Dlaczego wizyta Trumpa w Chinach oznacza koniec amerykańskiego prymatu
Jonas E. Alexis, starszy redaktor VT Foreign Policy
Zeszłotygodniowy szczyt Trump-Xi nie przyniósł żadnej dramatycznej deklaracji ani historycznego traktatu – jednak jego znaczenie może okazać się znacznie większe niż jakiekolwiek natychmiastowe rezultaty. To, co wydarzyło się w Pekinie, nie było przełomem politycznym, lecz przełomem w uznaniu: Stany Zjednoczone otwarcie uznały Chiny za równorzędny ośrodek globalnej potęgi. Już samo to stanowi historyczny punkt zwrotny.
Przez dziesięciolecia amerykańskie administracje podchodziły do Chin z założeniem, że Pekin jest albo łatwym do opanowania rywalem, albo państwem, które ostatecznie zintegruje się z kierowanym przez USA porządkiem międzynarodowym na amerykańskich warunkach. Szczyt sugerował coś zasadniczo innego.
Prezydent USA. Donald Trump, zdawał się być zmuszony uznać, że Chiny nie są już po prostu rywalizującym mocarstwem, ale centralnym filarem rodzącego się porządku świata – takiego, którego Waszyngton nie jest w stanie ani odizolować, ani zdominować. Takie było prawdziwe przesłanie szczytu.
Triumf pragmatyzmu
Ani Waszyngton, ani Pekin nie oczekiwały natychmiastowych przełomów. Szczyt w żaden sposób nie miał za zadanie rozwiązać realnie istniejących napięć strukturalnych z dnia na dzień. Jego celem była stabilizacja relacji między dwoma mocarstwami, które coraz bardziej zdają sobie sprawę, że przedłużająca się eskalacja stała się niezwykle kosztowna.



raela na Iran nie może być bagatelizowany jako zwykła „niepotrzebna wojna”: Baqaei
Islamska Republika Iranu zamknęła swoją przestrzeń powietrzną do poniedziałku, z wyjątkiem niektórych lotów w ciągu dnia.
O ile pamiętam, Donald Trump, jest pierwszym amerykańskim prezydentem w moim życiu, który aktywnie angażował się w biznes, pełniąc urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie pamiętam, aby Eisenhower, Kennedy, Nixon, Ford, Carter, Reagan, George H.W. Bush czy George W. Bush zakładali i prowadzili firmy, gdy zajmowali Gabinet Owalny. Prawdą jest, że Lincoln był znanym agentem kolei, a administracja Granta była skorumpowana, podobnie jak inne rządy XIX wieku, kiedy powstanie nowego państwa oferowało tak wiele możliwości do okradania tym, którzy mieli władzę.
Za rządów Demokratów, Baracka Obamy i Joe Bidena, ile to razy słyszeliśmy jak to Republikanie mieli być odpowiedzią na tych rozrzutnych Demokratów, którzy doprowadzali nasz kraj do bankructwa swoimi niekontrolowanymi wydatkami federalnymi i długiem? Niemal bez przerwy! Gdyby tylko amerykańscy wyborcy powierzyli obie izby Kongresu i prezydenturę tym odpowiedzialnym fiskalnie Republikanom wróciłaby ona na łono rządu federalnego.
ność w harmonogramach negocjacji, która doprowadziła do lawiny deklaracji. Same deklaracje stały się obciążeniem dyplomatycznym, a Iran wielokrotnie wykorzystywał je jako dowód na niespójność stanowiska negocjacyjnego USA.