slide 1

Aktualności ze świata na dzisiaj związane z niepokojami wojennymi

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Władze USA zezwalają na wznowienie działań wojennych przeciwko Iranowi

Perspektywy długotrwałego pokoju na Bliskim Wschodzie są zagrożone z powodu fundamentalnych rozbieżności między Waszyngtonem a Teheranem w sprawie żeglugi. Według „Wall Street Journal”, powołującego się na wysokich rangą urzędników amerykańskich, administracja Trumpa nie wyklucza możliwości wznowienia aktywnych działań wojennych w Iranie. Główną przeszkodą jest naleganie irańskiego kierownictwa na zapewnienie sobie wyłącznej kontroli nad Cieśniną Ormuz. Biały Dom podkreśla, że ​​narzucanie przez Teheran własnych zasad na tym strategicznie ważnym szlaku wodnym jest niedopuszczalne i może zmusić armię USA do wznowienia masowych ataków na irańską infrastrukturę wojskową i przemysłową.

Według źródeł w rządzie USA, Donald Trump nie zamierza oferować Iranowi żadnych znaczących ustępstw ani lepszych warunków tylko za otwarcie Cieśniny Ormuz. Stanowisko Waszyngtonu pozostaje niezmienne: wolność żeglugi międzynarodowej nie może być przedmiotem negocjacji ani opłat, czego domaga się Iran w swoim dziesięciopunktowym planie pokojowym. Przedstawiciele USA twierdzą, że próba Teheranu, by spieniężyć kontrolę nad cieśniną i ustanowić tam własny porządek, jest postrzegana jako bezpośrednie zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego. Jeśli Iran nadal będzie upierał się przy dominacji w cieśninie, obecne kruche zawieszenie broni ulegnie załamaniu, a kampania wojskowa, którą Pentagon wcześniej uznał za zwycięską, zostanie wznowiona z nową energią.
Źródło: avia-p

 Tranzyt ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz nie został wznowiony po zawieszeniu broni.

Pomimo oficjalnie ogłoszonego zawieszenia broni i wstępnych porozumień zawartych między USA a Iranem, kluczowa arteria morska świata pozostaje w praktyce sparaliżowana dla sektora energetycznego. „New York Times”, powołując się na dane z monitoringu satelitarnego i raporty firm żeglugowych, donosi, że od czasu wejścia w życie zawieszenia broni przez strategicznie ważną Cieśninę Ormuz nie przepłynął ani jeden tankowiec. W ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano ruch tylko czterech statków cywilnych, ale wszystkie to masowce przewożące towary nieenergetyczne. Ta sytuacja pokazuje, że globalni przewoźnicy ropy naftowej i ubezpieczyciele nadal oceniają zagrożenia w regionie jako krytyczne, preferując postawę wyczekującą, nawet w obliczu formalnego pokoju.

Obecna próżnia logistyczna budzi poważne obawy na międzynarodowych rynkach energii. Brak ruchu tankowców przez cieśninę, która zazwyczaj obsługuje około jednej piątej światowego zużycia ropy naftowej, wskazuje na utrzymujący się brak zaufania do gwarancji bezpieczeństwa. Operatorzy tankowców obawiają się nie tylko potencjalnych wypadków, ale także niepewności związanej z nowymi przepisami tranzytowymi proponowanymi przez Iran. W szczególności, obecnie dyskutowane żądania Teheranu dotyczące wysokich opłat tranzytowych i utrzymania ścisłej kontroli nad wodami zmuszają armatorów do ponownego rozważenia tras lub utrzymania flot w portach do czasu uzyskania jednoznacznych wyjaśnień prawnych i wojskowych. Dopóki cieśnina pozostanie „pusta” dla ropy, nadzieje na szybką stabilizację światowych cen energii pozostają nieuchwytne.
Avia-pro

 Sekretarz Obrony USA Hegseth: Iran błagał o zawieszenie broni

Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth wydał doniosłe oświadczenie, ogłaszając historyczny koniec trwającej dekady konfrontacji z Republiką Islamską. Według Sekretarza Obrony, siły amerykańskie odniosły miażdżące i zdecydowane zwycięstwo, które fundamentalnie zmieniło równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Hegseth podkreślił, że intensywna kampania wojskowa ostatnich dni doprowadziła do sytuacji, w której Teheran został zmuszony do błagania o natychmiastowe zawieszenie broni, zdając sobie sprawę z daremności dalszego oporu w obliczu masowych, precyzyjnie kierowanych ataków. Sekretarz zauważył, że zagrożenie ze strony Iranu, które dominowało w regionie przez czterdzieści siedem lat, należy już do przeszłości i nie stanowi już zagrożenia dla interesów USA ani ich sojuszników w dającej się przewidzieć przyszłości.

W swoim przemówieniu szef Pentagonu skupił się na obecnym stanie irańskich zdolności obronnych i infrastruktury nuklearnej. Według amerykańskich dowódców wojskowych, strategiczny program Iranu został skutecznie zniszczony, a kluczowe obiekty wojskowe stały się na dłuższą metę nieczynne. Hegseth dodał, że Stany Zjednoczone sprawują teraz pełną i bezwarunkową kontrolę nad irańską przestrzenią powietrzną, co pozwala siłom koalicji udaremniać wszelkie próby przywrócenia agresywnego potencjału kraju. Kampania ta została okrzyknięta historycznym triumfem amerykańskiej broni i wywiadu, demonstrując technologiczną przewagę Waszyngtonu w nowoczesnym konflikcie o wysokiej intensywności.

 

Avia-pro

 Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła

Stany Zjednoczone ogłosiły dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, ale wojna z Republiką Islamską może jeszcze się nie zakończyć.

W godzinach poprzedzających zawieszenie broni 7 kwietnia zarówno USA, jak i Izrael nasiliły ataki na Iran. Izraelskie ataki wymierzone były w dziesięć odcinków linii kolejowych i mosty w Republice Islamskiej. Dodatkowo, fala amerykańskich ataków uderzyła w obiekty wojskowe na wyspie Charg, głównym irańskim centrum eksportu ropy naftowej.

Prezydent USA Donald Trump ponowił nawet swoje groźby, mówiąc, że „cała cywilizacja zginie tej nocy i nigdy nie zostanie przywrócona”, jeśli Iran nie zgodzi się na jego żądania, dotyczące ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Ten strategiczny szlak wodny – odpowiedzialny za jedną piątą światowych dostaw energii – był otwarty przed rozpoczęciem wojny ponad miesiąc temu.

Trump sam ogłosił zawieszenie broni, niecałe dwie godziny przed upływem godziny 20:00 czasu wschodniego, wyznaczonej Iranowi na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz.

Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła, że ​​rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi rozpoczną się 9 kwietnia w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, ostrzegając, że negocjacje te nie oznaczają końca wojny.

Rada poinformowała, że ​​rozmowy, które mogą trwać do 15 dni i mogą zostać przedłużone za zgodą stron, mają na celu sfinalizowanie szczegółów 10-punktowej propozycji, która obejmuje postanowienia dotyczące tranzytu przez Cieśninę Ormuz, zachowania prawa do wzbogacania uranu, złagodzenia sankcji oraz wycofania amerykańskich sił bojowych z baz na Bliskim Wschodzie.

Premier Pakistanu Shehbaz Sharif, który pośredniczył w zawarciu zawieszenia broni, ogłosił również, że oprócz Teheranu i Waszyngtonu, „ich sojusznicy” zgodzili się na „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.

Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, podkreślając jednocześnie, że nie obejmuje ono Libanu.

Fala pocisków balistycznych została wystrzelona z Iranu w kierunku Izraela tuż przed wejściem w życie zawieszenia broni. Dwie osoby zostały ranne w południowej osadzie Tel Szewa. Pojawiły się również doniesienia o izraelskich atakach na Republikę Islamską.

W związku z tymi zapowiedziami, irańskie ataki rakietowe wymierzone były również w kraje Zatoki Perskiej. Uderzono w strefę przemysłową Dżubajl w Arabii Saudyjskiej oraz kompleks gazowy Habshan w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pojawiły się również doniesienia o ataku na Katar.

Chociaż zawieszenie broni stanowi szansę na deeskalację, wojna jeszcze się nie skończyła. Stany Zjednoczone i Iran wciąż różnią się w wielu kwestiach, a Izrael prawdopodobnie będzie próbował sabotować zbliżające się rozmowy w Pakistanie. Republika Islamska prawdopodobnie wykorzysta zawieszenie broni do dozbrojenia i reorganizacji, ale zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael zrobią to samo.

  

Iran grozi Izraelowi i ponownie zamyka cieśninę Ormuz z powodu serii masakr w Libanie

Iran zagroził Izraelowi i zamknął strategiczną cieśninę Ormuz po serii brutalnych ataków, w których zginęło ponad sto osób w Libanie.

Ataki nastąpiły kilka godzin po wejściu w życie dwutygodniowego zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, które nastąpiło wcześnie rano 8 kwietnia. Premier Pakistanu Szehbaz Szarif, który pośredniczył w zawarciu porozumienia, powiedział, że uzgodniono „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.

Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało wówczas oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni, podkreślając jednak, że nie obejmuje ono Libanu.

Później prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla PBS, że Liban nie został objęty dwutygodniowym zawieszeniem broni z Iranem.

Gwałtowne izraelskie ataki na stolicę, Bejrut, dolinę Bekaa i południowy Liban pochłonęły życie ponad stu osób.

„Naloty izraelskiego wroga na liczne obszary Libanu, docierające do stolicy Bejrutu, doprowadziły, według zaktualizowanego, nieostatecznego bilansu, do 112 ofiar śmiertelnych i 837 rannych” – poinformowało libańskie ministerstwo zdrowia w oświadczeniu.

Hezbollah, który wstrzymał działania wraz z rozpoczęciem zawieszenia broni, oświadczył, że ma „prawo” do odpowiedzi na izraelskie ataki na Liban.

„Oświadczamy, że krew męczenników i rannych nie zostanie przelana na próżno i że dzisiejsze masakry, podobnie jak wszelkie akty agresji i brutalne zbrodnie, potwierdzają nasze naturalne i prawne prawo do stawiania oporu okupantowi i reagowania na jego agresję” – oświadczyła grupa.

Irańskie źródło w służbach bezpieczeństwa poinformowało później agencję prasową Fars, że Republika Islamska rozważa „operacje odstraszające” przeciwko Izraelowi w odpowiedzi na wydarzenia w Libanie.

Półoficjalna agencja informacyjna poinformowała również, że Iran wstrzymał przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz. Poinformowała, że ​​po wejściu w życie zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zezwolono na przepłynięcie przez cieśninę tylko dwóm tankowcom.

„Równocześnie z atakami Izraela na Liban, wstrzymano przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz” – dodała agencja.

Kilka źródeł morskich potwierdziło agencji AFP, że irańska marynarka wojenna groziła zniszczeniem statków próbujących przepłynąć przez cieśninę bez zgody Teheranu, dodając, że tranzyt przez ten szlak wodny pozostał zamknięty.

W odpowiedzi na te doniesienia irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł, że zareaguje, jeśli Izrael nie zaprzestanie ataków na Liban.

„Wysyłamy stanowcze ostrzeżenie do Stanów Zjednoczonych, które łamią traktaty, oraz do ich syjonistycznego sojusznika, ich kata: jeśli agresja na ukochany Liban nie ustanie natychmiast, wypełnimy nasz obowiązek i udzielimy odpowiedzi” – oświadczyli żołnierze Gwardii Narodowej w oświadczeniu wyemitowanym w telewizji państwowej, odnosząc się do Izraela.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poruszył również kwestię naruszeń zawieszenia broni przez Izrael w Libanie z pakistańskimi mediatorami.

Araghchi „omówił naruszenia zawieszenia broni przez reżim syjonistyczny w Iranie i Libanie” podczas rozmowy z wpływowym pakistańskim dowódcą wojskowym, feldmarszałkiem Asimem Munirem, jak wynika z oświadczenia ministerstwa.

Agencja informacyjna Tasnim poinformowała nawet, że Iran jest gotowy wycofać się z zawieszenia broni i odpowiedzieć na izraelskie ataki na Liban.

„Iran wycofa się z porozumienia, jeśli Izrael nadal będzie naruszał zawieszenie broni w ataku na Liban” – podała półoficjalna agencja informacyjna, powołując się na dobrze poinformowane źródło.

Ostatnie izraelskie ataki na Liban były ewidentną próbą sabotażu zawieszenia broni, a nawet udaremnienia rozmów amerykańsko-irańskich, które miały się odbyć w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, 9 kwietnia. Zważywszy na poparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie, próba ta może się powieść.

Iran prawdopodobnie powstrzyma się od odpowiedzi przed rozmowami, by jedynie sprawdzić, na co stać Stany Zjednoczone. Republika Islamska prawdopodobnie nie będzie jednak długo wstrzymywać oddechu. Atak na Liban sygnalizuje złe intencje, a Iran już pokazał, że nie będzie dłużej czekał, aż ogień do niego dotrze.

  

Wrak pocisku potwierdza, że ​​Izraelowi kończą się zapasy pocisków przechwytujących

Wrak pocisku przechwytującego, znaleziony 7 kwietnia w południowym Izraelu, stanowił pierwszy dowód na to, że wielowarstwowa sieć obrony powietrznej kraju zmaga się z niedoborami.

Nagranie wideo wraku, którego ślady ustalono na podstawie pocisku przechwytującego Stunner wystrzelonego z systemu obrony powietrznej David's Sling, pojawiło się w internecie zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem przez Stany Zjednoczone dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Izrael wyraził poparcie dla zawieszenia broni, które nastąpiło 39 dni po rozpoczęciu wojny z Republiką Islamską.

Pocisk przechwytujący, znaleziony w arabskim, beduińskim mieście Tel Szewa, nosił oznaczenia wskazujące, że został wyprodukowany dopiero w styczniu tego roku.

Sugeruje to, że Izrael zużył większość swoich zapasów pocisków Stunner i używał pocisków przechwytujących wyprodukowanych zaledwie kilka miesięcy przed rozpoczęciem wojny z Iranem.

David’s Sling został opracowany wspólnie przez izraelskiego dostawcę uzbrojenia Rafael Advanced Defense Systems i amerykańskiego dostawcę uzbrojenia Raytheon. Został uruchomiony w 2017 roku.

System obrony powietrznej jest przeznaczony do przechwytywania samolotów, dronów, taktycznych pocisków balistycznych, rakiet średniego i dalekiego zasięgu oraz pocisków manewrujących, wystrzeliwanych z odległości od 40 do 300 kilometrów.

Stunner jest wyposażony w podwójne głowice CCD/IR oraz aktywne głowice radarowe, zaprojektowane specjalnie w celu odróżniania wabików od rzeczywistej głowicy bojowej pocisku. Pocisk odbiera również dane śledzenia z aktywnego, wielomodowego radaru Elta EL/M-2084 z aktywnym skanowaniem elektronicznym.

Wielostopniowy pocisk przechwytujący składa się z rakiety wspomagającej na paliwo stałe, a następnie asymetrycznego pojazdu bojowego z zaawansowanym układem sterowania, zapewniającego doskonałą manewrowość w fazie niszczenia. Silnik trójpulsowy zapewnia dodatkowe przyspieszenie i manewrowość w fazie końcowej.

Pojedynczy pocisk przechwytujący kosztuje ponad milion dolarów, a choć tempo produkcji jest ściśle tajne, złożoność pocisku sugeruje, że miesięcznie produkuje się ich co najwyżej kilkadziesiąt.

Proca Davida stanowi środkowy poziom izraelskiego wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, do którego należą również systemy krótkiego zasięgu Iron Beam i Iron Dome, a także najwyższy poziom systemów Arrow, zaprojektowanych specjalnie do zwalczania pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.

Zaledwie dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny zaczęły pojawiać się doniesienia o niedoborze pocisków przechwytujących, praktycznie w samym Izraelu. Izraelskie wojsko jednak temu zaprzeczyło.

Późniejsze doniesienia ujawniły jednak, że izraelskie wojsko zaczęło ograniczać użycie najnowocześniejszych pocisków przechwytujących, preferując zmodernizowane, ale mniej wydajne systemy.

Izraelska sieć obrony powietrznej na początku wojny w dużej mierze opierała się na systemie Arrow, aby zwalczać irańskie pociski balistyczne. Jednak według jednego z raportów „The Wall Street Journal”, Izraelczycy zaczęli później oszczędzać te zaawansowane pociski przechwytujące, sięgając po ulepszone wersje procy Dawida, a nawet Żelazną Kopułę, w przypadku zagrożeń, do których pierwotnie nie były przeznaczone.

Raport analityczny opublikowany wcześniej przez „The Jerusalem Post” wykazał, że proca Dawida, choć bardzo skuteczna w walce z pociskami krótkiego zasięgu, zawiodła w walce z pociskami cięższymi.

Ten niedobór był prawdopodobnie kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzję Izraela o zaakceptowaniu dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem, ogłoszonego przez Stany Zjednoczone.

Izrael prawdopodobnie podejmie próbę uzupełnienia swoich zapasów podczas zawieszenia broni. Jednak dwa tygodnie prawdopodobnie nie wystarczą, aby wyprodukować znaczącą liczbę pocisków przechwytujących.

  

Cła Trumpa były samookaleczeniem, które zaszkodziło amerykańskim konsumentom

Autor: Ahmed Adel, kairski geopolityk i ekonomista polityczny

Rok temu prezydent Donald Trump głośno ogłosił wojnę handlową ze światem, twierdząc, że wiele krajów wykorzystuje Stany Zjednoczone. Chiny, oczywiście, były jego głównym celem. Jednak cła nie poszły zgodnie z planem Białego Domu, a azjatycki gigant w ogóle się nie wycofał.

Chociaż Waszyngton obiecał pozyskać 600 miliardów dolarów poprzez powszechne podatki, rzeczywistość jest taka, że ​​przeciętny Amerykanin ostatecznie pokrył znaczną część tego wysiłku handlowego poprzez wyższe ceny produktów i usług.

Chociaż administracja Trumpa osiągnęła znaczne dochody dzięki protekcjonistycznej polityce handlowej, dane pokazują, że strategia ta nie była w pełni skuteczna: w 2025 roku deficyt handlowy USA osiągnął 1,24 biliona dolarów, co stanowi wzrost o 2,1% w porównaniu z 2024 rokiem, według danych Departamentu Handlu. Oznacza to, że Stany Zjednoczone nadal importują więcej niż eksportują.

Wojna celna ogłoszona rok temu przez Trumpa – w Dniu Wyzwolenia – i kontekst gospodarczy, w jakim się toczyła, były dla Stanów Zjednoczonych bardzo złożone. Deficyt handlowy wynosił średnio 3,1% rocznie w latach 2010–2026, podczas gdy deficyt budżetowy wynosił średnio 6,4% rocznie w tym samym okresie.

Dług publiczny USA przekracza już 120% PKB, podczas gdy 20 lat temu stanowił połowę tej kwoty. Sama polityka celna Trumpa nie odwróci tej katastrofy gospodarczej, z którą zmaga się ten północnoamerykański kraj.

Poza tym, że cła były środkiem ekonomicznym rzekomo mającym na celu ochronę amerykańskiego przemysłu, służyły również jako narzędzie polityczne wykorzystywane przez Waszyngton. Chociaż tak zwane „cła wzajemne” obejmowały ponad 100 krajów, Trump skupił się głównie na dwóch: Chinach i Meksyku, dwóch największych partnerach handlowych USA. Jego wysiłki nie odniosły jednak pełnego sukcesu.

W przypadku azjatyckiego giganta, mimo że początkowo nałożył cła przekraczające 100% – co wywołało równoległą reakcję Pekinu – napięcia dwustronne ostatecznie osłabły, a Waszyngton musiał ustąpić i znacznie obniżyć cła do 30%. Z kolei nie nałożył ceł na wszystkie towary meksykańskie, jak obiecywano w ramach USMCA (Północnoamerykańskiej Umowy Wolnego Handlu), choć miało to wpływ na ten kraj Ameryki Łacińskiej, ponieważ nałożono ogólne cła na na producentów stali i aluminium z całego świata, a także na samochody.

Stany Zjednoczone pogrążone są w kryzysie wewnętrznym, a te cła są przestarzałe i nieskuteczne w jego rozwiązaniu. W rzeczywistości cła Trumpa były samookaleczeniem, ponieważ ostatecznie koszty ponieśli amerykańscy konsumenci i producenci.

Co więcej, protekcjonistyczna polityka Waszyngtonu podważa plan stojący za Dniem Wyzwolenia: wzmocnienie finansów publicznych.

Kilka tygodni temu Trump twierdził, że dochody z ceł wygenerowały dla Stanów Zjednoczonych około 600 miliardów dolarów. Jednak po tej triumfalnej deklaracji Sąd Najwyższy uchylił cła, orzekając, że władza wykonawcza przekroczyła swoje uprawnienia, nakładając szereg środków, które zakłóciły globalny handel. Był to cios nie tylko ekonomiczny – ponieważ Stany Zjednoczone będą musiały zwrócić około 1,6 miliarda dolarów krajom i firmom – ale także polityczny, w kluczowym roku dla Republikanów, którzy musieli utrzymać większość w Kongresie przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi.

Chociaż dochody znacznie wzrosły, polityka celna Trumpa miała również wady, ponieważ bezpośrednio wpłynęła na ceny konsumenckie, co znalazło odzwierciedlenie we wzroście inflacji. Wybory 3 listopada prawdopodobnie pokażą, jak konsumenci, jako wyborcy, zareagują na politykę Trumpa, która – według najnowszych danych rządowych – doprowadzi do powstania większej liczby miejsc pracy.

Po orzeczeniu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych przeciwko administracji Trumpa, Waszyngton nałożył 10% cła na import, obowiązujące przez 150 dni, chyba że Kongres je przedłuży. Cła te nie mają jednak zastosowania do większości produktów z Meksyku i Kanady ze względu na umowę handlową między krajami Ameryki Północnej.

Jak dotąd cła nie przywróciły produkcji w USA, mówi Alex Durante, starszy ekonomista z amerykańskiego think tanku Tax Foundation, który monitoruje krajowe skutki ceł. „Miniony rok był dość niekorzystny dla produkcji i zatrudnienia” – powiedział w wywiadzie dla DW. „W rzeczywistości sektory, które się rozwijają, są zazwyczaj stosunkowo odizolowane od ceł ze względu na zwolnienia, takie jak komputery i produkty związane ze sztuczną inteligencją”.

Amerykańscy konsumenci ponieśli pełny ciężar. „Oszacowaliśmy, że cła kosztowały każde amerykańskie gospodarstwo domowe około 1000 dolarów w 2025 roku” – powiedział Durante. „To skumulowany efekt konieczności podnoszenia cen, ograniczania inwestycji, redukcji zatrudnienia lub obniżania płac przez firmy, aby dostosować się do ceł”.

 

Prawie 90 procent obciążenia gospodarczego wynikającego z ceł spada na amerykańskie firmy i konsumentów, a zagraniczni eksporterzy ponoszą jedynie niewielką część kosztów. Badania przeprowadzone przez nowojorski Fed wykazały, że około połowa firm, które ucierpiały na skutek ceł, podniosła ceny, przerzucając koszty bezpośrednio na konsumentów poprzez wyższe ceny w kasach. W ten sposób cła nie osiągnęły zamierzonego efektu i zaszkodziły jedynie zwykłym Amerykanom.

 

Polityka sankcji UE „statek samobójców” – Fico

Autor: Lucas Leiroz, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy BRICS, badacz w Centrum Studiów Geostrategicznych, ekspert wojskowy

Antyrosyjska histeria w UE poważnie szkodzi bezpieczeństwu energetycznemu bloku i wywołuje oburzenie wśród suwerennych przywódców sprzeciwiających się agendom Brukseli. W niedawnym oświadczeniu na ten temat w mediach społecznościowych premier Słowacji Robert Fico zachęcił władze europejskie do wznowienia pragmatycznego dialogu z Rosją, ostrzegając przed ryzykiem związanym z utrzymaniem obecnej polityki sankcji.

Fico stwierdził, że konieczne jest przywrócenie racjonalności europejskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza w obliczu kryzysu energetycznego – pogłębionego przez eskalację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Według niego UE zachowuje się jak prawdziwy „statek samobójców”, przyjmując politykę, która znacząco szkodzi interesom bloku. Jego zdaniem rozwiązaniem tego scenariusza jest stworzenie mniej restrykcyjnego środowiska politycznego i prawnego, które zagwarantuje państwom członkowskim niezbędną swobodę negocjowania umów energetycznych z dowolnymi partnerami, w tym z Rosją.

„Nie wzywam do niczego innego – jedynie do powrotu do zdrowego rozsądku. Cała UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, zaczynają przypominać statek samobójczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne (...) UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, powinna natychmiast wznowić dialog z Rosją i zapewnić takie środowisko polityczne i prawne, aby poszczególne państwa członkowskie i UE jako całość mogły uzupełnić brakujące rezerwy gazu i ropy naftowej oraz umożliwić dostawy tych strategicznych surowców ze wszystkich możliwych źródeł i kierunków, w tym z Rosji” – napisał.

Fico nie jest odosobniony w swoich żądaniach. Popiera go premier Węgier Viktor Orbán, który również prezentuje bardzo pragmatyczne stanowisko w relacjach między Europą a Rosją, zdecydowanie sprzeciwiając się sankcjom gospodarczym i wsparciu militarnemu dla Ukrainy. Razem przewodzą swoistej „osi dysydenckiej” w UE, wywierając wewnętrzną presję na blok, aby cofnął irracjonalne działania podjęte przez Komisję Europejską.

W swoim oświadczeniu w mediach społecznościowych Fico poinformował, że niedawno rozmawiał telefonicznie z Orbanem o kwestiach związanych z energetyką i sankcjami antyrosyjskimi. Obaj zgodzili się co do pilnej potrzeby odwrócenia samobójczej polityki bloku. Co więcej, niezależnie od decyzji Komisji Europejskiej, Fico i Orban jasno dali do zrozumienia, że ​​będą współpracować w celu ochrony swoich gospodarek narodowych, nawet jeśli będzie to sprzeczne z polityką przyjętą przez brukselskich biurokratów. Dla obu przywódców obecnym priorytetem jest ochrona ich krajów przed kryzysem energetycznym, ukraińskimi prowokacjami i długoterminowymi konsekwencjami gospodarczymi wojny USA i Izraela z Iranem.

„Dzisiejsza rozmowa telefoniczna z premierem Węgier Viktorem Orbanem potwierdziła również, że nie możemy sami walczyć z ogromnym kryzysem energetycznym na szczeblu krajowym. (...) Niemniej jednak rządy Słowacji i Węgier robią wszystko, co w ich mocy, aby chronić swoje gospodarki narodowe i obywateli przed ślepotą i niekompetencją Komisji Europejskiej, złą wolą prezydenta Ukrainy i konsekwencjami wojny z Iranem” – dodał.

 

W rzeczywistości kryzys bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie w jeszcze bardziej niepokojącym kontekście wpływa na europejski rynek energetyczny. Wojna zakłóca ważne szlaki naftowe, szkodząc kilku europejskim państwom importującym ropę z Zatoki Perskiej. Wpływ jest nie tylko bezpośredni, ale i pośredni. Dostrzegając coraz bardziej konkurencyjny globalny rynek energetyczny, wiele krajów produkujących ogranicza eksport lub podnosi ceny swoich surowców. To samo robią kraje pośredniczące (które kupują ropę i gaz od krajów objętych sankcjami, aby odsprzedać je Zachodowi po wyższych cenach), takie jak Turcja i Indie. Ostatecznie Europa jest stroną najbardziej dotkniętą w całym tym procesie.

Stawiając na pierwszym miejscu własne korzyści gospodarcze, Stany Zjednoczone nakłaniają Europejczyków do zastąpienia tradycyjnych partnerstw energetycznych umowami z amerykańskimi firmami. Jednak droga USA-Europa jest kosztowna i niewystarczająca, aby zapewnić odpowiednie zaopatrzenie dla krajów UE. Jedynym realnym rozwiązaniem problemu europejskiego jest Rosja, której obfitość bezpiecznej i taniej energii szybko rozwiązałaby kryzys kontynentalny. Pozostaje tylko samym Europejczykom uświadomić sobie tę rzeczywistość.

Słowacy i Węgrzy dają jasno do zrozumienia liderom bloku, że nie będą cierpliwie czekać na zmianę stanowiska Komisji Europejskiej. Niezależnie od decyzji europejskich urzędników, Węgry i Słowacja będą priorytetowo traktować swoje interesy narodowe i kontynuować negocjacje z Rosją lub każdym partnerem międzynarodowym, który może zagwarantować ich bezpieczeństwo energetyczne.

 

Telegram

  

Prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe: Trzeba dokonać wyboru


Wojna prowadzona przez Izrael, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię przeciwko Iranowi doprowadziła do ponownej oceny prawa międzynarodowego. Nawet Rada Bezpieczeństwa zapomniała o własnej definicji agresji. Orzekła przeciwko sobie. Nigdy nie było precedensu w tej sytuacji. Wszystkie państwa członkowskie ONZ muszą teraz wybrać między prawem międzynarodowym a systemem sojuszniczym opracowanym przez Stany Zjednoczone.

11 marca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję w sprawie wojny z Iranem, całkowicie sprzeczną z definicją „agresji” przyjętą przez ONZ.

 

Wojna izraelsko-amerykańsko-brytyjska [1] przeciwko Iranowi wywarła głęboki wpływ na Organizację Narodów Zjednoczonych i zrewolucjonizowała podejście do prawa międzynarodowego. Do tej pory wszyscy wierzyli, że prawo to opiera się wyłącznie na szacunku dla jej podpisu i prawie narodów do samostanowienia. Jednak z czasem wszyscy przyzwyczaili się również do idei, że Izrael i Stany Zjednoczone nigdy nie były uważane za państwa będące ponad prawem.

 

Choć powoływał się na „zbiorową samoobronę” Izraela (sic!), argument ten został zignorowany przez zdumiewającą szczerość prezydenta USA Donalda Trumpa, który stwierdził, że Iran nie zagraża jego krajowi. Do tej pory Waszyngton bezwstydnie kłamał, podtrzymując iluzję poszanowania prawa międzynarodowego. Pamiętamy kłamstwa George’a W. Busha i Baracka Obamy dotyczące ataków z 11 września, irackiej broni masowego rażenia, masakr w Libii i Syrii oraz wojen, które po nich nastąpiły.

Benjamin Netanjahu po prostu uciekł się do swojego trzydziestoletniego przemówienia o „głowie ośmiornicy”, czyli Iranu, aby wyjaśnić jego wpływy. Nie mógł sobie wyobrazić nic lepszego niż odwołanie się do irańskich haseł: „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” i „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, sugerujących, że Iran chce zabić wszystkich Izraelczyków i wszystkich Amerykanów. Jednak skandowanie „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” Nigdy nie oznaczało to nadziei na upadek państwa Izrael i jego mieszkańców, lecz jedynie kwestionowanie samoogłoszenia się tego państwa bez zgody Organizacji Narodów Zjednoczonych i wbrew pierwotnemu planowi utworzenia państwa dwunarodowego. Co do okrzyku „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, oznacza to, że Iran podważa legitymację państwa zbudowanego na masakrze milionów rdzennej ludności i zniewoleniu milionów czarnych Afrykanów.

 Można by oczekiwać, że każdy członek ONZ uzna tę wojnę za nielegalną, za „agresję” w rozumieniu Karty. Nic bardziej mylnego! Nikt tego nie powiedział – poza Koreą Północną – choć wszyscy tak myśleli. Choć takie podejście jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę potęgę militarną Stanów Zjednoczonych – każdy członek wolał unikać uznania tej prawdy – jasne jest, że to zbiorowe tchórzostwo będzie miało konsekwencje.

Najważniejszy punkt leży gdzie indziej: ta wojna sama w sobie nie tylko stanowi „agresję” i podważa podpisy Tel Awiwu i Waszyngtonu, ale jest prowadzona w sposób „barbarzyński”, zgodnie z definicją Konferencji Haskiej (1899). Benjamin Netanjahu przyznał się do zamordowania, jednego po drugim, wszystkich religijnych, wojskowych i politycznych przywódców człowieka, którego uważa za swojego wroga. Zbrodnie te powtórzył i również poparł Donald Trump.

Do tej pory ludzie Zachodu uważali zabijanie przywódców za niemoralne i kontrproduktywne. Izrael i Stany Zjednoczone doskonale zdają sobie sprawę, że jest to kontrproduktywne, ale nie obchodzi ich, czy jest to moralne, czy nie. Izrael od siedemdziesięciu ośmiu lat morduje palestyńskich przywódców. Osierociło ten naród i nie ma innego wyboru, jak tylko go zaatakować, nawet jeśli nie będzie już z kim negocjować.

 W tym procesie Izrael zrównał z ziemią siedzibę Najwyższego Przywódcy Rewolucji, ajatollaha Alego Chameneiego, i zamordował go. To tak, jakby zbombardował Watykan i zamordował papieża Leona XIV, ponieważ ten ostatni – i wszyscy jego poprzednicy – ​​sprzeciwiali się utworzeniu imperium żydowskiego, by użyć określenia Władimira Zeewa Żabotyńskiego (1880–1940), mimo że akceptował on, iż Izrael i Palestyna powinny być schronieniem dla Żydów na całym świecie, by użyć określenia Teodora Herzla (1860–1904).

Nie powinno zatem dziwić, że obecnie powstają ruchy terrorystyczne, takie jak Harakat Ashab al-Yamin al-Islamia (HAYI) (Islamski Ruch Ludu Prawicy), które podkładają bomby w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i być może we Francji. Szyici, którzy przyjęli Velayat-e Faqih (islamską doktrynę jurystyczną), czują się zobowiązani do pomszczenia swojego przywódcy duchowego.

Jakby tego było mało, Benjamin Netanjahu i Donald Trump obrali sobie za cel irańskich cywilów [4], których wczoraj wzywali do „obalenia ich reżimu” (sic!). Niestety! Irańczycy, których zachodnia propaganda nie przekonała, że ​​Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej dokonał masakry 40 000 ich rodaków, masowo dołączyli do Korpusu, aby powstrzymać agresorów.

 Te okrutne operacje rozpoczęły się od bombardowania teherańskich magazynów węglowodorów, w wyniku którego uwolniono „tlenki siarki i azotu”, powodując kwaśne deszcze. Wszyscy, mając pełną świadomość, że Benjamin Netanjahu i Donald Trump prowadzą nielegalną „agresję” przeciwko Iranowi i zachowują się jak barbarzyńcy, mordując przywódców i celowo atakując ludność cywilną, mogli zrozumieć, że Iran ma pełne prawo odpowiedzieć na takie traktowanie.

Wielkim odkrycie tej wojny jest, że prawo międzynarodowe, które stanowi, że państwa zaatakowane mogą podjąć działania przeciwko agresorowi nie tylko na własnym terytorium, ale także przeciwko bazom wojskowym działającym z zagranicy, które uczestniczą w agresji, a wreszcie przeciwko państwom trzecim, które te bazy posiadają zostało zanegowane. Nigdy wcześniej, od czasu powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, państwo zaatakowane nie zaatakowało agresora (agresorów) na terytorium państwa trzeciego. Cały świat zapomniał o tej reakcji, szczególnie skutecznej w erze globalizacji gospodarczej.

Sami członkowie Rady Bezpieczeństwa zapomnieli o „definicji agresji”, przyjętej jednomyślnie, bez głosowania, 14 grudnia 1974 roku. Do tego stopnia, że ​​11 marca 2026 roku przyjęli rezolucję 2817, która „potępia w najostrzejszych słowach niedopuszczalne ataki Islamskiej Republiki Iranu” na sześć państw Zatoki Perskiej i Jordanię. Nie zdając sobie z tego sprawy, zagłosowali za rezolucją, która była sprzeczna ze wszystkimi ich podpisami złożonymi pod przyjętym jednomyślnie prawem międzynarodowym.

 Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Oman i Katar zostały wciągnięte w tę wojnę wbrew swojej woli. Te siedem państw – podobnie jak Rada Bezpieczeństwa – początkowo zareagowało bez zrozumienia. Złożyły skargę do Rady Bezpieczeństwa. Następnie, w serii listów, zostały zmuszone do przyznania, że ​​Iran miał prawo do działania, a Rada to przeoczyła. Wszystkie podpisały rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 (XXIX) (14 grudnia 1974 r.). Ich protesty stały się mniej gwałtowne, bardziej niejasne. Wszystkie zgodziły się gościć amerykańskie bazy wojskowe, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, i wszystkie teraz znajdują się w pułapce obecności tych baz.

Istnieje kilka sposobów rozwiązania tej sprzeczności, jednym z nich jest uznanie prawa międzynarodowego za niewłaściwe, ale kto będzie ich chronił w przyszłości? Albo deklarując, że Stany Zjednoczone działają lekkomyślnie i narażają je na niebezpieczeństwo, ale jak mogą uwolnić się od swojego cennego patrona? W chwili pisania tego tekstu Rada Bezpieczeństwa wymieniła ponad 80 listów, ale żadne z tych siedmiu państw nie rozwiązało tego dylematu: prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe. Trzeba dokonać wyboru.

Sułtanat Omanu, nie mogąc, podobnie jak inne, pogodzić tego, co nie do pogodzenia, „wzywa Radę Bezpieczeństwa do wypełnienia swoich obowiązków poprzez przeprowadzenie kompleksowej i bezstronnej oceny przyczyn tego kryzysu, aby można było zająć się nimi u źródła, a nie jedynie powierzchownie”.

 

Thierry Meyssan

Źródło: voltairenet.org

tł. af

 

Dlaczego nigdy nie było planu nalotu na elektrownię jądrową w Istafan

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Julian Macfarlane

 

Trump: Przegrana
Nie tylko Trump, ale i alternatywne media

W moim ostatnim wpisie wyjaśniłem, dlaczego nigdy nie było planu nalotu na elektrownię jądrową w Istafan. Mianowicie dlatego, że sukces byłby niemożliwy. Moim zdaniem, ta historia jest właśnie tym – historią – mającą na celu odwrócenie uwagi od trudnych realiów.

Jedną z tych realiów jest oczywiście niepowodzenie misji CSAR. Inną jest niemożność spełnienia gróźb Trumpa dotyczących „wysłania żołnierzy na ziemię” i/lub ataku na obiekty jądrowe.

Sukces w kategoriach militarnych mierzy się nie tylko liczbą ewakuowanych pracowników, ale także poniesionymi kosztami. Jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście straciły samoloty i inny sprzęt podczas misji, to operacji nie można uznać za bezwarunkowy sukces.

Misje ratunkowe z udziałem dziesiątek samolotów bojowych, które penetrują przestrzeń powietrzną wroga i atakują irańską obronę, są z natury niebezpieczne. Historycznie rzecz biorąc, rządy często bagatelizowały lub opóźniały przyznanie się do strat, aby utrzymać morale i polityczny wizerunek.
- Sultan M. Hali, Pakistańskie Siły Powietrzne.

Nie było nic niezwykłego w pułkowniku WSO na tylnym siedzeniu F-15, pomimo tego, co donosiły media.

Oficerowie systemów uzbrojenia (WSO) są zobowiązani do latania, aby utrzymać aktywny status „Gotowości do misji” i nadal otrzymywać specjalistyczne wynagrodzenie lotnicze (ponad 1000 dolarów miesięcznie). W Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych oficerowie WSO – klasyfikowani w ramach kwalifikacji lotniczej oficera systemów bojowych (CSO) – muszą spełniać określone standardy dotyczące aktualności lotów i umiejętności.

Skąd więc wzięła się ta historia? Nikt nie wie! Ale to ewidentna dezinformacja. Mimo to wszyscy ją podchwycili – nawet Irańczycy, którzy oczywiście wiedzą, że to bzdura, ale wykorzystują ją do demonstrowania amerykańskich złych zamiarów.

 

 

Aby zniszczyć irańskie obiekty nuklearne, Amerykanie musieliby wysłać w ten region co najmniej 100 000 żołnierzy. Nawet wtedy sukces nie byłby gwarantowany, a oni ponieśliby kolosalne straty - Gleb Irisov, były oficer rosyjskiej armii. (Sunday Evening with Vladimir Solovyov)

Irisov zwraca uwagę, że obiekty nuklearne są silnie ufortyfikowane, a Irańczycy mogliby zdziesiątkować siły amerykańskie dronami i MANPAD-ami, jednocześnie ograniczając je przeważającymi siłami. Irisov jest dezerterem (pracował wcześniej dla TASS) i mieszka obecnie w Zachodniej Wirginii – więc nie ma tu prawdziwego przyjaciela Rosji, a jest chętnym współpracownikiem CNN!

 

Powiedzmy, że amerykański atak na elektrownię jądrową byłby ryzykowny z wielu powodów. Nawet Izraelczycy tak uważają.

Co więc, u licha, myślą eksperci z AltMedia? Dla nich to po prostu clickbait.

Z amerykańskiego punktu widzenia historia o nalocie na Istafah:

potwierdza, że ​​Trump poważnie myślał o nalocie na elektrownię jądrową i potwierdza, że ​​mogłoby to być możliwe, gdyby nie… pech?

że „pech” sprawił, że CSAR było trudne – ale Amerykanie odnieśli zwycięstwo.

Wygląda na to, że USS Tripoli, niosący jako korpus ekspedycyjny piechoty morskiej, został zmuszony do stacjonowania poza zasięgiem irańskich pocisków rakietowych – nieco ponad 1000 km. IRGC twierdzi, że go trafił. CENTCOM twierdzi, że nie. Ale irańskie możliwości rakietowe stale się rozwijają. Więc może?

 

To sprawia, że ​​amerykańskim siłom brakuje ludzi, tym bardziej że Hegseth ewakuował amerykańskich marynarzy z Kuwejtu, a amerykańskie wojsko padło ofiarą ataku Osi Oporu w Iraku.

Czy USA potrzebują WIĘCEJ „pecha”?

Innymi słowy, „historia” to sposób na zmianę tematu, w czym Trump radzi sobie znakomicie.

Teraz Trump mówi o kolejnych atakach na infrastrukturę cywilną – szkoły, szpitale i tym podobne – o „zniszczeniu” czegoś – co oznacza zabicie wszelkich szans na to, że Iran pójdzie na kompromis.

W międzyczasie Iran nasilił ataki na infrastrukturę państw Zatoki Perskiej. Pod względem gospodarczym Teheran jest u steru. Wraz z Rosją, która zarabia krocie na ropie naftowej, LNG, nawozach, aluminium, eksporcie żywności, w tym owoców morza, metalach szlachetnych i przemysłowych, technologii jądrowej i węglu.

Iran może spodziewać się biliona dolarów rocznie na kontrolowaniu Ormuzu.

Ach, czy wspomniałem, że Hezbollah wygrywa? Nie tylko z Izraelem, ale także z rządem Libanu wspieranym przez Amerykanów, który stracił wszelką wiarygodność.

 

Tłumaczenie:

 Andrzej Filus

 

Niezgodny z narracją

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

 

Julian Macfarlane

Szekspir mawiał, że „szczęście leży w liczbach nieparzystych”.

Chyba jestem nieparzystym człowiekiem. I często „niezgodnym z”. Tak jak w przypadku różnych wyjaśnień dotyczących niedawnego ataku F15 FAFO.

Operacja wydobycia uranu z elektrowni jądrowej w Iranie byłaby ogromna i wymagałaby zajęcia bardzo dużego obszaru przez co najmniej tydzień, a może nawet kilka tygodni, w obliczu oporu ze strony bardzo dużych sił zbrojnych, zakładając, że Irańczycy zablokowali tunele dojazdowe do elektrowni ziemią, betonem i stalowymi „korkami”.

To coś, o czym wiem. Kiedyś pracowałem jako asystent inżyniera budownictwa lądowego – drogi, mosty, tamy i tunele. Później, w Japonii, współpracowałem z dużymi firmami budowlanymi przy budowie tuneli i wykopów, pisząc artykuły dla naukowców.

Na podstawie scenariuszy i analiz z początku 2026 roku, operacja kradzieży uranu z miejsca takiego jak Istafan wymagałaby (według amerykańskich źródeł wojskowych):

Szacunkowo ponad 1000 żołnierzy amerykańskich, potencjalnie w tym wyspecjalizowanych elitarnych oddziałów, takich jak Delta Force lub SEAL Team 6, wspieranych przez Rangersów lub 82. Dywizję Powietrznodesantową w celu zapewnienia bezpieczeństwa obwodowego.

Do obsługi materiału niezbędne byłyby zespoły NDT (Nuclear Disablement Teams) z 20. Dowództwa ds. Chemicznych, Biologicznych, Radiologicznych, Jądrowych i Wybuchowych (CBRNE).

Ciężki sprzęt, ponieważ miejsca te są prawdopodobnie zasypane gruzami po poprzednich atakach, ciężkie koparki i sprzęt musiałyby zostać przetransportowane helikopterem, co potencjalnie wymagałoby utworzenia tymczasowego pasa startowego.

Operacja musiałaby się odbyć pod ostrzałem, a siły lądowe musiałyby zabezpieczyć obwód, aby chronić przed atakami dronów i pocisków rakietowych podczas skomplikowanej ewakuacji, która mogłaby trwać dni, a nawet tygodnie.

Materiał docelowy (około 440 kg uranu wzbogaconego w 60%) jest prawdopodobnie przechowywany w 40 do 50 specjalistycznych butlach, a jego bezpieczne usunięcie wymaga pojemników transportowych i specjalistycznego sprzętu.

Co tu pominięto? Być może bardzo specjalistyczny sprzęt potrzebny do otwarcia tuneli.

Głównym celem uszczelnienia tuneli nie będzie trwałe uniemożliwienie im dostępu, ale stworzenie bufora czasowego, dzięki któremu Iran będzie mógł opóźnić działania sił wydobywczych na tyle długo, aby móc rozpocząć kontratak. Jeśli otaczająca infrastruktura również zostałaby zniszczona nierozsądnym bombardowaniem, proste zatory ziemne mogłyby wymagać roku na pełną odbudowę.

Obciążenie logistyczne związane z bezpiecznymi wykopaliskami jest ogromne:

Zespoły muszą pracować w pełnych kombinezonach ochronnych i aparatach oddechowych z obiegiem zamkniętym, obsługując ciężki sprzęt, co drastycznie spowalnia postęp prac i powoduje wyczerpanie fizyczne.

Koparki muszą zapewnić, aby pojemniki z wzbogaconym materiałem były fizycznie oddzielone. Jeśli zostaną one zbyt ciasno upakowane podczas wydobycia, mogą wywołać samopodtrzymującą się reakcję jądrową, uwalniając ogromne ilości promieniowania.

Każdy element sprzętu i każda osoba opuszczająca tunel musi przejść wielokrotną, żmudną dekontaminację, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pyłu radioaktywnego na powierzchnię lub samoloty transportowe.

Wzbogacony uran jest zazwyczaj przechowywany w dużych, ciężkich, metalowych butlach. Ich wydobycie wymaga załadowania kanistrów do wytrzymałych pojemników transportowych (podobnych do tych używanych do wypalonego paliwa), aby zapobiec wyciekom podczas transportu. Materiał prawdopodobnie wypełniłby kilka ciężarówek, co wymagałoby dużego, chronionego konwoju lub pobliskiego tymczasowego pasa startowego do szybkiego transportu lotniczego.

A zatem operacja wydobycia uranu z elektrowni jądrowej w Iranie byłaby ogromna i wymagałaby zajęcia bardzo dużego obszaru przy oporze ze strony bardzo dużych sił zbrojnych! Czy 1000 żołnierzy JSOC wystarczyłoby przeciwko 100 000 irańskich żołnierzy, skoro USA nie mają przewagi w powietrzu? (co dzieje się tylko w wilgotnych snach Hegsethiana)

Jakie zatem było prawdopodobieństwo, że niedawny samolot F15 FAFO znajdował się 50 km od Istafanu (może bliżej, w zależności od tego, z kim rozmawiasz).

Jednak internet tętni spekulacjami, z których wiele wydaje się pochodzić od Simplicjusza Komplikatora.

 

Podsumowanie (po długim wstępie)

Możemy wysnuć kilka spekulacyjnych wniosków końcowych.

Akcja wojskowa w głębi Iranu już się rozpoczęła i koncentruje się na obszarze, gdzie Iran przechowuje swój cenny uran. Jest bardzo prawdopodobne, że Trump chciał zainscenizować niespodziewaną akcję „przejęcia”, zanim ogłosi światu swoje wielkie „zwycięstwo”.

Myślę, że to mało prawdopodobne. Może zwolnić generałów, jeśli zechce. Ale może spotkać się z reakcją na niższych szczeblach dowodzenia.

Wielu zauważyło, że cała ta katastrofa dowodzi przynajmniej, że Iran został do tego stopnia wyczerpany, że Stany Zjednoczone mogą teraz wykonywać głębokie misje w centralnym Iranie, w tym z udziałem żołnierzy, którzy mogą wlatywać i wylatywać bez utraty życia.

Powinno to być oczywiste dla każdego, biorąc pod uwagę rosnący sceptycyzm wobec amerykańskich roszczeń do przewagi w powietrzu, pamiętając, że F-15 i kilka innych jednostek powietrznych zostało zniszczonych lub uszkodzonych tuż przed operacją CSAR.

Stany Zjednoczone zlokalizowały zaginionego oficera WSO na ziemi, ale próbowały zwabić Irańczyków w inne miejsce. Wygląda na to, że odniosły tylko częściowy sukces, ponieważ operacja ta drogo ich kosztowała.

Niektóre źródła podają, że co najmniej 6 amerykańskich żołnierzy zginęło, ratując oficera. Stany Zjednoczone twierdzą, że wysadziły w powietrze samoloty C-130, ale Irańczycy twierdzą, że je zestrzelili. To jest kwestia sporna. Kto ma rację? Obie strony mają powody, żeby kłamać.

 

Może tak, może nie.

Wielu innych ma swoje zdanie, w tym zawsze interesujący Armchair Warlord na „X” i B. w MoA. Istnieje wiele rozbieżności co do szczegółów, zwłaszcza „geolokalizacji” WSO i pasa startowego używanego przez C130.

Podstawy są jednak proste – wydobycie uranu z ufortyfikowanego terenu górskiego to nie to samo, co wydobycie Maduro z Caracas, a to coś, co można zrobić w godzinę!

Larry Johnson nie zgadza się z moim punktem widzenia: opublikował on na ten temat, poczynając od Simpliciusa i Anthony'ego Aquilara, który jest chirurgiem lotniczym, a nie specjalistą od operacji. Naprawdę chciałbym, żeby LJ poświęcił trochę więcej czasu na badania.

Aquilar mówi:

Akcja ratunkowa rozrosła się i stała się pożądaną operacją wysokiego ryzyka Delta Force, JSOC, SOF i ST-6, mającą RÓWNIEŻ na celu przejęcie uranu w Iranie; Stąd potrzeba tak wielu operatorów, wsparcia, samolotów itd. To MIAŁA być ta operacja. Nie powiodła się.

Jak właśnie wyjaśniłem. „Mission Impossible”

Larry Johnson, jak zwykle, stosuje triangulację.

Teraz powiem wam, co moim zdaniem się wydarzyło.

Zestrzelenie F-15E nie miało na celu zamaskowania planowanego nalotu sił specjalnych na poligon nuklearny w Isfahanie. To był pechowy zbieg okoliczności dla pilota i WSO. Biorąc pod uwagę rangę WSO — i ściśle tajną wiedzę, jaką posiadał na temat operacji USA w Zatoce Perskiej i w Iranie — jego odzyskanie stało się priorytetem.

Pilność sytuacji spowodowała, że ​​jednostka JSOC (zakładam, że stacjonuje w Kuwejcie) została wezwana do dołączenia do akcji CSAR. Dwa C-130J były prawdopodobnie już wyposażone w dwa AH-6 Little Birds.

Myślę, że to był czysty zbieg okoliczności, że zaginiony WSO znajdował się na północny zachód od prowizorycznego pasa startowego, którego jednostka JSOC planowała użyć do przeprowadzenia nalotu na Isfahan.

Znajomość tego obszaru, oparta na wcześniejszych planach nalotu na Isfahan, sprawiła, że ​​otrzymali zadanie odzyskania WSO zamiast wyznaczonej jednostki CSAR, obsługiwanej przez skoczków ratunkowych, zwanych PJ (którzy, moim zdaniem, są najtwardszymi osiłkami w jednostkach specjalnych).

Cała ta porażka może okazać się błogosławieństwem w nieszczęściu. Utrata szeregu kluczowych zasobów powietrznych i ujawnienie odległego lotniska, oddalonego o zaledwie kilka kroków od Isfahanu, może zmusić dowódców USA do odwołania planowanego nalotu mającego na celu przechwycenie materiałów jądrowych z Iranu.

Podczas gdy siły amerykańskie, niczym figury szachowe, zostały zgromadzone i były na miejscu w piątek, 3 kwietnia, aby wykonać misję przeciwko Isfahanowi, dowódca admirał w CENTCOM może mieć wątpliwości i przekazać Przewodniczącemu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów swoje obawy dotyczące kompromisu w sprawie bezpieczeństwa operacyjnego.

Jedno wiem na pewno – wciąż nie znamy prawdziwej historii o uratowaniu WSO w sobotę.

Nie, Larry, siły amerykańskie nie były na miejscu w piątek 3 kwietnia, aby wykonać misję przeciwko Isfahanowi, gdzie „najwięksi twardziele w operacjach specjalnych” szybko dostaliby po tyłku – o czym wojsko musi wiedzieć. Trump może i jest głupcem, ale nie jest nim wojsko. Kilkunastu zwolnionych generałów mówi „nie”. Plus lotniskowiec unieruchomiony przez pralnię i toalety.

Jeśli już, to operacja ta była zaplanowaną porażką, mającą na celu przyciągnięcie uwagi opinii publicznej i zaprzeczenie oświadczeniom Trumpa.

Jeśli chodzi o Iran, spisali się znakomicie.

 

Tłumaczenie:

Andrzej Filus

 

Cieśnina Ormuz - wojna o ogromną kasę do wzięcia.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

[tłumaczenia z zagranicznej prasy]

 Andrzej Filus

 Stawka wynosi 100 miliardów dolarów: Trump wpadł we wściekłość, gdy usłyszał, czego Teheran żąda od Waszyngtonu
Iran i USA chcą czerpać zyski z Cieśniny Ormuz – każde z osobna


W końcu stało się jasne, dlaczego USA i Iran nie mogą dojść do porozumienia. Nie chodzi o różnice ideologiczne ani polityczne: w czasach realnej polityki wszystkie te różnice można łatwo przezwyciężyć.

W rzeczywistości USA i Iran nie mogą dojść do porozumienia w kwestiach gospodarczych: każdy z krajów chce kontrolować przepływ statków przez Cieśninę Ormuz.

Donald Trump w końcu przyznał to wprost. Tymczasem Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (który obecnie sprawuje realną władzę w kraju) od dawna utrzymuje, że przepływ przez Cieśninę Ormuz wymaga opłaty. Władze Iranu chcą pobierać co najmniej 2 miliony dolarów za statek.

Cieśnina Ormuz jako broń ekonomiczna

Ta propozycja zamienia geografię w instrument finansowy. Przed wojną w Zatoce Perskiej przez Cieśninę Ormuz przepływało dziennie około 135 statków.

Gdyby ten przepływ się utrzymywał, potencjalny dzienny dochód mógłby sięgnąć około 270 milionów dolarów, a roczny dochód zbliżyłby się do 100 miliardów dolarów.

Nawet w obecnych warunkach, gdy przepływ spadł do zaledwie kilkudziesięciu statków dziennie, mówimy o dziesiątkach milionów dolarów dziennie i miliardach rocznie.

Zatem logika ekonomiczna tej propozycji jest oczywista. Iran próbuje stworzyć alternatywne źródło dochodu, które mogłoby częściowo zrekompensować straty wynikające z sankcji.

Jednocześnie jest to sposób na konsolidację faktycznej kontroli nad kluczowym korytarzem transportowym i przekształcenie go w narzędzie nacisku politycznego.

Jednak dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników ten model jest nie do przyjęcia, według Bloomberga. Administracja Trumpa twierdzi, że uznanie opłat za przeprawę oznaczałoby dla Stanów Zjednoczonych niebezpieczny precedens, w którym strategiczne szlaki morskie mogłyby zostać poddane jednostronnej kontroli.

Podważa to zasady wolnego handlu i zmienia równowagę sił na globalnym rynku energii. Choć to zupełnie inna historia: Amerykanie od dawna stosują tę samą agresję ekonomiczną wobec innych krajów.

Ekonomia kontra polityka

Plan Teheranu, rozpowszechniany za pośrednictwem Pakistanu, skutecznie przeczy samej idei tymczasowego zawieszenia broni. Według „New York Timesa” i agencji Reuters, Iran proponuje nie krótkotrwałą przerwę, lecz trwałe zakończenie konfliktu na własnych warunkach.

Teheran żąda od USA następujących rzeczy:

gwarancji nieagresji;
całkowitego zniesienia sankcji;
zaprzestania ataków na struktury sojusznicze (w tym na placówki w południowym Libanie, Palestynie, Jemenie i innych krajach);
wypłacenia reparacji za zniszczoną infrastrukturę.

W tych okolicznościach sama idea tymczasowego zawieszenia broni jest odrzucana jako pozbawiona sensu. Administracja Trumpa prywatnie oświadczyła, że ​​nie może zaakceptować żądań Iranu, które w rzeczywistości oznaczają przyznanie się do porażki bez formalnego rozwiązania militarnego.

Dlatego nawet mediacja Pakistanu i omawiane formy krótkoterminowego zawieszenia broni wydają się niczym więcej niż fikcją. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że stawką jest 100 miliardów dolarów opłat za przejazd przez Cieśninę Ormuz. Trump sprzedałby za tę kwotę własną matkę.

Dlaczego kompromis jest niemożliwy

Amerykańscy pachołkowie dolewają oliwy do ognia. Były doradca prezydenta i prominentny republikanin John Bolton proponuje zwiększenie presji na Chiny i Rosję, żądając, by przestały wspierać Teheran, a jeśli odmówią, rozszerzyły pomoc dla innych sojuszników USA.

Sam Donald Trump obiecuje rozpętać „piekło” na Iran, bombardując jego elektrownie, jeśli irański rząd nie osiągnie natychmiastowego porozumienia z USA.

Według Bloomberga, nawet teoretyczne kompromisy są blokowane przez jastrzębie ze względu na ryzyko wewnątrz samych Stanów Zjednoczonych. Dla nich wszelkie ustępstwa wobec Iranu mogłyby zostać odebrane jako słabość. Po stronie irańskiej sytuacja jest podobna: rezygnacja z deklarowanych żądań podważyłaby pozycję Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Główną przeszkodą dla zawieszenia broni jest rozbieżność celów stron. Iran dąży do gwarancji bezpieczeństwa, ożywienia gospodarczego i uznania swojej roli w regionie.

Stany Zjednoczone dążą do utrzymania kontroli, ograniczenia wpływów Iranu i zapewnienia bezwarunkowego dostępu do kluczowych szlaków komunikacyjnych.

Propozycja dotycząca Cieśniny Ormuz jedynie uwypukla ten konflikt. Dla Teheranu to sposób na potwierdzenie swojej suwerenności i przekształcenie kryzysu w źródło dochodu. Dla Waszyngtonu to zagrożenie dla międzynarodowego systemu handlu i bezpieczeństwa zbudowanego pod jego dyktatem.

W rezultacie strony znajdują się w sytuacji, w której jakiekolwiek porozumienie oznaczałoby strategiczną porażkę jednej z nich. Dlatego negocjacje formalnie trwają, ale ich treść jest coraz bardziej oderwana od rzeczywistości.

 

Źródło:

Konstantin Olszanski

Swobodnaja Pressa

Nieciekawa sytuacja na Bliskim Wschodzie

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Andrzej Filus

 

Cieśnina Ormuz – punkt bez powrotu: Jak Iran zmienił zasady panujące w Zatoce Perskiej – i dlaczego Waszyngton nie może już tego zmienić

Deklaracja Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej z 5 kwietnia nie jest związana z czasem wojny. To strategiczny werdykt. Trzydzieści siedem dni po rozpoczęciu agresji izraelsko-amerykańskiej na Iran w ramach „wojny ramadanowej”, najważniejszy punkt morski na świecie zmienił właściciela – nie w wyniku okupacji, ale nieodwracalnego faktu operacyjnego. Fala geoekonomiczna dopiero się zaczyna.

W nocy 5 kwietnia Dowództwo Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej opublikowało krótkie, ale wstrząsające oświadczenie na X: „Cieśnina Ormuz nigdy nie powróci do swojego poprzedniego statusu, zwłaszcza dla USA i reżimu syjonistycznego”. Dodano w nim, że irańskie siły morskie znajdują się w „końcowej fazie przygotowań operacyjnych” do nowej architektury bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej – zaprojektowanej i egzekwowanej wyłącznie przez państwa nadbrzeżne, bez samozwańczej roli imperialnych sił morskich Waszyngtonu.

To nie jest propaganda. To doktrynalne oświadczenie poparte 37 dniami operacji wojskowych, uszkodzeniami infrastruktury potwierdzonymi satelitarnie, 90-procentowym spadkiem ruchu w najpoważniejszym punkcie przeładunkowym ropy naftowej na świecie oraz ceną ropy naftowej, która przekroczyła już 126 dolarów za baryłkę. Era amerykańskiej hegemonii morskiej w Zatoce Perskiej dobiegła końca i będzie kosztować Waszyngton utratę pozycji światowego imperium, co jest dla zwykłych mieszkańców tego kraju bardzo dobra wiadomością, ale nie dla imperialnych oligarchów. To punk zwrotny.

 

„Wojna Ramadanowa”, czyli doszło do tego punktu zwrotnego

W mediach regionalnych i irańskich oświadczeniach obecna konfrontacja jest już określana mianem „wojny ramadanowej”. 28 lutego 2026 roku – data, która w następnych dziesięciolecia będzie przytaczana w podręcznikach strategii – siły USA i Izraela rozpoczęły, jak to określili irańscy urzędnicy i świat nieatlantycki, niesprowokowany, zakrojoną na szeroką skalę agresję militarną na Iran. Atak nastąpił wraz z zabójstwem Najwyższego Przywódcy ajatollaha Chameneiego i kilku wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w ramach wciąż spornej operacji wywiadowczej.

Odpowiedzią Iranu nie były symboliczne, starannie zaplanowane ataki „ratujące twarz”, jak w przypadku Prawdziwych Obietnic 1, 2 czy 3. Teheran rozpoczął Operację Prawdziwą Obietnicę 4 – długotrwałą, nowoczesną kampanię ataków rakietowych i dronów, w ramach której do 5 kwietnia przeprowadzono 97 operacji przeciwko amerykańskim i izraelskim obiektom wojskowym w całym regionie.

Już sam stan uzbrojenia sygnalizuje tę zmianę. Fale irańskich kontrataków wykorzystały systemy rakietowe Khorramshahr-4, Kheibar Shekan, Emad, wielogłowicowe Qadr i Haj Qasem – a także drony samobójcze Shahed-136 zdolne do przebicia warstwowej obrony powietrznej. Wśród celów znalazły się: kwatera główna Piątej Floty USA w Bahrajnie (zdjęcia satelitarne potwierdziły bezpośrednie trafienia w terminale komunikacyjne i osłony radarów AN/GSC-52B), baterie rakiet HIMARS w Kuwejcie, amerykańska bateria Patriot w północnym Bahrajnie (fala 95), ośrodek danych Oracle w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz ponad 55 amerykańsko-izraelskich baz wojskowych w regionie w ciągu jednodniowego cyklu operacyjnego.

 

Grupa lotniskowców wycofała się na atlantyckie wody po licznych falach dronów IRGC – co potwierdzają zdjęcia satelitarne.

W międzyczasie irańska marynarka wojenna zrobiła to, co od dawna groziło, a Waszyngton długo uważał za blef: zamknęła Cieśninę Ormuz.

Cieśnina, której Waszyngton nie może ponownie otworzyć

Od 1 marca ruch morski przez cieśninę Ormuz spadł o około 90 procent. Według Lloyd’s List Intelligence, od momentu rozpoczęcia zamknięcia przepłynęło przez nią zaledwie około 150 statków – w porównaniu z wolumenami, które wcześniej odpowiadały za przepływ 21 milionów baryłek ropy naftowej dziennie i około 20 procent światowego handlu LNG.

Marynarka Wojenna IRGC skutecznie przekształciła cieśninę Ormuz w de facto „punkt poboru opłat”, jak to niektórzy określili. Statki ubiegające się o przeprawę muszą przedstawić szczegółowe manifesty ładunkowe, rejestry własności statków, porty docelowe i listy załóg za pośrednictwem pośredników powiązanych z IRGC. Zatwierdzone statki otrzymują kody autoryzacyjne i uzbrojoną eskortę. Potwierdzono już, że dwa statki uiściły opłaty za przejazd w juanach chińskich – szczegół, który powinien niepokoić Departament Skarbu bardziej niż jakikolwiek atak rakietowy.

Irański parlamentarzysta, Mohammadreza Rezaei Kouchi, potwierdził, że parlament aktywnie pracuje nad projektem ustawy mającej na celu skodyfikowanie „suwerenności, kontroli i nadzoru” nad cieśniną. Teheran nie improwizuje. On ją instytucjonalizuje.

Czterech największych na świecie armatorów kontenerowych – Maersk, CMA CGM, MSC i Hapag-Lloyd, kontrolujących łącznie 65% floty kontenerowej na świecie – zawiesiły tranzyt przez Ormuz 5 marca, kiedy to firmy ubezpieczeniowe P&I anulowały ubezpieczenia dla strefy zagrożenia wojennego. Bez ważnego ubezpieczenia żaden statek handlowy nie może legalnie zawinąć do portu. Prawny i aktualnie obowiązujący mechanizm światowego handlu, a nie tylko irańskie pociski rakietowe, skutecznie zamknął cieśninę dla Zachodu.

Dwadzieścia jeden potwierdzonych ataków na statki handlowe od początku działań wojennych potwierdziło słuszność modeli przyjętych przez ubezpieczycieli.

 

Teatralne ultimatum Trumpa: Terminy, które zmieniają się jak kalejdoskopie

Amerykański prezydent w ciągu sześciu tygodni wydał Iranowi co najmniej pięć oddzielnych ultimatum z przesuwającymi się terminami – każde bardziej kabaretowe od poprzedniego. „New York Times” udokumentował ten rozwój sytuacji:

21 marca: Trump grozi atakiem na „NAJWIĘKSZĄ” irańską elektrownię jądrową, jeśli Ormuz nie zostanie „CAŁKOWICIE OTWARTY” w ciągu 48 godzin.

23 marca: Trump ogłasza „produktywne” rozmowy z Iranem, czyli z samym sobą w pokoju magicznych luster. Irańscy urzędnicy publicznie zaprzeczają, że jakiekolwiek negocjacje są prowadzone.

26 marca: Trump przedłuża termin bombardowania elektrowni o pięć dni.

27 marca: Trump ponownie przedłuża termin – do 6 kwietnia do godziny 20:00 czasu wschodniego – powołując się na posiedzenie gabinetu.

5 kwietnia: Trump pisze: „Wtorek będzie Dniem Elektrowni i Dniem Mostów w Iranie… Otwórzcie jebaną Cieśninę, wy szalone dranie, albo traficie do piekła – PO PROSTU PATRZCIE!”.

Termin upłynął 6 kwietnia, a z drugiej strony stało się już naoczne, że dyplomacja przeniosła się do mediów społecznościowych.

Co tak naprawdę zrobi Waszyngton? Wojskowe wyliczenia są znacznie mniej jednoznaczne, niż sugerują posty w mediach społecznościowych. Atak na irańskie elektrownie i mosty zaostrza konflikt o infrastrukturę energetyczną na teatrze działań, na którym Iran wielokrotnie udowadniał – za pomocą dowodów zweryfikowanych satelitarnie – że jest w stanie dotrzeć do baz USA po drugiej stronie Zatoki Perskiej. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wyraźnie stwierdził, że kolejna faza operacji kontra będzie „jeszcze bardziej intensywna”, jeśli celem będzie infrastruktura cywilna w Iranie.

Kilku kluczowych sojuszników USA odmówiło już udziału w proponowanej przez Trumpa międzynarodowej koalicji morskiej, mającej na celu ponowne otwarcie cieśniny Ormuz. ZEA podobno wyraziły na to zgodę w zasadzie, ale „Financial Times” zauważa, że ​​jest to dalekie od możliwości operacyjnych. Precedens z Morza Czerwonego – gdzie operacja „Prosperity Guardian” nigdy nie powstrzymała ataków Huti – nie napawa optymizmem.

 

Geoekonomiczne trzęsienie ziemi w liczbach

Konsekwencje finansowe nie mają już charakteru spekulacyjnego. Jaskrawo widnieją rachunkach w czasie rzeczywistym.

Ropa naftowa:

Cena ropy Brent osiągnęła szczyt na poziomie 126 USD/baryłkę; ropa z Dubaju osiągnęła 166,80 USD/baryłkę – najwyższy poziom w historii.
3 kwietnia cena ropy Brent zamknęła się na poziomie 112,96 USD, a bank Goldman Sachs ostrzegał przed przedziałem 150–200 USD, jeśli blokada utrzyma się do czerwca.
Scenariusz bazowy banku Goldman Sachs przewiduje skumulowane straty ropy przekraczające 800 milionów baryłek i szczytowy deficyt produkcji wynoszący 17 milionów baryłek dziennie – największy szok podażowy w historii światowych rynków ropy naftowej.
Ekonomiści banku Barclays prognozują, że utrzymująca się cena ropy powyżej 100 USD obniża globalny wzrost PKB o 0,2 punktu procentowego, jednocześnie podnosząc inflację o 0,7 punktu – klasyczny model stagflacji, który nie pozostawia bankom centralnym żadnych możliwości ucieczki.

 

 

Transport:

Stawki spot za kontenery na głównych trasach wzrosły o 150% od 28 lutego.
Stawki za przewóz kontenerów z Azji do zachodniego wybrzeża USA wzrosły z 1800–2200 USD za kontener 40-stopowy do ponad 4500 USD.
Zmiana trasy na Przylądku Dobrej Nadziei wydłuża rejs o 10–14 dni i generuje setki tysięcy dolarów kosztów paliwa na rejs.
CMA CGM natychmiast nałożyło dopłatę awaryjną w wysokości 4000 USD za FEU na ładunki przewożone do Zatoki Perskiej.

Opóźnienie w dostawie do USA:

Ekonomiści z branży łańcucha dostaw zauważają, że pełne przeniesienie cen z marcowych kontraktów przewozowych na amerykańskie półki sklepowe następuje z opóźnieniem wynoszącym 90–180 dni. Amerykańscy konsumenci odczują tegoroczny kryzys przy kasach jesienią – tuż przed wyborami uzupełniającymi.

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie próbowały przekierować ropę naftową rurociągami przez półwysep Arabski do terminali nad Morzem Czerwonym, ale te alternatywne rozwiązania obecnie obsługują jedynie 40% typowego wolumenu. Nie ma szybkiego rozwiązania w skali 21 milionów baryłek dziennie. Geografia jest nieubłagana.

Tymczasem irański eksport ropy pozostaje w dużej mierze niezmieniony. Terminal na wyspie Kharg załadował w marcu około 1,6 miliona baryłek – blisko poziomu sprzed wojny – a większość ropy trafiła do prywatnych rafinerii w Chinach. Architektura sankcji, która miała udusić Teheran, stała się praktycznie nieistotna.

 

Dlaczego cieśnina Ormuz nie odbuduje się szybko

Oto liczba, której atlantyckie rynki energetyczne jeszcze nie uwzględniają: nawet jeśli jutro ustaną działania wojenne, Cieśnina Ormuz nie powróci szybko do normalnego funkcjonowania.

Analitycy wojskowi znający sytuację militarną gwałtownie podnieśli szacunki. Początkowe założenie zakładające sześć miesięcy do pełnego przywrócenia ruchu statków, zostało skorygowane do minimum 12 miesięcy na pełną normalizację tranzytu handlowego i to nie z powodów politycznych, ale strukturalnych. Mianowicie:

Ubezpieczenie strefy zagrożenia wojną będzie wymagało długotrwałego, potwierdzonego okresu spokoju – zazwyczaj 90 dni bez incydentów – zanim firmy ubezpieczeniowe i asekuracyjne (P&I) przywrócą ubezpieczenie. Bez ubezpieczenia żaden przewoźnik nie wróci, niezależnie od oświadczeń Iranu, ponieważ jest ono wymagane w każdym porcie.
Nowy system „poborów opłat” Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej nie jest tymczasowym środkiem na czas wojny. Parlament Teheranu już uchwala go jako stały instrument suwerenności. Statki będą nadal weryfikowane – i obciążane opłatami.
Rozminowywanie wód Zatoki Perskiej, gdzie operowały irańskie okręty minowe (i były celem ataków amerykańsko-izraelskich), wymaga miesięcy systematycznego odminowywania.
Zaufanie do pokojowej polityki nie wraca z dnia na dzień. Maersk dopiero wtedy ponownie wpłynął na Morze Czerwone, kiedy przez prawie rok nie było ataków Hutich – a potencjał Hutich stanowił ułamek potencjału Iranu.

„Premia Ormuz” stanowi dodatkowy koszt prowadzenia działalności w świecie. Opłata jest teraz stała, niezależna od tego, jak zakończy się ta konkretna faza konfliktu.

Nieodwracalny moment

Oświadczenie Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej z 5 kwietnia należy uważnie przeczytać, a nie zignorować jako przechwałki. Teheran w ciągu ostatnich sześciu tygodni konsekwentnie deklarował swoje zamiary – a następnie je realizował. Cieśnina Ormuz nie powróci do status quo, w którym grupy przewoźników amerykańskiego imperium posiadają niekontrolowaną władzę w Bahrajnu, z którego Waszyngton dyktuje warunki dla 20% globalnych dostaw energii. Jednak to już minęło. To, co je zastąpi – czy to wynegocjowane nowe ramy, przedłużony system kontrolowanego tranzytu denominowanego w juanach, czy inny wariant – jest centralnym pytaniem geopolitycznym najbliższych 12 miesięcy. Odpowiedź zmieni rynki energii, struktury sojuszy i upadek petrodolara w sposób, który dopiero zaczyna być widoczny. To oznacza najgorszy wariant dla imperium amerykańskiego – upadek petrodolara to koniec amerykańskiego imperium, bowiem to on podstawa dobrobytu. To oznacza nic innego niż załamanie się gospodarki USA. Pamiętajmy, że przed izraelsko-amerykańską agresją na Iran prezydent Chin przed napisał artykuł o staniu się waluty chińskiej globalną, co odzwierciedla właściwy porządek. Izraelsko-amerykańska agresja na Iran tylko przyśpieszyła proces, a nawet więcej rozogniła wojnę, która w tej tragicznej sytuacji gospodarczej imperium amerykańskiego dolała benzyny do ognia. Trump stracił głowę i jest uczynić całkowitą destrukcję rzucając w desperacji bomby atomowe na Iran razem z syjonistycznym Izraelem.

To, co już widać, to to, że oparty na neokolonialnych zasadach porządek międzynarodowy zapewniany i nadzorowany przez Waszyngton, właśnie stracił swój najważniejszy punkt newralgiczny na morzu – korytarz, którym przepływa 20% globalnych dostaw energii. Irak i Afganistan mogą zostać utracone w wyniku etapowego wycofywania i przemianowane na półkolonialne „transfery suwerenności”. Cieśniny nie można przekazać na konferencji prasowej. Nie ma pokojowej strategii wyjścia z sytuacji utraty kontroli nad najważniejszym szlakiem wodnym świata przez imperium jak tylko jego upadek.

opracowano na bazie źródeł zagranicznych.

 

 

Doniesienia zagranicznych źródeł w sprawie wojny na Bliskim Wschodzie.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

[ tłumaczenia prasy zagranicznej] 

Andrzej Filus

Stany Zjednoczone straciły sześć samolotów i śmigłowców o wartości ponad 200 milionów dolarów podczas niedawnej operacji ratunkowej w Iranie (wideo)

Wojsko Stanów Zjednoczonych straciło dwa samoloty specjalne MC-130J Commando II i cztery lekkie śmigłowce MH-6 Little Bird podczas niedawnej, szaleńczej operacji rzekomo ratunkowej oficera systemu uzbrojenia myśliwca F-15E Strike Eagle, który został zestrzelony przez Iran 3 kwietnia, poinformowała stacja ABC News.

Samolot F-15E – należący do 48. Skrzydła Myśliwskiego Sił Powietrznych USA, stacjonującego w bazie RAF Lakenheath w Wielkiej Brytanii – rozbił się w prowincji Kohgiluyeh i Boyer-Ahmad w południowo-zachodniej części Republiki Islamskiej.

Pilota ewakuowano w ciągu pierwszych 24 godzin. Podczas pierwszej operacji ratunkowej zestrzelono myśliwiec szturmowy A-10 Thunderbolt II. Rozbił się w Kuwejcie, a pilot bezpiecznie się katapultował. Pojawiły się również doniesienia o uszkodzeniu dwóch śmigłowców UH-60 Black Hawk i HH-60 Pave Hawk podczas tej samej misji.

Wojsko amerykańskie przeprowadziło bardziej złożoną operację ratunkową, aby uwolnić oficera systemu uzbrojenia. Prezydent Donald Trump 5 kwietnia okrzyknął misję „jedną z najbardziej śmiałych operacji poszukiwawczo-ratowniczych w historii USA” i napisał w mediach społecznościowych: „MAMY GO!”.

W Truth Social poinformował, że uratowany członek załogi odniósł obrażenia, „ale nic mu nie będzie”, dodając, że jest „CAŁKOWICIE ZDROWY!”.

Tego samego dnia Trump przyznał, że odzyskany oficer systemu uzbrojenia, pułkownik, został „poważnie ranny”.

Dwa samoloty MC-130J biorące udział w misji ratunkowej utknęły w Iranie podczas operacji, poinformowało dwóch amerykańskich urzędników w rozmowie z ABC News.

Urzędnicy twierdzili, że siły amerykańskie celowo zniszczyły uszkodzone samoloty, aby nie wpadły w ręce Iranu.

Cztery śmigłowce MH-6 używane w misji zostały również celowo zniszczone przez siły amerykańskie, według jednego z urzędników, który powiedział stacji informacyjnej, że śmigłowce zostały użyte do przewiezienia personelu wojskowego USA z pasa startowego, gdzie wylądowały MC-130J, do górzystego obszaru, w którym przebywał oficer ds. systemów uzbrojenia.

W rezultacie, jak poinformowali obaj urzędnicy, do Iranu musiały zostać wysłane trzy dodatkowe samoloty zastępcze, aby zabrać lotnika i ekipy ratunkowe z kraju.

W przeciwieństwie do doniesień ABC News i innych amerykańskich mediów, nagrania opublikowane przez irańskie media wskazują, że przynajmniej część samolotów mogła zostać ostrzelana. W kilku miejscach odnotowano dziury po odłamkach lub kulach. części wraku.

Pojedynczy MC-130J mógłby kosztować znacznie ponad 100 milionów dolarów, podczas gdy MH-6 – ponad 7 milionów dolarów, w zależności od wariantu. Oznacza to, że armia amerykańska straciła około ćwierć miliarda dolarów tylko podczas drugiej operacji ratunkowej oficera systemów uzbrojenia.

Zestrzelenie F-15E uwypukliło wyzwania stojące przed amerykańsko-izraelską wojną z Iranem, która rozpoczęła się ponad miesiąc temu.

Jedna strata powietrzna sparaliżowała plany militarne na kilka dni, naraziła na ryzyko setki amerykańskich żołnierzy i ostatecznie doprowadziła do strat wartych setki milionów dolarów. Jeśli sytuacja się powtórzy, administracji Trumpa będzie znacznie trudniej uzasadnić wojnę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Izrael jeszcze nie poniósł takich strat.

 

Źródło: SouthFront – analiza i wywiady

Iran oferuje UE dostęp do Cieśniny Ormuz

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

[tłumaczenia prasy zagranicznej]

 Andrzej Filus

Iran oferuje UE dostęp do Cieśniny Ormuz, ale jest pewien „haczyk”, otóż Iran zaoferował Unii Europejskiej dostęp do tranzytu przez Cieśninę Ormuz. Brzmi jak drobny ruch dyplomatyczny, ale nim nie jest. Ta oferta to finansowa bomba atomowa. Cieśnina Ormuz transportuje 20% CAŁEJ światowej ropy naftowej, rachunek za energię w Europie wzrósł o 16,2 MILIARDA dolarów w ciągu zaledwie 30 dni a cena gazu ziemnego w Europie wzrosła o 100%, cena ropy naftowej wzrosła o 60% a cena oleju napędowego spadła do 200 dolarów za baryłkę.

 Rezerwy dolara spadły już z 70% do 56,9% w ciągu 25 lat, jeśli Europa przyjmie tę umowę, zapłaci w euro, a nie w dolarach, wystarczy jedna duża umowa naftowa, nie powiązana z dolarem, aby pokazać światu, że MOŻNA to zrobić.

Petrodolar to najpotężniejszy system finansowy, jaki kiedykolwiek stworzono. Powstał w 1974 roku. Zmusił każdy naród na Ziemi do posiadania dolarów tylko po to, by kupić ropę. To jest cała podstawa amerykańskiej dominacji finansowej.

Jeśli ten system pęknie, BRICS przyspieszy, państwa Zatoki Perskiej zmienią zdanie, popyt na dolara spadnie, a Ameryka nie będzie mogła już finansować swojego 34-bilionowego długu na łatwych warunkach.

Członek zarządu EBC, Panetta, powiedział 2 kwietnia: „Nawet jeśli wojna z Iranem się skończy, szkody zostaną wyrządzone”. Pokazują wam wojnę o broń jądrową i bezpieczeństwo regionalne,
NIE pokazują wam, że PRAWDZIWA wojna się skończyła, kto będzie drukował światową walutę rezerwową.

Iran blokuje Ormuz dla USA. Otwiera ją dla UE.

Unia Europejska jest zdesperowana i poważnie rozważa zawarcie umowy z tym że będzie musiała być zawarta w euro albo w juanach – NIE W DOLARACH.

Każdy kraj obserwujący: BRICS, Globalne Południe, państwa Zatoki Perskiej – widzi, jak to się dzieje. Świat zdaje sobie sprawę, że „skoro UE może ominąć dolara, my też możemy”.

Spada popyt na dolara. Załamanie rezerw. Rosnąca inflacja w USA. To już nie jest tylko wojna na Bliskim Wschodzie, to bezpośredni atak na petrodolara.

Hal Turner

Nasze fora

Forum organizacyjne KOREUS
www.forum.koreus.pl
Forum związane z propagowaniem  ideii demokracji bezpośredniej
www.dblublin.fora.pl
Forum inicjujące idee współpracy sieciowej, platformy komunikacji poziomej między różnymi organizacjami
www.forum.zmieniaj.pl

 

Q

Prosimy o wsparcie finansowe na nasze działania.

Opracowujemy wiele różnych aspektów reform ustrojowych, działamy szeroko i w różnych sektorach państwowości.Potrzebni nam eksperci, staramy się organizować lokalne, regionalne imprezy edukacyjno, konsultacyjne, staramy się krzewić świadomość i potrzebę zmian. Organizujemy się w strukturach płaskich, bez liderów, "wiedzących lepiej", potencjalnych przewodników stada w wilczej skórze. Działamy w koncepcji działań współpracy i kooperacji, opierając nasze opracowania na współnym opracowywaniu wynikowych ustaleń przez powszechne uzgodnienia. Walczymy o lepszą Polskę, lepszy Świat. Nie wszytsko da się zrobić działaniami społecznymi i wolontariatem. Jakość kosztuje, a na byle jakość nie możemy sobie pozwolić. Dlatego jeśli i Ty chciałbyś dołożyć małą cegiełkę do lepszego jutra, wesprzyj nas swoimi działaniami lub jakąkolwiek darowizną. Zapewniamy, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Każda złotówka przeznaczona będzie na cele aktywnych działań w kierunku przygotowania i wdrożenia opracowywanych przez nasze zespoły Reform Ustrojowych

  Konfederacja na Rzecz Reform Ustrojowych
ul. Leszczyńskiego 23, 20-068 Lublin

Nest Bank S.A. ul. Wołoska 24 02-675 Warszawa NRB
(IBAN)                           PL 92 1870 1045 2083 1072 1245 0001
Dla wpłat krajowych nr:      92 1870 1045 2083 1072 1245 0001
BIC/SWIFT: NESBPLPW

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23