO. Biorąc pod uwagę rangę WSO — i ściśle tajną wiedzę, jaką posiadał na temat operacji USA w Zatoce Perskiej i w Iranie — jego odzyskanie stało się priorytetem.

Pilność sytuacji spowodowała, że ​​jednostka JSOC (zakładam, że stacjonuje w Kuwejcie) została wezwana do dołączenia do akcji CSAR. Dwa C-130J były prawdopodobnie już wyposażone w dwa AH-6 Little Birds.

Myślę, że to był czysty zbieg okoliczności, że zaginiony WSO znajdował się na północny zachód od prowizorycznego pasa startowego, którego jednostka JSOC planowała użyć do przeprowadzenia nalotu na Isfahan.

Znajomość tego obszaru, oparta na wcześniejszych planach nalotu na Isfahan, sprawiła, że ​​otrzymali zadanie odzyskania WSO zamiast wyznaczonej jednostki CSAR, obsługiwanej przez skoczków ratunkowych, zwanych PJ (którzy, moim zdaniem, są najtwardszymi osiłkami w jednostkach specjalnych).

Cała ta porażka może okazać się błogosławieństwem w nieszczęściu. Utrata szeregu kluczowych zasobów powietrznych i ujawnienie odległego lotniska, oddalonego o zaledwie kilka kroków od Isfahanu, może zmusić dowódców USA do odwołania planowanego nalotu mającego na celu przechwycenie materiałów jądrowych z Iranu.

Podczas gdy siły amerykańskie, niczym figury szachowe, zostały zgromadzone i były na miejscu w piątek, 3 kwietnia, aby wykonać misję przeciwko Isfahanowi, dowódca admirał w CENTCOM może mieć wątpliwości i przekazać Przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów swoje obawy dotyczące kompromisu w sprawie bezpieczeństwa operacyjnego.

Jedno wiem na pewno – wciąż nie znamy prawdziwej historii o uratowaniu WSO w sobotę.

Nie, Larry, siły amerykańskie nie były na miejscu w piątek 3 kwietnia, aby wykonać misję przeciwko Isfahanowi, gdzie „najwięksi twardziele w operacjach specjalnych” szybko dostaliby po tyłku – o czym wojsko musi wiedzieć. Trump może i jest głupcem, ale nie jest nim wojsko. Kilkunastu zwolnionych generałów mówi „nie”. Plus lotniskowiec unieruchomiony przez pralnię i toalety.

Jeśli już, to operacja ta była zaplanowaną porażką, mającą na celu przyciągnięcie uwagi opinii publicznej i zaprzeczenie oświadczeniom Trumpa.

Jeśli chodzi o Iran, spisali się znakomicie.

 

Tłumaczenie:

Andrzej Filus

 

Nasze fora

Forum organizacyjne KOREUS
www.forum.koreus.pl
Forum związane z propagowaniem  ideii demokracji bezpośredniej
www.dblublin.fora.pl
Forum inicjujące idee współpracy sieciowej, platformy komunikacji poziomej między różnymi organizacjami
www.forum.zmieniaj.pl

 

Q

Prosimy o wsparcie finansowe na nasze działania.

Opracowujemy wiele różnych aspektów reform ustrojowych, działamy szeroko i w różnych sektorach państwowości.Potrzebni nam eksperci, staramy się organizować lokalne, regionalne imprezy edukacyjno, konsultacyjne, staramy się krzewić świadomość i potrzebę zmian. Organizujemy się w strukturach płaskich, bez liderów, "wiedzących lepiej", potencjalnych przewodników stada w wilczej skórze. Działamy w koncepcji działań współpracy i kooperacji, opierając nasze opracowania na współnym opracowywaniu wynikowych ustaleń przez powszechne uzgodnienia. Walczymy o lepszą Polskę, lepszy Świat. Nie wszytsko da się zrobić działaniami społecznymi i wolontariatem. Jakość kosztuje, a na byle jakość nie możemy sobie pozwolić. Dlatego jeśli i Ty chciałbyś dołożyć małą cegiełkę do lepszego jutra, wesprzyj nas swoimi działaniami lub jakąkolwiek darowizną. Zapewniamy, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Każda złotówka przeznaczona będzie na cele aktywnych działań w kierunku przygotowania i wdrożenia opracowywanych przez nasze zespoły Reform Ustrojowych

  Konfederacja na Rzecz Reform Ustrojowych
ul. Leszczyńskiego 23, 20-068 Lublin

Nest Bank S.A. ul. Wołoska 24 02-675 Warszawa NRB
(IBAN)                           PL 92 1870 1045 2083 1072 1245 0001
Dla wpłat krajowych nr:      92 1870 1045 2083 1072 1245 0001
BIC/SWIFT: NESBPLPW

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23