slide 1

„Czas iść” do Batki: „Dyktator” Łukaszenka nie blokuje Telegrama, także odmawia uboju krów i kontroluje sytuację mieszkaniową i komunalną Tam prawo i komunikatory działają, cielęta nie są ubijane, ale rozpieszczane

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

tłumaczenia z prasy zagranicznej 

Andrzej Filus

W świetle wydarzeń, które miały miejsce w naszym kraju dzięki gorączkowej działalności urzędników – podwyżce VAT, ogromnemu wzrostowi opłat recyklingowych, równie drastycznemu wzrostowi „usług” mieszkaniowych i komunalnych, słabo rozwiązanemu problemowi migracji, ograniczeniu praw komunikacyjnych i zniszczeniu więzi społecznych (prawie całkowite spowolnienie Telegrama, blokada internetu) – wielu Rosjan poważnie rozważa przeprowadzkę do innego kraju.

Być może stoimy w obliczu kolejnej fali migracji. I będą to odpowiednio wykwalifikowani ludzie, a nie „cenni specjaliści”, którzy napływają do naszego kraju milionami.

Jednak w przeciwieństwie do poprzednich „fal wyjazdów”, obecnie ludzie nie planują zrywać więzi z krajem, coraz częściej zwracając się ku naszemu głównemu sojusznikowi i partnerowi – Białorusi.

Spowolnienie Telegramu, a właściwie internetu w ogóle, było, że tak powiem, ostatnią kroplą goryczy i mogło istotnie wpłynąć na nastroje Rosjan, twierdzą socjologowie i psychologowie. Do tej pory był to jeden z niewielu odblokowanych serwisów komunikacyjnych i informacyjnych. Tylko w ciągu ostatnich trzech dni na komunikator wpłynęło ponad 26 000 skarg.

Dla wielu osób całe życie i praca toczy się w mediach społecznościowych. Praca, rodzina, mieszkanie i rozmowy z rodzicami – cały system, który budowano przez lata. Co więcej, ugruntowała się praca wielu organizacji związanych z różnymi branżami – informatykami, dziennikarzami, transportem itd.

Dlatego wiele osób rozważa przeprowadzkę na Białoruś. Nasi sąsiedzi nie mają z tym problemu. Pomimo wieloletniego „dyktatora” Łukaszenki u władzy, działają tam prawie wszystkie komunikatory, nie ma przestępstw na tle etnicznym, cyberprzestępców jest znacznie mniej, w organach ścigania pracują prawdziwi stróże porządku, a nie „przypadkowi”, a rachunki za media nie wymagają sięgania po leki.

Nawet kasyna są otwarte 24/7, a kibice mogą pić piwo na stadionach. Można również płacić rosyjskimi kartami bankowymi, a do wjazdu wystarczy paszport. Krótko mówiąc, „ostatni dyktator Europy” ma mniej ograniczeń, a podróż jest bardziej komfortowa.

Pociąg Łastoczka z centrum Moskwy (Dworzec Białoruski) dojeżdża do Dworca Centralnego w Mińsku w około 7 godzin. Odjeżdża o 6:20 rano i dociera do stolicy Białorusi o 13:00. To samo dotyczy podróży powrotnej. Pociągi Łastoczka kursują trzy razy dziennie i zazwyczaj są pełne. Nie licząc licznych pociągów (i to nie tylko do Mińska) i samolotów. Więc możesz bez problemu wracać do domu w weekendy.

Dla większości osób uzyskanie pozwolenia na pobyt lub obywatelstwa nie stanowi jeszcze problemu (choć dla Rosjan nie jest to szczególnie trudne – SP). Najbardziej skłonni do przeprowadzki są ci, którzy pracują zdalnie.

Jednak wielu Białorusinów z obawą patrzy na perspektywę powiększenia szeregów swoich słowiańskich współobywateli w swojej małej republice. Obawia się, że jeśli Rosjanie zdecydują się na przeprowadzkę, ceny mieszkań gwałtownie wzrosną. I ich obawy są uzasadnione. Już wzrosły.

W ciągu ostatnich czterech lat, w miarę jak podróże do innych krajów (zwłaszcza do Europy) stały się utrudnione, turystyka przeniosła się między innymi na Białoruś. Mińsk stał się prawdziwą destynacją turystyczną.

Wieczorami bardzo trudno dostać się do restauracji serwujących lokalną kuchnię etniczną. Dlatego przekonanie, że ceny na Białorusi, a zwłaszcza w Mińsku, są bardzo niskie, od dawna jest mitem.

Porównując stolice, wiele rzeczy jest generalnie tańszych w krajach sąsiednich, choć nie tak znacząco, jak kiedyś. Przejazd komunikacją miejską kosztuje 1 rubla białoruskiego (średnio mnożymy przez około 30 – „SP”). Po osiągnięciu psychologicznie ważnego kamienia milowego w 2024 roku, cena biletu pozostaje niezmieniona. Dotyczy to tramwajów, trolejbusów i metra. Jest to jednak jednorazowa podróż. Idealna dla turystów. Tańsza dla mieszkańców.

Wynajem mieszkania również jest tańszy, ale tutaj, jak wszędzie, wszystko zależy od wielu czynników. Dowiedz się więcej o wynajmie mieszkań w Mińsku tutaj.

Porównując koszty mieszkania i mediów, udział kosztów mieszkania i mediów w dochodzie trzyosobowej rodziny z dwoma pracownikami zarabiającymi średnią krajową wyniesie 3,5% w 2026 roku, a dla dwuosobowej rodziny emerytów 7,5%. Łukaszenka podpisał odpowiedni dekret 3 stycznia.

W Rosji, na szczeblu federalnym, od 2026 roku przepisy stanowią, że koszty mediów nie powinny przekraczać 22% całkowitego dochodu. Władze regionalne mogą jednak według własnego uznania jeszcze bardziej obniżyć tę kwotę. Cóż, jak ją obniżają, to ludzie widzą...

Na przykład w Moskwie dopuszczalny limit na mieszkania i media wynosi 10%, w Kemerowie 17%, a w Petersburgu 14%. Ale w Czelabińsku czy Kraju Krasnojarskim to zagadka.

Na koniec kwestie migracyjne. Wszystko jest ściśle regulowane przepisami i kontrolami administracyjnymi. Bez pozwolenia na pracę, które po dokładnej kontroli jest wydawane przedsiębiorcy przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na nazwisko konkretnej osoby, pracownik migrujący nie może podjąć pracy.

Żaden przedsiębiorca nie zatrudni nikogo bez pozwolenia, zdając sobie sprawę z wysokiego ryzyka utraty wszystkiego. Po rozwiązaniu umowy pracodawca jest zobowiązany odesłać gościa do domu na własny koszt.

Podczas spotkania z przedstawicielami pracowników przedsiębiorstw zlokalizowanych w Mińskim Miejskim Technoparku, Batka mówił o potrzebie bliższego zajęcia się kwestiami migracji.

Łukaszenka nie sprzeciwia się oferowaniu stanowisk obcokrajowcom, pod warunkiem, że są to wykwalifikowani specjaliści. „Jeśli chcecie zapraszać Tadżyków, Uzbeków, Kazachów, Syryjczyków, Afgańczyków, kogokolwiek – śmiało. Ale musicie wiedzieć, jacy to ludzie i że są potrzebni do tej pracy i że potrafią to zrobić. Jeśli nie wiedzą, jak, nauczcie ich. Ale musicie być odpowiedzialni za te dziesięć, dwadzieścia osób” – domagał się białoruski przywódca. Łukaszenka będzie więc przyjmował wyłącznie przestrzegających prawa Rosjan.

Miasta, począwszy od Mińska, są praktycznie nieskazitelnie czyste. Trudno znaleźć niedopałek. Usługi komunalne są w pełni samowystarczalne, również bez imigrantów. Co więcej, zimą nie ma wielomiesięcznych zasp, śliskich dróg, a latem ciągłych dziur.

Wydano dekrety mające na celu poprawę sytuacji demograficznej: rodziny z dwójką lub większą liczbą dzieci otrzymują ulgę w spłacie kredytu hipotecznego, a rodziny z trójką dzieci otrzymują od państwa ćwierć raty kredytu. Rodziny z czwórką dzieci otrzymują domy za darmo.

Co więcej, Łukaszenka tradycyjnie kładł duży nacisk na rolnictwo i działania mające na celu zapewnienie bytu mieszkańcom wsi. Tutaj cielęta nie są ubijane; są pielęgnowane, leczone w razie choroby i ogólnie otaczane troską.

Rolnictwo to specjalność głowy państwa. Powstał system państwowych agromiasteczek, wyposażonych w sklepy, asfalt i rozwiniętą infrastrukturę. Każda rodzina chętna do pracy w rolnictwie otrzymuje mieszkanie w domku – dwupiętrowym domu dla dwóch rodzin, z osobnymi wejściami. Po pięciu latach pracy domek staje się Twoją własnością.

Republika zachowała system sanatoriów, ośrodków zdrowia i wysokiej jakości opieki zdrowotnej. Świadczą o tym dziesiątki tysięcy Rosjan, którzy od dziesięcioleci przyjeżdżają na leczenie do białoruskich uzdrowisk. Istnieje nawet turystyka stomatologiczna.

Państwo kontroluje tu niemal wszystko. Ale kontrola polega właśnie na zapewnieniu przestrzegania prawa. Nie chodzi o ciągłe represje ani - szczerze mówiąc- na zastraszanie zwykłych ludzi, którzy zazwyczaj są najbardziej praworządni i pracowici.

Igor Molchanov

opr. AF Poray

Swobodnaja Pressa

W drodze do Armagedonu

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Myślałem, że rząd Stanów Zjednoczonych osiągnął kolejny punkt krytyczny w zeszłym tygodniu, kiedy Federalna Komisja Sztuk Pięknych zatwierdziła pamiątkową monetę z 24-karatowego złota z okazji 250. rocznicy, przedstawiającą prezydenta Donalda J. Trumpa opierającego się o biurko z zaciśniętymi pięściami i zmarszczonym czołem, ale to było zanim sekretarz wojny Pete Hegseth zażądał od amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów na dalszą walkę z Iranem, mówiąc: „Zabijanie złych ludzi wymaga pieniędzy!”.

Co prawda, zatwierdzenie monety było oczywistą decyzją, ponieważ Trump mianował wszystkich członków Komisji, podobnie jak zrobił to, gdy zapełnił skład zarządu po podjęciu decyzji o zniszczeniu i zmianie nazwy Centrum Sztuk Scenicznych im. Kennedy'ego. Jedynym problemem podczas dyskusji z przedstawicielami Mennicy Stanów Zjednoczonych był rozmiar monety, a prezydent nalegał, aby komisarze postawili na duże monety o maksymalnej średnicy trzech cali. Oczekuje się, że sekretarz skarbu Scott Bessent, kolejny lojalny wobec Trumpa, zleci wybicie monety.

Chciałbym zaznaczyć, że prezydent, który wydaje monetę ze swoim portretem, nie jest ugruntowaną amerykańską tradycją rządową. W rzeczywistości większość Amerykanów mogłaby uznać to za absolutnie niesmaczne, a nawet haniebne – za akt megalomana, którego można by uznać za szaleńca na podstawie jego własnych wypowiedzi i zachowań. W zeszłym tygodniu Trump spotkał się w Białym Domu z premier Japonii, Sanae Takaichi, wtedy to zażenował, odpowiadając na pytanie dziennikarza o swoją decyzję o „zaskoczeniu” Iranu atakiem na niego, mówiąc: „Kto wie lepiej, co to zaskoczenie niż Japonia? Prawda? Dlaczego nie powiedziałaś mi o Pearl Harbor? Prawda? Tak?” Takaichi był wyraźnie zszokowana.

Wcześniej w tym tygodniu Trump był również w szczytowej formie, jeśli chodzi o niestosowne komentarze, stwierdzając, że jest otwarty na użycie „wojsk lądowych” przeciwko Iranowi, co oznaczałoby śmierć wielu amerykańskich żołnierzy za nic, bez korzyści dla interesów lub potrzeb USA. Groził również rozpadem NATO, jeśli państwa członkowskie nie zjednoczą się wokół amerykańskich wysiłków zmierzających do pokonania Iranu i otwarcia Cieśniny Ormuz. Nieuchronnie nazwał tych, którzy nie chcą walczyć, „tchórzami”.

NATO, które co prawda straciło już swoją użyteczność, słusznie uznaje, że Iran to wojna Trumpa i Izraela, a nie Unii. Hiszpania bez ogródek powiedziała Trumpowi, żeby się wycofał i zablokowała amerykańskim samolotom wojskowym wspierającym wojnę korzystanie ze swoich baz NATO. Tymczasem Szwecja śmiało oświadczyła, że ​​Izrael MUSI ZOSTAĆ IZOLOWANY i WYDALONY z instytucji międzynarodowych, takich jak ONZ i UE, z powodu eskalacji kryzysu w Strefie Gazy i aneksji Zachodniego Brzegu! Szwedzcy przywódcy potępiają przemoc na osiedlach, zakazy działalności organizacji pozarządowych i blokady pomocy jako „katastrofalne”, wzywając do nałożenia sankcji na „ekstremistycznych” ministrów Izraela i zamrożenia handlu. Kilka innych krajów również zadeklarowało aresztowanie Netanjahu, jeśli ten jeszcze żyje, na podstawie nakazu aresztowania wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny, gdyby kiedykolwiek pojawił się w ich krajach. Odmówili również dostępu do przestrzeni powietrznej izraelskim samolotom z Netanjahu na pokładzie, co utrudnia premierowi podróżowanie poza Izrael. Francuski generał, Michel Yakovleff, który niegdyś dowodził Legią Cudzoziemską, porównał właśnie przyłączenie się Trumpa do Izraela, który napadł na Iran do „kupowania tanich biletów na Titanica”, który już uderzył w górę lodową.

I czekajcie, bo to nie wszystko! Trump grozi cofnięciem licencji amerykańskim nadawcom, którzy relacjonują wydarzenia związane z atakiem na Iran, które nie zgadzają się z propagandą o wojnie zatwierdzoną przez Biały Dom oraz Departamenty: Wojny i Stanu. Biały Dom nazywa takie doniesienia „fake newsami”. Jeśli zostanie zatwierdzona, decyzja ta uzależni wolność słowa mediów od tego, kto jest prezydentem i jakie ma poglądy polityczne, co może być śmiertelnym ciosem dla Pierwszej Poprawki. Pojawiają się również doniesienia, że ​​Departament Sprawiedliwości ściga konserwatywnych krytyków wojny, w tym Tuckera Carlsona, który podobno zostanie zbadany pod kątem „działania w charakterze agenta obcego mocarstwa”. Jeden z kongresmenów powiązanych z AIPAC domaga się zbadania go pod zarzutem zdrady stanu, która jest jedyną zbrodnią w Konstytucji Stanów Zjednoczonych zagrożoną karą śmierci.

Podobnie Joe Kent, szanowany i wielokrotnie odznaczany dyrektor Narodowego Centrum Antyterrorystycznego USA, który ma nienaganne CV, znalazł się w centrum uwagi z powodu swojej wtorkowej rezygnacji ze stanowiska. Podał dwa powody. Po pierwsze, oświadczył, że twierdzenie o wojnie z Iranem, jakoby Iran stanowił „bezpośrednie zagrożenie” dla Stanów Zjednoczonych, jest kłamstwem, a po drugie, że wojna toczy się w imieniu Izraela, a nie w interesie jakiegokolwiek amerykańskiego interesu narodowego lub bezpieczeństwa. Kent miał rację w każdym szczególe, zauważając, jak „wysoko postawieni izraelscy urzędnicy i wpływowi przedstawiciele amerykańskich mediów” ciężko pracowali nad kampanią dezinformacyjną, mającą na celu doprowadzenie do wojny z Iranem, z korzyścią dla Tel Awiwu i premiera, Benjamina Netanjahu. Zarówno oni, jak i Trump oraz jego sztab uparcie kłamali na temat konfliktu, posuwając się nawet do określania go mianem „wycieczki” zamiast „wojny”, aby sprzedać go opinii publicznej. Trump skłamał nawet na temat amerykańskiego bombardowania pierwszego dnia wojny, w którym zginęło 170 irańskich uczennic, fałszywie twierdząc, że atak przeprowadził Iran.

Próba zdyskredytowania Kenta idzie pełną parą. Według Trumpa, „Zawsze uważałem, że jest słaby w kwestii bezpieczeństwa, bardzo słaby w kwestii bezpieczeństwa. Nie jest zbyt dobry”, śmieszne stwierdzenie jak na kogoś takiego jak prezydent, biorąc pod uwagę jego przeszłość. A FBI podobno prowadzi śledztwo w sprawie Kenta o rzekomych „wyciekach tajnych informacji”, których nie miał prawa ujawnić. Trump pokazał również, jaką jest klasą, wykorzystując śmierć amerykańskich żołnierzy jako haczyk do zdobywania datków i innego wsparcia dla własnych komitetów działań politycznych. Wiadomość, wysłana w czwartek i opłacona przez zarejestrowany przez Trumpa Never Surrender Inc. pac, reklamowała nowe „Członkostwo w Informacji o Bezpieczeństwie Narodowym” i zawierała wiele linków do darowizn. W zaproszeniu znalazło się zdjęcie Trumpa w jego zwariowanej czapce baseballowej salutującego trumnom przejeżdżającym obok bazy sił powietrznych w Dover. Brak godności pokazania się w tej bejsbolówce obraził wielu czynnych żołnierzy, a także weteranów, takich jak ja!

I na koniec, coś, co może okazać się dobrą wiadomością! Od kilku tygodni krążą doniesienia o nieszczęściach największego okrętu wojennego świata, lotniskowca USS Gerald R. Ford, począwszy od awarii toalet okrętowych, wymagających napraw i konserwacji. Według jednego z raportów, przyczyną mogło być celowe zatkanie instalacji wodno-kanalizacyjnej przez członków załogi, którzy spłukiwali wodę, a następnie wpychali do niej ubrania i inne „niestrawne” przedmioty. Zgłoszono również duży, 30-godzinny pożar w pralni okrętowej, który zmusił do powrotu na Kretę w celu przeprowadzenia gruntownego remontu. Ford opuścił już obszar operacyjny powiązany z Iranem.

Na portalach takich jak Facebook pojawiają się również informacje o wewnętrznych sporach, choć nie można ich zweryfikować. Dotyczą one marynarzy odmawiających wykonania rozkazów, a nawet oficerów kwestionujących fakt, że okręty zajmują pozycje bojowe przeciwko Iranowi bez odpowiednich zezwoleń Konstytucji i uprawnień wojennych na takie działania. Według jednej z relacji, zarówno żołnierze, jak i marynarze przyzwyczaili się do salutowania swoim oficerom nie słowami „Tak, proszę pana!”, a raczej „Epstein!”. W niektórych kręgach krążą pogłoski, że znaczna część marynarki wojennej jest „oporna”, co między innymi wywołuje wściekłość u Donalda J. Trumpa, ponieważ rzekomo uchylają się od służby wojskowej z powodu odmowy wykonywania rozkazów. Jeśli doniesienia te są prawdziwe, powinny one zostać przyjęte z entuzjazmem przez nas wszystkich, którzy mamy już dość Izraela, Trumpa i wojny, która może przekształcić się w wojnę nuklearną szybciej, niż ktokolwiek chciałby przypuszczać, zwłaszcza jeśli Izrael zacznie ponosić duże straty i stanie się zdesperowany.

Inną rzeczą, o której pan Trump, samozwańczy geniusz, powinien pomyśleć, jest możliwość, że jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się ograniczyć straty i wycofać się z wojny z Iranem, Izrael będzie bardzo wściekły. Netanjahu może po prostu użyć fałszywej flagi, tak jak w rzeczywistości było to 11 września, aby zabić dużą liczbę Amerykanów stacjonujących na Bliskim Wschodzie, zrzucając winę na Iran, aby zmotywować Trumpa do kontynuowania działań. Ta możliwość opiera się jedynie na podejrzeniu, które pielęgnuję, ponieważ Trump jest coraz bardziej zdenerwowany wojną, a przecież Izrael historycznie rzecz biorąc nie miał problemu z zabijaniem Amerykanów w razie potrzeby. Ani kogokolwiek innego.

Philip Giraldi

Ron Paul Institute

Podstawy prawne funkcjonowania Rzeczypospolitej Polskiej

Roman Klimczyk włącz .

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Legalność Konstytucji z 1997 roku.

Od wielu lat żyjemy w zderzeniu różnych informacji i przekazów, często opierające się na różnych miejskich legendach,  które tworzone są przez dziwne grupy wpływu i działań. Często są to też generowane sztucznie treści, które mają za zadanie wpływać na coraz większy chaos informacyjny, który jako główne zadanie ma realizować zajmowanie nas sprawami mało istotnymi, na które najczęściej nie mamy wpływu, ale które zajmują naszą uwagę poza granice absurdu. Jakże łatwo w takiej scenerii manipulować i sterować społeczeństwem, widzimy na co dzień.

Jedną z takich legend jest ta o nielegalności Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 1997 roku. Jednym z głównych argumentów przytaczanych przez osoby tak twierdzące jest to, że Konstytucja ta uchwalona na podstawie Referendum nie spełniła wymogów, zawartych w tzw. Małej Konstytucji z 192 roku, gdzie opisany sposób przeprowadzenia referendum zawierał wymóg frekwencji podczas referendum na poziomie ponad 50% uprawnionych do głosowania. Faktycznie tego wymogu to referendum nie spełniło, niemniej ważność jej zatwierdzenia jest bezsporna w świetle prawa, ponieważ wspomniany artykuł 11 Ustawy Konstytucyjnej z 23 kwietnia 1992 roku (Dz.U. 1992 nr 67 poz. 336) dokładnie określa jak ma być procedowane referendum Konstytucyjne. Art. ten brzmi

Art.11 Ustawy Konstytucyjnej z 23 kwietnia 1992 roku:

„Przyjęcie w referendum Konstytucji następuje wówczas, gdy opowiedziała się za nim większość biorących udział w głosowaniu.”

Treść całkowita wyżej wymienionej ustawy dostępna jest pod adresem https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19920670336/O/D19920336.pdf

23 października 1992 roku powstała przejściowa wersja Ustawy Konstytucyjnej, tzw "Mała Konstytucja" , która uchyliła Konstytucję z 1952 roku i wiele innych aktów prawnych. I to w oparciu o jej zapisy powstało referendum konstytucyjne, zatwierdzające ostatecznie Konstytucję z 1997 roku, będącą teoretycznie podstawą funkcjonowania prawnego Państwa Polskiego po 1997 roku.

W przedostatnim artykule zapisanym w tej Ustawie Konstytucyjnej, w art 77 , w rozdziale 6, dotyczącym przepisów przejściowych i końcowych, zapisano wyłączenia i wyjątki poprzednich aktów prawnych i tam też jest odniesienie do wspomnianej powyżej Ustawy Konstytucyjnej z Kwietnia 92 roku. Wśród wyłączeń z uchylenia ważności jest zapis odnoszący się do artykułu 11 Ustawy Konstytucyjnej z 23 kwietnia 1992 roku (Dz.U. 1992 nr 67 poz. 336). A więc do formy przeprowadzania Referendum Konstytucyjnego.

Art.. 77.Ustawy Konstytucyjnej z 23 października 1992 rioku - tzw. "Małej Konstytucji"
Traci moc Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 22 lipca 1952 r. (Dz.U. z 1976 r. Nr 7, poz. 36, z 1980 r. Nr 22, poz. 81, z 1982 r. Nr 11, poz. 83, z 1983 r. Nr 39, poz. 175, z 1987 r. Nr 14, poz. 82, z 1988 r. Nr 19, poz. 129, z 1989 r. Nr 19 , poz. 101 i Nr 75, poz. 444, z 1990 r. Nr 16, poz. 94, Nr 29, poz. 171 i Nr 67, poz. 397, z 1991 r. Nr 41, poz. 176 i Nr 119, poz. 514 oraz z 1992 r. Nr 75, poz. 367), z tym że pozostają w mocy przepisy rozdziałów 1, 4, 7 z wyjątkiem art. 60 ust. 1, rozdziałów 8, 9 z wyjątkiem art. 94 oraz rozdziałów 10 i 11.

Treść tzw. Małej Konstytucji dostępna jest tu:  https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19920840426/O/D19920426.pdf

Link do treści tego art.77 bezpośrednio : http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/kpol/1992a.html

W roku 1995 powstała jeszcze jedna ustawa dotycząca problematyki referendum. Jest to USTAWA z dnia 29 czerwca 1 995 r.o referendum
(Dz.U. Nr 99, poz.487). I w sumie to ona ostatecznie wyjaśnia problem legalności Konstytucji, która została zatwierdzona przez Naród w formie referendum. Można zapoznać się z jej treścią w linku powyżej, natomiast najważniejszy do zapoznania się z nim jest art. 13 punkt 2, który definiuje sposób zatwierdzenia Referendum Konstytucyjnego jednoznacznie :.

Art. 13. 1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zarządza poddanie Konstytucji pod referendum w trybie określonym wart. 9 ustawy konstytucyjnej, o której
mowa wart. 11.
2. Przyjęcie w referendum Konstytucji następuje wówczas, gdy opowiedziała się za nią większość biorących udział w głosowaniu

Inny link do tej Ustawy jest dostępny pod adresem : https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19950990487/O/D19950487.pdf

I w zasadzie powyższe dewagacje tracą sens po zapoznaniu się z ustawą, która p[owstała w roku 1995, która szczegółowo ustala zasady przeprowadzania referendum, definiując wszelkie z tym związane szczegóły.

I w zasadzie wyczerpuje to całkowicie dalszą i jałową dyskusję o tym aspekcie legalności Ustawy Zasadniczej.

Można by się tu też odnieść do zasad demokracji, w których o akceptacji, zatwierdzeniu procedowanej w głosowaniach sprawie decyduje większość oddających głosy, łatka określająca frekwencję czy wymóg ilości biorących udział jest zazwyczaj zrobiona, aby utrudnić podejmowanie decyzji. Ale w demokratycznych regułach gry, decyzje podejmowane są większością podjętych głosów. Ci którzy wstrzymują się od głosu lub nie biorą udziału z wyyboru, zobligowani są do uznania woli większości. I można tu oczywiście dewagować o zasadzie nic nowego bez nas o nas, ale to nie jest zasada na którą się można w tym wypadku powołać. Ogłoszone referendum publicznie było przekazane w formie informacji różnymi kanałami i każdy mógł wziąć w nim udział i wyrazić swoje zdanie. Jeśli mmiałby  zdanie przeciwne jej uchwaleniu - miał możliwość to wyrazić. To i tak nie ma znaczenia w tym wypadku, bo jak udowodniono powyżej - Referendum Konstytucyjne odbyło się zgodnie z prawem i istniejącymi zasadami Konstytucyjnymi.

Podnoszony jest tu jeszcze jeden aspekt dotyczący tzw Dekretu Raczkiewicza z 30 listopada 1939 roku, wydanego przez ówczesnego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, zwanej później II Rzeczypospolitą, w którym uchyla się wszystkie akty prawne powstałe z inicjatywy władz okupacyjnych, z czym mamy nadal do czynienia z punktu widzenia prawa II Rzeczypospolitej Polskiej. Z tego punktu widzenia można by ocenić stworzony przez te władze dokument Konstytucyjny jako nie legalny gdyby nie jeden aspekt, że władze te , ogłaszając referendum odniosły się do woli Narodu Polskiego, jako całej uprawnionej głównie wiekowo i narodowościowo społeczności Polskiej.

I jest to spory dylemat, który należy rozpatrywać też jako nadanie temu dokumentowi mandatu legalności i aktu prawnego który Naród zatwierdził w swoim demokratycznym wyborze. W odczuciu wielu ludzi jest to bezspornie wiążący wybór, ponieważ miał się w tym akcie woli Narodu możliwość opowiedzieć i dokonać wyboru każdy uprawniony członek społeczności polskiej, a wybór ten jednoznacznie mocuje prawnie ten dokument. Nadając mu uprawnienia najwyższego aktu prawnego w Rzeczypospolitej Polskiej.

I jednym z najważniejszych argumentów za uznaniem tej Konstytucjki jest to że jest to pierwsza Kondtytucja Rzeczypospolitej Polskiej, a nie Ustawa Konstytucyjna. Po raz pierwszy Naród wypowiedział się , wykazując swoją wolę i przyjął zaproponowane rozwiązania i definicję, która w zasadzie zresetowała dotychczasowe ustalenia prawne i wprowadziła nowy, fundamentalny porządek prawny.

Budzić wątpliwości mogą jedynie drobne szczegóły, związane np. z .podpisem prezydenta, ponieważ na jednej podpisanych przez niego zatwierdzanych wersji Konstytucji jest odręczny podpis Aleksandr, a nie Aleksander. Czy te czynniki mają decydować o uznaniu lub nie tej Konstytucji, pozostawiamy ocenie czytelników.

W ocenie wielu osób Konstytucja ta ma wiele wad, ale też ma bardzo wiele zalet. Problem z nią związany jest jeden jest nagminnie łamana i nie przestrzegana przez wszystkie rządzące Polską od 1997 roku rządy, jak też i wszystkie działające w tym okresie kadencje Sejmu i Senatu.

Bardzo niewiele Ustaw spełnia wymóg legalności i zgodności z obecną Konstytucją, a Sejm co chwila proceduje i uchwala kolejne buble prawne, które usiłuje legalizować przez nadawanie im statutu Ustaw i obowiązującego prawa. Pytanie tylko czy czyni to świadomie, czy też są to błędy wynikłe z ich niekompetencji? Jest oczywiste że na pewno w tym gronie osób z ogromnymi kompetencjami prawnymi są takie, które doskonale zdają sobie sprawę z tego co jest robione i jak tworzy się reguły prawne regulujące działanie Państwa, i na pewno wkładany jest ogromny wysiłek w to, aby posłowie i senatorowie nie zdawali sobie sprawy z bezprawia w jakim biorą udział.

Bardzo dużej inspiracji w zrozumieniu tych mechanizmów i poziomu bezprawia w Rzeczypospolitej Polskiej, dostarczyły nam materiały i informacje związane z działaniami Urzędu Cywilnej i Demokratycznej Kontroli, który został powołany oddolnie jako organ Państwa , reprezentujący zgodnie z Konstytucją Suwerenny Naród Polski. To właśnie prace kontrolne i działania tego urzędu spowodowały że pewne aspekty funkcjonowania Państwa są obarczone błędami o tak ogromnej ważności, że zaprzecza to zupełnie uznania działań obecnych rządu i parlamentu jako legalnych.

W kolejnych materiałach będziemy publikowali informacje będące wynikiem prac Urzędu Cywilnej i Demokratycznej Kontroli, ponieważ są to niezmiernie ciekawe kwestie podstaw funkcjonowania Państwa. Więcej materiałów znajdą państwo na stronie UCiDK https://ucidk.pl

Wizja Murraya Bookchina demokracji bezpośredniej, zawarta w " Wolnościowym Munipacypaliźmie"

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Ze wszystkich kierunków amerykańskiego anarchizmu ten jest nam najmniej znany. Wiemy o lewicowych anarchosyndykalistach z historycznego ruchu Industrial Workers of the World i anarchokomunistach zorganizowanych w Love & Rage Revolutionary Anarchist Federation; wiemy o prawicowych anarchokapitalistycznych "libertarianach" wyznających idee Ayn Rand; wiemy nawet o anarchoindywidualistach skupionych wokół "Anarchy" i anarchoprymitywistach spod znaku "Fifth Estate"... Natomiast zainicjowany przez Murraya Bookchina ruch "wolnościowego municypalizmu" – jakże oryginalny i płodny intelektualnie – pozostaje nam nieznany.

Zmieńmy wojenną demokracją na pokojową

Andrzej Jędrzejewski włącz .

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Przedstawiam artykuł Zdzisława Gromady predstawiony na stronie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE.

 Podstawowym warunkiem dobrego funkcjonowania każdej społeczności ludzkiej jest zgoda. Mądrość ludowa mówi jednoznacznie: Zgoda buduje niezgoda rujnuje. Niestety w demokracji, którą praktykujemy od ponad 30 lat, mamy na stałe zapisany nie demokratyczny element, który mobilizuje naszych demokratycznie wybranych reprezentantów do wojny na górze.

Wojenna demokracja

W demokracji wszyscy obywatele powinni mieć równe prawa a tym bardziej ich polityczni reprezentanci. Niestety w demokracji, którą stosujemy jest podział naszych wybrańców na lepszych i gorszych. LEPSZYCH którzy w wyborach uzyskali większość w Sejmie i mają do następnych wyborów prawo/obowiązek sprawowania Rządu RP oraz pozostałych GORSZYCH czyli opozycję, która nie ma żadnych obowiązków. Praktycznie wyłącznie „przeszkadza” rządzącej większości.

Demokracja Bezpośrednia mit czy cel?

Roman Klimczyk włącz .

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

RomanKlimczykJako wieloletni "wyznawca" tej formy zarządzania i współdecydowania przeszedłem jednak pewną transformację poglądów, wynikającą z bezpośrednich doświadczeń związanych z próbami wdrażania Demokracji Bezpośredniej . Pewnie jako jeden z niewielu , jestem praktykiem, a nie teoretykiem, chociaż stopień zaangażowania się w tworzenie różnych koncepcji i systemów realizacji praktycznych zasad DB w wielu projektach, grupach, organizacjach upoważnia mnie również do wyrażania swego zdania w opcji teoretycznej. Brałem udział w paru inicjatywach przeniesienia zarządzania systemem DB do systemów informatycznych, tworząc różne platformy informatyczne.

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

Newsletter

Dołącz do naszego biuletynu i otrzymaj bieżące informacje o naszych działaniach

Wyślij

Kontakt

email : biuro[at]koreus.pl
Przedstawiciel : Andrzej Jędrzejewski - tel. 513 989 601
siedziba: 20-068 Lublin, ul. Leszczyńskiego 23