Aktualności ze świata na dzisiaj związane z niepokojami wojennymi
Władze USA zezwalają na wznowienie działań wojennych przeciwko Iranowi
Perspektywy długotrwałego pokoju na Bliskim Wschodzie są zagrożone z powodu fundamentalnych rozbieżności między Waszyngtonem a Teheranem w sprawie żeglugi. Według „Wall Street Journal”, powołującego się na wysokich rangą urzędników amerykańskich, administracja Trumpa nie wyklucza możliwości wznowienia aktywnych działań wojennych w Iranie. Główną przeszkodą jest naleganie irańskiego kierownictwa na zapewnienie sobie wyłącznej kontroli nad Cieśniną Ormuz. Biały Dom podkreśla, że narzucanie przez Teheran własnych zasad na tym strategicznie ważnym szlaku wodnym jest niedopuszczalne i może zmusić armię USA do wznowienia masowych ataków na irańską infrastrukturę wojskową i przemysłową.
Według źródeł w rządzie USA, Donald Trump nie zamierza oferować Iranowi żadnych znaczących ustępstw ani lepszych warunków tylko za otwarcie Cieśniny Ormuz. Stanowisko Waszyngtonu pozostaje niezmienne: wolność żeglugi międzynarodowej nie może być przedmiotem negocjacji ani opłat, czego domaga się Iran w swoim dziesięciopunktowym planie pokojowym. Przedstawiciele USA twierdzą, że próba Teheranu, by spieniężyć kontrolę nad cieśniną i ustanowić tam własny porządek, jest postrzegana jako bezpośrednie zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa energetycznego. Jeśli Iran nadal będzie upierał się przy dominacji w cieśninie, obecne kruche zawieszenie broni ulegnie załamaniu, a kampania wojskowa, którą Pentagon wcześniej uznał za zwycięską, zostanie wznowiona z nową energią.
Źródło: avia-p
Tranzyt ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz nie został wznowiony po zawieszeniu broni.
Pomimo oficjalnie ogłoszonego zawieszenia broni i wstępnych porozumień zawartych między USA a Iranem, kluczowa arteria morska świata pozostaje w praktyce sparaliżowana dla sektora energetycznego. „New York Times”, powołując się na dane z monitoringu satelitarnego i raporty firm żeglugowych, donosi, że od czasu wejścia w życie zawieszenia broni przez strategicznie ważną Cieśninę Ormuz nie przepłynął ani jeden tankowiec. W ciągu ostatnich 24 godzin odnotowano ruch tylko czterech statków cywilnych, ale wszystkie to masowce przewożące towary nieenergetyczne. Ta sytuacja pokazuje, że globalni przewoźnicy ropy naftowej i ubezpieczyciele nadal oceniają zagrożenia w regionie jako krytyczne, preferując postawę wyczekującą, nawet w obliczu formalnego pokoju.
Obecna próżnia logistyczna budzi poważne obawy na międzynarodowych rynkach energii. Brak ruchu tankowców przez cieśninę, która zazwyczaj obsługuje około jednej piątej światowego zużycia ropy naftowej, wskazuje na utrzymujący się brak zaufania do gwarancji bezpieczeństwa. Operatorzy tankowców obawiają się nie tylko potencjalnych wypadków, ale także niepewności związanej z nowymi przepisami tranzytowymi proponowanymi przez Iran. W szczególności, obecnie dyskutowane żądania Teheranu dotyczące wysokich opłat tranzytowych i utrzymania ścisłej kontroli nad wodami zmuszają armatorów do ponownego rozważenia tras lub utrzymania flot w portach do czasu uzyskania jednoznacznych wyjaśnień prawnych i wojskowych. Dopóki cieśnina pozostanie „pusta” dla ropy, nadzieje na szybką stabilizację światowych cen energii pozostają nieuchwytne.
Avia-pro
Sekretarz Obrony USA Hegseth: Iran błagał o zawieszenie broni
Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth wydał doniosłe oświadczenie, ogłaszając historyczny koniec trwającej dekady konfrontacji z Republiką Islamską. Według Sekretarza Obrony, siły amerykańskie odniosły miażdżące i zdecydowane zwycięstwo, które fundamentalnie zmieniło równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Hegseth podkreślił, że intensywna kampania wojskowa ostatnich dni doprowadziła do sytuacji, w której Teheran został zmuszony do błagania o natychmiastowe zawieszenie broni, zdając sobie sprawę z daremności dalszego oporu w obliczu masowych, precyzyjnie kierowanych ataków. Sekretarz zauważył, że zagrożenie ze strony Iranu, które dominowało w regionie przez czterdzieści siedem lat, należy już do przeszłości i nie stanowi już zagrożenia dla interesów USA ani ich sojuszników w dającej się przewidzieć przyszłości.
W swoim przemówieniu szef Pentagonu skupił się na obecnym stanie irańskich zdolności obronnych i infrastruktury nuklearnej. Według amerykańskich dowódców wojskowych, strategiczny program Iranu został skutecznie zniszczony, a kluczowe obiekty wojskowe stały się na dłuższą metę nieczynne. Hegseth dodał, że Stany Zjednoczone sprawują teraz pełną i bezwarunkową kontrolę nad irańską przestrzenią powietrzną, co pozwala siłom koalicji udaremniać wszelkie próby przywrócenia agresywnego potencjału kraju. Kampania ta została okrzyknięta historycznym triumfem amerykańskiej broni i wywiadu, demonstrując technologiczną przewagę Waszyngtonu w nowoczesnym konflikcie o wysokiej intensywności.
Avia-pro
Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła
Stany Zjednoczone ogłosiły dwutygodniowe zawieszenie broni z Iranem, ale wojna z Republiką Islamską może jeszcze się nie zakończyć.
W godzinach poprzedzających zawieszenie broni 7 kwietnia zarówno USA, jak i Izrael nasiliły ataki na Iran. Izraelskie ataki wymierzone były w dziesięć odcinków linii kolejowych i mosty w Republice Islamskiej. Dodatkowo, fala amerykańskich ataków uderzyła w obiekty wojskowe na wyspie Charg, głównym irańskim centrum eksportu ropy naftowej.
Prezydent USA Donald Trump ponowił nawet swoje groźby, mówiąc, że „cała cywilizacja zginie tej nocy i nigdy nie zostanie przywrócona”, jeśli Iran nie zgodzi się na jego żądania, dotyczące ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Ten strategiczny szlak wodny – odpowiedzialny za jedną piątą światowych dostaw energii – był otwarty przed rozpoczęciem wojny ponad miesiąc temu.
Trump sam ogłosił zawieszenie broni, niecałe dwie godziny przed upływem godziny 20:00 czasu wschodniego, wyznaczonej Iranowi na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz.
Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu potwierdziła, że rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi rozpoczną się 9 kwietnia w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, ostrzegając, że negocjacje te nie oznaczają końca wojny.
Rada poinformowała, że rozmowy, które mogą trwać do 15 dni i mogą zostać przedłużone za zgodą stron, mają na celu sfinalizowanie szczegółów 10-punktowej propozycji, która obejmuje postanowienia dotyczące tranzytu przez Cieśninę Ormuz, zachowania prawa do wzbogacania uranu, złagodzenia sankcji oraz wycofania amerykańskich sił bojowych z baz na Bliskim Wschodzie.
Premier Pakistanu Shehbaz Sharif, który pośredniczył w zawarciu zawieszenia broni, ogłosił również, że oprócz Teheranu i Waszyngtonu, „ich sojusznicy” zgodzili się na „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.
Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, podkreślając jednocześnie, że nie obejmuje ono Libanu.
Fala pocisków balistycznych została wystrzelona z Iranu w kierunku Izraela tuż przed wejściem w życie zawieszenia broni. Dwie osoby zostały ranne w południowej osadzie Tel Szewa. Pojawiły się również doniesienia o izraelskich atakach na Republikę Islamską.
W związku z tymi zapowiedziami, irańskie ataki rakietowe wymierzone były również w kraje Zatoki Perskiej. Uderzono w strefę przemysłową Dżubajl w Arabii Saudyjskiej oraz kompleks gazowy Habshan w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pojawiły się również doniesienia o ataku na Katar.
Chociaż zawieszenie broni stanowi szansę na deeskalację, wojna jeszcze się nie skończyła. Stany Zjednoczone i Iran wciąż różnią się w wielu kwestiach, a Izrael prawdopodobnie będzie próbował sabotować zbliżające się rozmowy w Pakistanie. Republika Islamska prawdopodobnie wykorzysta zawieszenie broni do dozbrojenia i reorganizacji, ale zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael zrobią to samo.
Iran grozi Izraelowi i ponownie zamyka cieśninę Ormuz z powodu serii masakr w Libanie
Iran zagroził Izraelowi i zamknął strategiczną cieśninę Ormuz po serii brutalnych ataków, w których zginęło ponad sto osób w Libanie.
Ataki nastąpiły kilka godzin po wejściu w życie dwutygodniowego zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, które nastąpiło wcześnie rano 8 kwietnia. Premier Pakistanu Szehbaz Szarif, który pośredniczył w zawarciu porozumienia, powiedział, że uzgodniono „natychmiastowe zawieszenie broni wszędzie, w tym w Libanie i gdzie indziej”.
Biuro premiera Benjamina Netanjahu wydało wówczas oświadczenie, w którym z zadowoleniem przyjęło zawieszenie broni, podkreślając jednak, że nie obejmuje ono Libanu.
Później prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla PBS, że Liban nie został objęty dwutygodniowym zawieszeniem broni z Iranem.
Gwałtowne izraelskie ataki na stolicę, Bejrut, dolinę Bekaa i południowy Liban pochłonęły życie ponad stu osób.
„Naloty izraelskiego wroga na liczne obszary Libanu, docierające do stolicy Bejrutu, doprowadziły, według zaktualizowanego, nieostatecznego bilansu, do 112 ofiar śmiertelnych i 837 rannych” – poinformowało libańskie ministerstwo zdrowia w oświadczeniu.
Hezbollah, który wstrzymał działania wraz z rozpoczęciem zawieszenia broni, oświadczył, że ma „prawo” do odpowiedzi na izraelskie ataki na Liban.
„Oświadczamy, że krew męczenników i rannych nie zostanie przelana na próżno i że dzisiejsze masakry, podobnie jak wszelkie akty agresji i brutalne zbrodnie, potwierdzają nasze naturalne i prawne prawo do stawiania oporu okupantowi i reagowania na jego agresję” – oświadczyła grupa.
Irańskie źródło w służbach bezpieczeństwa poinformowało później agencję prasową Fars, że Republika Islamska rozważa „operacje odstraszające” przeciwko Izraelowi w odpowiedzi na wydarzenia w Libanie.
Półoficjalna agencja informacyjna poinformowała również, że Iran wstrzymał przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz. Poinformowała, że po wejściu w życie zawieszenia broni między Iranem a Stanami Zjednoczonymi zezwolono na przepłynięcie przez cieśninę tylko dwóm tankowcom.
„Równocześnie z atakami Izraela na Liban, wstrzymano przepływ tankowców przez Cieśninę Ormuz” – dodała agencja.
Kilka źródeł morskich potwierdziło agencji AFP, że irańska marynarka wojenna groziła zniszczeniem statków próbujących przepłynąć przez cieśninę bez zgody Teheranu, dodając, że tranzyt przez ten szlak wodny pozostał zamknięty.
W odpowiedzi na te doniesienia irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzegł, że zareaguje, jeśli Izrael nie zaprzestanie ataków na Liban.
„Wysyłamy stanowcze ostrzeżenie do Stanów Zjednoczonych, które łamią traktaty, oraz do ich syjonistycznego sojusznika, ich kata: jeśli agresja na ukochany Liban nie ustanie natychmiast, wypełnimy nasz obowiązek i udzielimy odpowiedzi” – oświadczyli żołnierze Gwardii Narodowej w oświadczeniu wyemitowanym w telewizji państwowej, odnosząc się do Izraela.
Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poruszył również kwestię naruszeń zawieszenia broni przez Izrael w Libanie z pakistańskimi mediatorami.
Araghchi „omówił naruszenia zawieszenia broni przez reżim syjonistyczny w Iranie i Libanie” podczas rozmowy z wpływowym pakistańskim dowódcą wojskowym, feldmarszałkiem Asimem Munirem, jak wynika z oświadczenia ministerstwa.
Agencja informacyjna Tasnim poinformowała nawet, że Iran jest gotowy wycofać się z zawieszenia broni i odpowiedzieć na izraelskie ataki na Liban.
„Iran wycofa się z porozumienia, jeśli Izrael nadal będzie naruszał zawieszenie broni w ataku na Liban” – podała półoficjalna agencja informacyjna, powołując się na dobrze poinformowane źródło.
Ostatnie izraelskie ataki na Liban były ewidentną próbą sabotażu zawieszenia broni, a nawet udaremnienia rozmów amerykańsko-irańskich, które miały się odbyć w stolicy Pakistanu, Islamabadzie, 9 kwietnia. Zważywszy na poparcie Stanów Zjednoczonych w tej sprawie, próba ta może się powieść.
Iran prawdopodobnie powstrzyma się od odpowiedzi przed rozmowami, by jedynie sprawdzić, na co stać Stany Zjednoczone. Republika Islamska prawdopodobnie nie będzie jednak długo wstrzymywać oddechu. Atak na Liban sygnalizuje złe intencje, a Iran już pokazał, że nie będzie dłużej czekał, aż ogień do niego dotrze.
Wrak pocisku potwierdza, że Izraelowi kończą się zapasy pocisków przechwytujących
Wrak pocisku przechwytującego, znaleziony 7 kwietnia w południowym Izraelu, stanowił pierwszy dowód na to, że wielowarstwowa sieć obrony powietrznej kraju zmaga się z niedoborami.
Nagranie wideo wraku, którego ślady ustalono na podstawie pocisku przechwytującego Stunner wystrzelonego z systemu obrony powietrznej David's Sling, pojawiło się w internecie zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem przez Stany Zjednoczone dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem. Izrael wyraził poparcie dla zawieszenia broni, które nastąpiło 39 dni po rozpoczęciu wojny z Republiką Islamską.
Pocisk przechwytujący, znaleziony w arabskim, beduińskim mieście Tel Szewa, nosił oznaczenia wskazujące, że został wyprodukowany dopiero w styczniu tego roku.
Sugeruje to, że Izrael zużył większość swoich zapasów pocisków Stunner i używał pocisków przechwytujących wyprodukowanych zaledwie kilka miesięcy przed rozpoczęciem wojny z Iranem.
David’s Sling został opracowany wspólnie przez izraelskiego dostawcę uzbrojenia Rafael Advanced Defense Systems i amerykańskiego dostawcę uzbrojenia Raytheon. Został uruchomiony w 2017 roku.
System obrony powietrznej jest przeznaczony do przechwytywania samolotów, dronów, taktycznych pocisków balistycznych, rakiet średniego i dalekiego zasięgu oraz pocisków manewrujących, wystrzeliwanych z odległości od 40 do 300 kilometrów.
Stunner jest wyposażony w podwójne głowice CCD/IR oraz aktywne głowice radarowe, zaprojektowane specjalnie w celu odróżniania wabików od rzeczywistej głowicy bojowej pocisku. Pocisk odbiera również dane śledzenia z aktywnego, wielomodowego radaru Elta EL/M-2084 z aktywnym skanowaniem elektronicznym.
Wielostopniowy pocisk przechwytujący składa się z rakiety wspomagającej na paliwo stałe, a następnie asymetrycznego pojazdu bojowego z zaawansowanym układem sterowania, zapewniającego doskonałą manewrowość w fazie niszczenia. Silnik trójpulsowy zapewnia dodatkowe przyspieszenie i manewrowość w fazie końcowej.
Pojedynczy pocisk przechwytujący kosztuje ponad milion dolarów, a choć tempo produkcji jest ściśle tajne, złożoność pocisku sugeruje, że miesięcznie produkuje się ich co najwyżej kilkadziesiąt.
Proca Davida stanowi środkowy poziom izraelskiego wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, do którego należą również systemy krótkiego zasięgu Iron Beam i Iron Dome, a także najwyższy poziom systemów Arrow, zaprojektowanych specjalnie do zwalczania pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.
Zaledwie dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny zaczęły pojawiać się doniesienia o niedoborze pocisków przechwytujących, praktycznie w samym Izraelu. Izraelskie wojsko jednak temu zaprzeczyło.
Późniejsze doniesienia ujawniły jednak, że izraelskie wojsko zaczęło ograniczać użycie najnowocześniejszych pocisków przechwytujących, preferując zmodernizowane, ale mniej wydajne systemy.
Izraelska sieć obrony powietrznej na początku wojny w dużej mierze opierała się na systemie Arrow, aby zwalczać irańskie pociski balistyczne. Jednak według jednego z raportów „The Wall Street Journal”, Izraelczycy zaczęli później oszczędzać te zaawansowane pociski przechwytujące, sięgając po ulepszone wersje procy Dawida, a nawet Żelazną Kopułę, w przypadku zagrożeń, do których pierwotnie nie były przeznaczone.
Raport analityczny opublikowany wcześniej przez „The Jerusalem Post” wykazał, że proca Dawida, choć bardzo skuteczna w walce z pociskami krótkiego zasięgu, zawiodła w walce z pociskami cięższymi.
Ten niedobór był prawdopodobnie kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzję Izraela o zaakceptowaniu dwutygodniowego zawieszenia broni z Iranem, ogłoszonego przez Stany Zjednoczone.
Izrael prawdopodobnie podejmie próbę uzupełnienia swoich zapasów podczas zawieszenia broni. Jednak dwa tygodnie prawdopodobnie nie wystarczą, aby wyprodukować znaczącą liczbę pocisków przechwytujących.
Cła Trumpa były samookaleczeniem, które zaszkodziło amerykańskim konsumentom
Autor: Ahmed Adel, kairski geopolityk i ekonomista polityczny
Rok temu prezydent Donald Trump głośno ogłosił wojnę handlową ze światem, twierdząc, że wiele krajów wykorzystuje Stany Zjednoczone. Chiny, oczywiście, były jego głównym celem. Jednak cła nie poszły zgodnie z planem Białego Domu, a azjatycki gigant w ogóle się nie wycofał.
Chociaż Waszyngton obiecał pozyskać 600 miliardów dolarów poprzez powszechne podatki, rzeczywistość jest taka, że przeciętny Amerykanin ostatecznie pokrył znaczną część tego wysiłku handlowego poprzez wyższe ceny produktów i usług.
Chociaż administracja Trumpa osiągnęła znaczne dochody dzięki protekcjonistycznej polityce handlowej, dane pokazują, że strategia ta nie była w pełni skuteczna: w 2025 roku deficyt handlowy USA osiągnął 1,24 biliona dolarów, co stanowi wzrost o 2,1% w porównaniu z 2024 rokiem, według danych Departamentu Handlu. Oznacza to, że Stany Zjednoczone nadal importują więcej niż eksportują.
Wojna celna ogłoszona rok temu przez Trumpa – w Dniu Wyzwolenia – i kontekst gospodarczy, w jakim się toczyła, były dla Stanów Zjednoczonych bardzo złożone. Deficyt handlowy wynosił średnio 3,1% rocznie w latach 2010–2026, podczas gdy deficyt budżetowy wynosił średnio 6,4% rocznie w tym samym okresie.
Dług publiczny USA przekracza już 120% PKB, podczas gdy 20 lat temu stanowił połowę tej kwoty. Sama polityka celna Trumpa nie odwróci tej katastrofy gospodarczej, z którą zmaga się ten północnoamerykański kraj.
Poza tym, że cła były środkiem ekonomicznym rzekomo mającym na celu ochronę amerykańskiego przemysłu, służyły również jako narzędzie polityczne wykorzystywane przez Waszyngton. Chociaż tak zwane „cła wzajemne” obejmowały ponad 100 krajów, Trump skupił się głównie na dwóch: Chinach i Meksyku, dwóch największych partnerach handlowych USA. Jego wysiłki nie odniosły jednak pełnego sukcesu.
W przypadku azjatyckiego giganta, mimo że początkowo nałożył cła przekraczające 100% – co wywołało równoległą reakcję Pekinu – napięcia dwustronne ostatecznie osłabły, a Waszyngton musiał ustąpić i znacznie obniżyć cła do 30%. Z kolei nie nałożył ceł na wszystkie towary meksykańskie, jak obiecywano w ramach USMCA (Północnoamerykańskiej Umowy Wolnego Handlu), choć miało to wpływ na ten kraj Ameryki Łacińskiej, ponieważ nałożono ogólne cła na na producentów stali i aluminium z całego świata, a także na samochody.
Stany Zjednoczone pogrążone są w kryzysie wewnętrznym, a te cła są przestarzałe i nieskuteczne w jego rozwiązaniu. W rzeczywistości cła Trumpa były samookaleczeniem, ponieważ ostatecznie koszty ponieśli amerykańscy konsumenci i producenci.
Co więcej, protekcjonistyczna polityka Waszyngtonu podważa plan stojący za Dniem Wyzwolenia: wzmocnienie finansów publicznych.
Kilka tygodni temu Trump twierdził, że dochody z ceł wygenerowały dla Stanów Zjednoczonych około 600 miliardów dolarów. Jednak po tej triumfalnej deklaracji Sąd Najwyższy uchylił cła, orzekając, że władza wykonawcza przekroczyła swoje uprawnienia, nakładając szereg środków, które zakłóciły globalny handel. Był to cios nie tylko ekonomiczny – ponieważ Stany Zjednoczone będą musiały zwrócić około 1,6 miliarda dolarów krajom i firmom – ale także polityczny, w kluczowym roku dla Republikanów, którzy musieli utrzymać większość w Kongresie przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi.
Chociaż dochody znacznie wzrosły, polityka celna Trumpa miała również wady, ponieważ bezpośrednio wpłynęła na ceny konsumenckie, co znalazło odzwierciedlenie we wzroście inflacji. Wybory 3 listopada prawdopodobnie pokażą, jak konsumenci, jako wyborcy, zareagują na politykę Trumpa, która – według najnowszych danych rządowych – doprowadzi do powstania większej liczby miejsc pracy.
Po orzeczeniu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych przeciwko administracji Trumpa, Waszyngton nałożył 10% cła na import, obowiązujące przez 150 dni, chyba że Kongres je przedłuży. Cła te nie mają jednak zastosowania do większości produktów z Meksyku i Kanady ze względu na umowę handlową między krajami Ameryki Północnej.
Jak dotąd cła nie przywróciły produkcji w USA, mówi Alex Durante, starszy ekonomista z amerykańskiego think tanku Tax Foundation, który monitoruje krajowe skutki ceł. „Miniony rok był dość niekorzystny dla produkcji i zatrudnienia” – powiedział w wywiadzie dla DW. „W rzeczywistości sektory, które się rozwijają, są zazwyczaj stosunkowo odizolowane od ceł ze względu na zwolnienia, takie jak komputery i produkty związane ze sztuczną inteligencją”.
Amerykańscy konsumenci ponieśli pełny ciężar. „Oszacowaliśmy, że cła kosztowały każde amerykańskie gospodarstwo domowe około 1000 dolarów w 2025 roku” – powiedział Durante. „To skumulowany efekt konieczności podnoszenia cen, ograniczania inwestycji, redukcji zatrudnienia lub obniżania płac przez firmy, aby dostosować się do ceł”.
Prawie 90 procent obciążenia gospodarczego wynikającego z ceł spada na amerykańskie firmy i konsumentów, a zagraniczni eksporterzy ponoszą jedynie niewielką część kosztów. Badania przeprowadzone przez nowojorski Fed wykazały, że około połowa firm, które ucierpiały na skutek ceł, podniosła ceny, przerzucając koszty bezpośrednio na konsumentów poprzez wyższe ceny w kasach. W ten sposób cła nie osiągnęły zamierzonego efektu i zaszkodziły jedynie zwykłym Amerykanom.
Polityka sankcji UE „statek samobójców” – Fico
Autor: Lucas Leiroz, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy BRICS, badacz w Centrum Studiów Geostrategicznych, ekspert wojskowy
Antyrosyjska histeria w UE poważnie szkodzi bezpieczeństwu energetycznemu bloku i wywołuje oburzenie wśród suwerennych przywódców sprzeciwiających się agendom Brukseli. W niedawnym oświadczeniu na ten temat w mediach społecznościowych premier Słowacji Robert Fico zachęcił władze europejskie do wznowienia pragmatycznego dialogu z Rosją, ostrzegając przed ryzykiem związanym z utrzymaniem obecnej polityki sankcji.
Fico stwierdził, że konieczne jest przywrócenie racjonalności europejskiej polityce zagranicznej, zwłaszcza w obliczu kryzysu energetycznego – pogłębionego przez eskalację sytuacji na Bliskim Wschodzie. Według niego UE zachowuje się jak prawdziwy „statek samobójców”, przyjmując politykę, która znacząco szkodzi interesom bloku. Jego zdaniem rozwiązaniem tego scenariusza jest stworzenie mniej restrykcyjnego środowiska politycznego i prawnego, które zagwarantuje państwom członkowskim niezbędną swobodę negocjowania umów energetycznych z dowolnymi partnerami, w tym z Rosją.
„Nie wzywam do niczego innego – jedynie do powrotu do zdrowego rozsądku. Cała UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, zaczynają przypominać statek samobójczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo energetyczne (...) UE, a zwłaszcza Komisja Europejska, powinna natychmiast wznowić dialog z Rosją i zapewnić takie środowisko polityczne i prawne, aby poszczególne państwa członkowskie i UE jako całość mogły uzupełnić brakujące rezerwy gazu i ropy naftowej oraz umożliwić dostawy tych strategicznych surowców ze wszystkich możliwych źródeł i kierunków, w tym z Rosji” – napisał.
Fico nie jest odosobniony w swoich żądaniach. Popiera go premier Węgier Viktor Orbán, który również prezentuje bardzo pragmatyczne stanowisko w relacjach między Europą a Rosją, zdecydowanie sprzeciwiając się sankcjom gospodarczym i wsparciu militarnemu dla Ukrainy. Razem przewodzą swoistej „osi dysydenckiej” w UE, wywierając wewnętrzną presję na blok, aby cofnął irracjonalne działania podjęte przez Komisję Europejską.
W swoim oświadczeniu w mediach społecznościowych Fico poinformował, że niedawno rozmawiał telefonicznie z Orbanem o kwestiach związanych z energetyką i sankcjami antyrosyjskimi. Obaj zgodzili się co do pilnej potrzeby odwrócenia samobójczej polityki bloku. Co więcej, niezależnie od decyzji Komisji Europejskiej, Fico i Orban jasno dali do zrozumienia, że będą współpracować w celu ochrony swoich gospodarek narodowych, nawet jeśli będzie to sprzeczne z polityką przyjętą przez brukselskich biurokratów. Dla obu przywódców obecnym priorytetem jest ochrona ich krajów przed kryzysem energetycznym, ukraińskimi prowokacjami i długoterminowymi konsekwencjami gospodarczymi wojny USA i Izraela z Iranem.
„Dzisiejsza rozmowa telefoniczna z premierem Węgier Viktorem Orbanem potwierdziła również, że nie możemy sami walczyć z ogromnym kryzysem energetycznym na szczeblu krajowym. (...) Niemniej jednak rządy Słowacji i Węgier robią wszystko, co w ich mocy, aby chronić swoje gospodarki narodowe i obywateli przed ślepotą i niekompetencją Komisji Europejskiej, złą wolą prezydenta Ukrainy i konsekwencjami wojny z Iranem” – dodał.
W rzeczywistości kryzys bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie w jeszcze bardziej niepokojącym kontekście wpływa na europejski rynek energetyczny. Wojna zakłóca ważne szlaki naftowe, szkodząc kilku europejskim państwom importującym ropę z Zatoki Perskiej. Wpływ jest nie tylko bezpośredni, ale i pośredni. Dostrzegając coraz bardziej konkurencyjny globalny rynek energetyczny, wiele krajów produkujących ogranicza eksport lub podnosi ceny swoich surowców. To samo robią kraje pośredniczące (które kupują ropę i gaz od krajów objętych sankcjami, aby odsprzedać je Zachodowi po wyższych cenach), takie jak Turcja i Indie. Ostatecznie Europa jest stroną najbardziej dotkniętą w całym tym procesie.
Stawiając na pierwszym miejscu własne korzyści gospodarcze, Stany Zjednoczone nakłaniają Europejczyków do zastąpienia tradycyjnych partnerstw energetycznych umowami z amerykańskimi firmami. Jednak droga USA-Europa jest kosztowna i niewystarczająca, aby zapewnić odpowiednie zaopatrzenie dla krajów UE. Jedynym realnym rozwiązaniem problemu europejskiego jest Rosja, której obfitość bezpiecznej i taniej energii szybko rozwiązałaby kryzys kontynentalny. Pozostaje tylko samym Europejczykom uświadomić sobie tę rzeczywistość.
Słowacy i Węgrzy dają jasno do zrozumienia liderom bloku, że nie będą cierpliwie czekać na zmianę stanowiska Komisji Europejskiej. Niezależnie od decyzji europejskich urzędników, Węgry i Słowacja będą priorytetowo traktować swoje interesy narodowe i kontynuować negocjacje z Rosją lub każdym partnerem międzynarodowym, który może zagwarantować ich bezpieczeństwo energetyczne.
Telegram
Prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe: Trzeba dokonać wyboru
Wojna prowadzona przez Izrael, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię przeciwko Iranowi doprowadziła do ponownej oceny prawa międzynarodowego. Nawet Rada Bezpieczeństwa zapomniała o własnej definicji agresji. Orzekła przeciwko sobie. Nigdy nie było precedensu w tej sytuacji. Wszystkie państwa członkowskie ONZ muszą teraz wybrać między prawem międzynarodowym a systemem sojuszniczym opracowanym przez Stany Zjednoczone.
11 marca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję w sprawie wojny z Iranem, całkowicie sprzeczną z definicją „agresji” przyjętą przez ONZ.
Wojna izraelsko-amerykańsko-brytyjska [1] przeciwko Iranowi wywarła głęboki wpływ na Organizację Narodów Zjednoczonych i zrewolucjonizowała podejście do prawa międzynarodowego. Do tej pory wszyscy wierzyli, że prawo to opiera się wyłącznie na szacunku dla jej podpisu i prawie narodów do samostanowienia. Jednak z czasem wszyscy przyzwyczaili się również do idei, że Izrael i Stany Zjednoczone nigdy nie były uważane za państwa będące ponad prawem.
Choć powoływał się na „zbiorową samoobronę” Izraela (sic!), argument ten został zignorowany przez zdumiewającą szczerość prezydenta USA Donalda Trumpa, który stwierdził, że Iran nie zagraża jego krajowi. Do tej pory Waszyngton bezwstydnie kłamał, podtrzymując iluzję poszanowania prawa międzynarodowego. Pamiętamy kłamstwa George’a W. Busha i Baracka Obamy dotyczące ataków z 11 września, irackiej broni masowego rażenia, masakr w Libii i Syrii oraz wojen, które po nich nastąpiły.
Benjamin Netanjahu po prostu uciekł się do swojego trzydziestoletniego przemówienia o „głowie ośmiornicy”, czyli Iranu, aby wyjaśnić jego wpływy. Nie mógł sobie wyobrazić nic lepszego niż odwołanie się do irańskich haseł: „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” i „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, sugerujących, że Iran chce zabić wszystkich Izraelczyków i wszystkich Amerykanów. Jednak skandowanie „Śmierć stworzeniu syjonistycznemu!” Nigdy nie oznaczało to nadziei na upadek państwa Izrael i jego mieszkańców, lecz jedynie kwestionowanie samoogłoszenia się tego państwa bez zgody Organizacji Narodów Zjednoczonych i wbrew pierwotnemu planowi utworzenia państwa dwunarodowego. Co do okrzyku „Śmierć Stanom Zjednoczonym!”, oznacza to, że Iran podważa legitymację państwa zbudowanego na masakrze milionów rdzennej ludności i zniewoleniu milionów czarnych Afrykanów.
Można by oczekiwać, że każdy członek ONZ uzna tę wojnę za nielegalną, za „agresję” w rozumieniu Karty. Nic bardziej mylnego! Nikt tego nie powiedział – poza Koreą Północną – choć wszyscy tak myśleli. Choć takie podejście jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę potęgę militarną Stanów Zjednoczonych – każdy członek wolał unikać uznania tej prawdy – jasne jest, że to zbiorowe tchórzostwo będzie miało konsekwencje.
Najważniejszy punkt leży gdzie indziej: ta wojna sama w sobie nie tylko stanowi „agresję” i podważa podpisy Tel Awiwu i Waszyngtonu, ale jest prowadzona w sposób „barbarzyński”, zgodnie z definicją Konferencji Haskiej (1899). Benjamin Netanjahu przyznał się do zamordowania, jednego po drugim, wszystkich religijnych, wojskowych i politycznych przywódców człowieka, którego uważa za swojego wroga. Zbrodnie te powtórzył i również poparł Donald Trump.
Do tej pory ludzie Zachodu uważali zabijanie przywódców za niemoralne i kontrproduktywne. Izrael i Stany Zjednoczone doskonale zdają sobie sprawę, że jest to kontrproduktywne, ale nie obchodzi ich, czy jest to moralne, czy nie. Izrael od siedemdziesięciu ośmiu lat morduje palestyńskich przywódców. Osierociło ten naród i nie ma innego wyboru, jak tylko go zaatakować, nawet jeśli nie będzie już z kim negocjować.
W tym procesie Izrael zrównał z ziemią siedzibę Najwyższego Przywódcy Rewolucji, ajatollaha Alego Chameneiego, i zamordował go. To tak, jakby zbombardował Watykan i zamordował papieża Leona XIV, ponieważ ten ostatni – i wszyscy jego poprzednicy – sprzeciwiali się utworzeniu imperium żydowskiego, by użyć określenia Władimira Zeewa Żabotyńskiego (1880–1940), mimo że akceptował on, iż Izrael i Palestyna powinny być schronieniem dla Żydów na całym świecie, by użyć określenia Teodora Herzla (1860–1904).
Nie powinno zatem dziwić, że obecnie powstają ruchy terrorystyczne, takie jak Harakat Ashab al-Yamin al-Islamia (HAYI) (Islamski Ruch Ludu Prawicy), które podkładają bomby w Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i być może we Francji. Szyici, którzy przyjęli Velayat-e Faqih (islamską doktrynę jurystyczną), czują się zobowiązani do pomszczenia swojego przywódcy duchowego.
Jakby tego było mało, Benjamin Netanjahu i Donald Trump obrali sobie za cel irańskich cywilów [4], których wczoraj wzywali do „obalenia ich reżimu” (sic!). Niestety! Irańczycy, których zachodnia propaganda nie przekonała, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej dokonał masakry 40 000 ich rodaków, masowo dołączyli do Korpusu, aby powstrzymać agresorów.
Te okrutne operacje rozpoczęły się od bombardowania teherańskich magazynów węglowodorów, w wyniku którego uwolniono „tlenki siarki i azotu”, powodując kwaśne deszcze. Wszyscy, mając pełną świadomość, że Benjamin Netanjahu i Donald Trump prowadzą nielegalną „agresję” przeciwko Iranowi i zachowują się jak barbarzyńcy, mordując przywódców i celowo atakując ludność cywilną, mogli zrozumieć, że Iran ma pełne prawo odpowiedzieć na takie traktowanie.
Wielkim odkrycie tej wojny jest, że prawo międzynarodowe, które stanowi, że państwa zaatakowane mogą podjąć działania przeciwko agresorowi nie tylko na własnym terytorium, ale także przeciwko bazom wojskowym działającym z zagranicy, które uczestniczą w agresji, a wreszcie przeciwko państwom trzecim, które te bazy posiadają zostało zanegowane. Nigdy wcześniej, od czasu powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, państwo zaatakowane nie zaatakowało agresora (agresorów) na terytorium państwa trzeciego. Cały świat zapomniał o tej reakcji, szczególnie skutecznej w erze globalizacji gospodarczej.
Sami członkowie Rady Bezpieczeństwa zapomnieli o „definicji agresji”, przyjętej jednomyślnie, bez głosowania, 14 grudnia 1974 roku. Do tego stopnia, że 11 marca 2026 roku przyjęli rezolucję 2817, która „potępia w najostrzejszych słowach niedopuszczalne ataki Islamskiej Republiki Iranu” na sześć państw Zatoki Perskiej i Jordanię. Nie zdając sobie z tego sprawy, zagłosowali za rezolucją, która była sprzeczna ze wszystkimi ich podpisami złożonymi pod przyjętym jednomyślnie prawem międzynarodowym.
Arabia Saudyjska, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Oman i Katar zostały wciągnięte w tę wojnę wbrew swojej woli. Te siedem państw – podobnie jak Rada Bezpieczeństwa – początkowo zareagowało bez zrozumienia. Złożyły skargę do Rady Bezpieczeństwa. Następnie, w serii listów, zostały zmuszone do przyznania, że Iran miał prawo do działania, a Rada to przeoczyła. Wszystkie podpisały rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 (XXIX) (14 grudnia 1974 r.). Ich protesty stały się mniej gwałtowne, bardziej niejasne. Wszystkie zgodziły się gościć amerykańskie bazy wojskowe, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, i wszystkie teraz znajdują się w pułapce obecności tych baz.
Istnieje kilka sposobów rozwiązania tej sprzeczności, jednym z nich jest uznanie prawa międzynarodowego za niewłaściwe, ale kto będzie ich chronił w przyszłości? Albo deklarując, że Stany Zjednoczone działają lekkomyślnie i narażają je na niebezpieczeństwo, ale jak mogą uwolnić się od swojego cennego patrona? W chwili pisania tego tekstu Rada Bezpieczeństwa wymieniła ponad 80 listów, ale żadne z tych siedmiu państw nie rozwiązało tego dylematu: prawo międzynarodowe czy zagraniczne bazy wojskowe. Trzeba dokonać wyboru.
Sułtanat Omanu, nie mogąc, podobnie jak inne, pogodzić tego, co nie do pogodzenia, „wzywa Radę Bezpieczeństwa do wypełnienia swoich obowiązków poprzez przeprowadzenie kompleksowej i bezstronnej oceny przyczyn tego kryzysu, aby można było zająć się nimi u źródła, a nie jedynie powierzchownie”.
Thierry Meyssan
Źródło: voltairenet.org
tł. af

