Netanjahu uwikłany w „ruch okrążający” na południu: między niemożnością zwycięstwa a strachem przed wycofaniem się
Bejrut – Podczas gdy izraelskie helikoptery szybko lądowały i startowały w południowym Libanie, nękane gradem pocisków i atakami dronów, w salach sądowych w Tel Awiwie otwierał się nowy rozdział w procesie Benjamina Netanjahu. Ta podwójna scena uosabia historyczną trudną sytuację, w jakiej znajduje się dziś byt syjonistyczny, gdzie upadek armii okupacyjnej przeplata się z politycznym upadkiem, co zwiastuje eksplozję w samym bycie.
Po pierwsze: Od
ograniczonego działania do śmiertelnych pułapek
Na obrzeżach wiosek na linii frontu w południowym Libanie ambicje „niezwyciężonej” armii izraelskiej zderzyły się z zupełnie inną rzeczywistością militarną. Po tygodniach najazdów wioski, które miały zostać „oczyszczone”, stały się śmiertelnymi pułapkami dla wrogich żołnierzy z powodu:
1. Taktyki oporu: Hebrajskie raporty wskazywały, że ruch oporu skutecznie zwabił elitarne siły syjonistyczne do otwartych „stref śmierci”, używając kombinacji dronów samobójczych i pocisków kierowanych, co sprawiło, że izraelska obecność na ziemi okazała się bezprecedensowo kosztowna pod względem ofiar śmiertelnych.
2. Panika związana z helikopterami: Decyzja dowództwa izraelskich sił powietrznych o skróceniu czasu lądowania helikopterów jest milczącym przyznaniem się do utraty absolutnej przewagi powietrznej na obszarach wykorzystywanych do ewakuacji poległych i rannych. Ta strategiczna zmiana wywiera ogromną presję na morale żołnierzy, którzy obawiają się, że zostaną ranni na polu bitwy bez gwarancji szybkiej ewakuacji.

